My, rodzice, czekamy na ten dzień z rozrzewnieniem. Prawie jak dzieci (szczególnie te szkolne!). Liczymy dni, zbieramy pomysły i zwijamy marzenia w rulonik. Wakacje. Czas beztroski, odpoczynku, czas wreszcie dla siebie, na sen, spacery, czytanie, romantyczne uniesienia i WOLNOŚĆ…

Wolność… dobre sobie. Zwłaszcza kiedy ma się małe dzieci i znikąd pomocy (zresztą nawet kiedy jest pomoc -i tak nasz świat staje dęba i fuka!). Zastanawiam się jak to możliwe, że decydując się na dzieci nie zastanawiamy się jak zmieni się nasz świat. No poza tym, że będziemy mieć dziecko.

Zwykle myślimy, że jakoś to będzie, trochę krócej pośpimy, polatamy po placach zabaw i pediatrach, zebraniach przedszkolnych i szkolnych, wydamy więcej kasy, dostaniemy mnóstwo miłości i rozdamy cały wór całusków i przytulasków. MRAU. Trochę porozwozimy na zajęcia dodatkowe, trochę pokażemy… trochę zrezygnujemy z siebie. Co?!? Jakie zrezygnujemy! Nigdy!

Patrząc na to, co dzieje się w hotelu, w którym kolejny raz spędzam już ferie zimowe ze swoimi dziećmi dopadają mnie refleksje cykliczne – czyli 'co feryjne’. Nie co wakacyjne, bo latem wybieramy odludzia i miejsca bez WIFI, nienapakowane masą ludzką pod korek -raczej ciche i spokojne, bez wyżywienia, siłowni, basenu etc.etc. Zimą jesteśmy w cudnym miejscu, typowo rodzinnym gdzie dzieci jest tyle, ile rodzynek w placku drożdżowym. Pozornie MNIAM!

Pozornie? Tak, bo o ile same dzieci są jak dzieci – rozkrzyczane, rozbawione, zmęczone, senne, rozpłakane, rozkoszne, nieporadne, zabawne, rozświergolone, upierdliwe, przesłodkie, o tyle niektórzy dorośli (a raczej na całe szczęście ich mniejszość!) robią wszystko żeby zignorować fakt, że mają dzieci. Przyjechali tu z pociechami-szukając uciech:-). Czym to się objawia? jak rozpoznać rodziców, którzy starają się zignorować fakt posiadania dzieci:-)?

To będzie tekst właściwie głównie o tym jak to jeden wyskokowy promil może nieźle namieszać:-). Bo większość rodziców, po chwilowym szoku dostosowuje się do nowej sytuacji, a po chwili już goni w piętkę starając się dopasować się do biegu zdarzeń wyłuskując jednak ulotne momenty luzu… I właśnie w tych momentach natyka się na rodzicielskich kamikadze z klapkami na oczach i stoperami w uszach…

„Problem z byciem rodzicem jest taki, że gdy wreszcie nabierzesz doświadczenia, to zostajesz zwolniony. „Autor nieznany

KROK PIERWSZY STOŁÓWKA

Tu jest ich bardzo łatwo rozpoznać. Zawsze znajdzie się choćby jedna para rodzicielska, która ma oczy szeroko zamkniete. Nie widzi, że jej maleństwo narozlewało mleko w promieniu metra wokół stolika, rozsypało płatki niczym konfetti i rozchlapało kakao na wszystkie okoliczne krzesła, obrusy itp.  Persony te nie zamierzają sobie zaprzątać tym głowy, nie zauważają, nie reagują, nie wycierają i nawet nie proszą kelnerki o pomoc. Jeszcze by było na nich?! A niech tam starsza pani ze stolika obok wywinie orła na tej mokrej podłodze, a co tam?! Zapłacili, to niech inni się martwią. Zapłacili, to wymagają. Musza odpocząć. Są w końcu zmęczeni. Należy im się. A, że to ich dziecko? Jakie dziecko, które, a kto to udowodni…

KROK DRUGI BASEN

Łamanie zasad jest zasadą wśród niektórych samozwańczych rodziców. Najchętniej wskoczyliby do sauny zostawiając swoje pociechy na oku ratowników. Nie daje rady. Masakra, co za zwyczaje?! Dobra, jeśli już muszą być z dziećmi to przecież nie będą ich hamować -niech piszczą wrzeszczą, chlapią – oni tymczasem popływają, pograją w piłkę basenową, porozmawiają. A za ich plecami? Wrzask po pierwsze, wrzask po drugie i wrzask po trzecie (a jakby ktoś inny tonął? Ratownik ma do tyłu… i inni też!). Wskakiwanie do wody, mimo, że nie wolno, próba korzystania z sauny mimo, że zabronione. No może nikt nie zauważy?! To przecież nic wielkiego, zasady są po to żeby je łamać. A, to ich dzieci… no i co z tego?!

KROK TRZECI SIŁOWNIA

Tu grasują przemytnicy. Szmuglują dzieci do jaskini ruchu. I co z tego, ze siłownia jest dla osób 18+ skoro i tu rodzice stadnie przyprowadzają swoje dzieci, które radośnie korzystają z urządzeń do ćwiczeń, przy okazji wrzeszcząc, bawiąc się na całego, odrobine (hm…) przeszkadzając innym… Ci inni są jacyś dziwni, prawda?!

KROK CZWARTY BAR (nie, nie mleczny!)

Wszystko widać (i słychać?) jak na widelcu. Jest grubo po 22, a na placu boju poza rozbawioną gromadką dorosłych ludzi – także kilkuletnie dzieci. Padają na twarz, biegają, płaczą, przewracają się. Dobra, dostają frytki. Balanga trwa w najlepsze. Przerywana jest zniecierpliwionymi fuknięciami dorosłych i smętnym łkaniem maluchów. Ale co, przecież są WAKACJE… Są też DZIECI…

 

Dobra, wyjazd jest świetny. Naprawdę nie narzekam, raczej obserwuję z uśmiechem sardonicznym. Przymykam oko na to, z czym spotykam się od lat. Nie powiem, że mnie to bawi, śmieszy czy cieszy, ale przyjmuję to ze zrozumieniem sytuacji ciesząc się, że TACY rodzice to jednak promil… Tak po prostu jest i tyle! Wśród całego tłumu fajnych ludzi, zaangażowanych rodziców, życzliwych i pełnych uśmiechu wewnętrznego zawsze znajdzie się jakiś odszczepieniec. Niemniej trochę mnie to zwykle jednak irytuje, bo przecież każdy przyjechał tu wypocząć i KAŻDY ma takie prawo.

Znaczna część rodziców jest umęczona, ale pełna wigoru. W końcu jedzenie świetne, podane pod nos, słońce, morze, fajna atmosfera, cała masa atrakcji! Stajemy na głowie żeby nasze dzieci były szczęśliwe, usiłujemy jednak także (na szczęście) wyłuskać odrobinę czasu dla siebie. I wtedy właśnie na drodze stają nam rodzice z piekła rodem. Ten nieliczny odsetek  ludzi, którzy za nic mają zasady, reguły i normy. Zabierają nam chwile relaksu w saunie, moment wycieszenia na siłowni, chwilę spokojnego odprężenia w barze czy przyjemność jedzenia w stołówce.

I tu rodzi się pytanie do TYCH rodziców. DLACZEGO?! JAKIM PRAWEM? Dlaczego decydując się na dzieci założyli, że tak naprawdę NIC w ich życiu się nie zmieni. Dlaczego są tak bardzo skupieni wyłącznie na sobie, dlaczego mają za nic innych i ich potrzeby, dlaczego widzą tylko czubek własnego nosa?!

Niektórzy chcieliby mieć wszystko. I dzieci, i spokój i mnóstwo czasu i kolacje przy świecach i jeszcze setkę innych rzeczy – tylko tak się nie da. Są w życiu etapy i każdy jest pasjonujący na swój sposób. Może warto na ulotna chwilę przemeblować trochę życie, zmienić coś, dopasować i cieszyć się tym, co jest bo za chwil kilka – minie i będzie tylko wspomnieniem.. NIE? Ok, każdy dokonuje wyboru! Żyjąc po swojemu, dajcie jednak żyć innym i spróbujcie pamiętać, że Wasze dzieci, to WASZE obowiązki wychowawcze, wasze płatki do zamiecenia, wrzaski do ogarnięcia, smuteczki do utulenia i radości do podzielenia!

Miłego dnia!

ANTYPORADNIK czyli JAK wykastrować mężczyznę w… tydzień:)?

 

Photo by Senjuti Kundu on Unsplash

Spodobał Ci się tekst? Zostaw komentarz.