kura domowa - jak dbać o siebie w domu

Przychodzisz z pracy do domu. Zrzucasz szpilki, ściągasz spódnicę, zdejmujesz bluzeczkę. Związujesz włosy w kucyk, wskakujesz w przydeptane kapciuszki pamiętające czasy Króla Ćwieczka, wbijasz w nieco przechodzony dresik i rozciągniętą bluzę. W ten sposób stajesz się kobietą domową lub jak kto woli, bardziej obraźliwie, kurą domową. Lubisz to przeistaczanie się? Tą wielofunkcyjność? Dobrze Ci z nim?

„Dom wypełnia nie żona, a kobieta.” Gabriela Zapolska

Jakiś czas temu, wcale nie tak dawno, zdałam sobie sprawę, że czasami przeistaczam się z motyla w larwę. W, jakże znielubione przez mnie określenie, kurę domową. To było dość przykre odkrycie, które nie sprawiło mi raczej wielkiej przyjemności. Owszem, zawsze podkreślam, że grunt to być sobą, ale kiedy wreszcie dotarło do mnie jak wyglądam – stwierdziłam, że to jednak nie ja.

Konfrontacja z lustrem była bolesna (kiedyś przezornie, żeby mieć kontrolę, zamontowałam w przedpokoju DUŻE lustro!). Zaczęłam się gorączkowo zastanawiać kiedy mi się tak zrobiło, dlaczego i po co? Przecież zawsze pamiętałam żeby JAKOŚ wyglądać, także w domowych pieleszach. Nie zapominam pomalować paznokci u nóg, wydepilować się, maznąć tuszem rzęs, ułożyć włosów. Zatem dlaczego zapomniałam o stroju, o tym, żeby wyglądać po ludzku także w domu.

Witaj drugi etacie

W domu jest tempo. To maraton warszawski, który przebiegamy każdego dnia. Zakupy, sprzątanie, pranie, wygładzanie, przeglądanie, gotowanie, ratowanie, umawianie, przekładanie, zmywanie, wybielanie, odkamienianie, uzdatnianie i wiele, wiele innych… Łatwo w gąszczu tych rutynowych codziennostek zgubić dbałość o siebie i swoje przykurzone EGO.

„Kto chce zaprowadzić porządek w swoim domu, niechaj zacznie od swojego serca.” Konfucjusz

Kiedy wreszcie dostrzegłam swoje odbicie w lustrze – przestraszyłam się, bo to co zobaczyłam oznaczało, że zgubiłam samą siebie. Znowu! Poczochrana babka w porozciąganym dresie, wymiętej bluzie i z czymś makabrycznym na głowie – ni to kucyk, ni to kok, ni to rulon…  Masakra.

Po tym nagłym odkryciu postanowiłam od nowa spytać samej siebie na czym mi właściwie zależy. I nie pytałam o priorytety, bo te mam poukładane. Pytałam o skromne detale, szczególiki z których także składa się życie. O to, co dla mnie jest ważne, z czego mogę zrezygnować, co uszczuplić żeby dołożyć każdego dnia kilka chwil dla siebie.

Pytałam sama siebie czy chciałabym żeby mój mąż latał po domu na miotle,  straszył i był kurą domową (to fatalne określenie można spokojnie, w ironicznym kontekście, przypisać przedstawicielom obu płci)? Czy sprawiałoby mi radość patrzenie na niechluja w dziurawych skarpetkach? I odpowiedź znalazłam. NIE!!!

Nie kastrujmy się wzajemnie

Oczywiście nie odebrało mi rozumu do reszty i nie planuję przemieszczać się po domu w kapciuszkach na szpilce i małej czarnej. Nie mam zresztą ku temu warunków, a dzieci zabiłyby mnie pewnie śmiechem. I za duży natłok obowiązków. Niemniej trudno być boginią domowego ogniska snując się po mieszkaniu w łachmanach. Zrobiłam więc przegląd szafy, stare fatałaszki wyrzuciłam, a nowsze przysposobiłam do domowego użytku. Nowe życie zyskały spodnie, które kiedyś nosiłam do pracy zestawione z balerinami, porządniejsze bluzki, które leżały do tej pory na samym dole szuflady, odkryłam fajną bluzę odsłaniająca ramię, biały t-shirt – idealny do jeansów. Niby nic, a jednak dużo. W kilka chwil poczułam się o niebo lepiej. Znowu poczułam się bardziej kobieco, interesująco, dziewczęco…

Zarządzam rozbrat z dresem

Po tym doświadczeniu postanowiłam ZNOWU pamiętać o sobie. Trochę bardziej. O sobie w wydaniu domowym. Oczywiście perfekcyjnej pani domu nadal mówię głośne NIE! Nie będę nigdy perfekcyjna, moje mieszkanie nie będzie nadawało się do testu białej rękawiczki. To nie jest mi potrzebne do szczęścia ani trochę. Wystarczy względny porządek w domu i poukładane życie w … głowie. Nic więcej. TYLKO TYLE!

Stanąć na głowie?

Dziś nie zamierzam namawiać cię do czegokolwiek poza refleksją. Może Ty w domu nie przeistaczasz się w brzydkie kaczątko, ani jak ja, w larwę – może zawsze jesteś kolorowym motylem?! Może masz tyle samozaparcia żeby pamiętać, raz a dobrze O SOBIE! Jeśli tak – fajnie masz! Jeśli nie, zastanów się czy nie wolisz być zadbana, zadowolona z siebie, skłonna zerkać bez lęku w lustro i uśmiechnięta.  Ja tam wolę… Wolę – WYPIEKI (!) niż jęk załamania!

Kura domowa czyli dres kot:-)

Dobra, odziana bez plam i dziur, zamieniam się w czarodziejkę piekarnika – lecę piec śliwkowe! Jest puchate i pyszne! Chcesz przepis:-)?

Przepisem na ciasto chętnie się podzielę. A może Ty podzielisz się przepisem na siebie? Napiszesz jaką Panią Domu jesteś Ty? Co jest dla Ciebie ważne? Jak o siebie dbasz?

Chętnie poczytam!

PS. Określenie kura domowa – nie ma na celu nikogo obrazić. Jest próbą nazwania tego, co się dzieje na zewnątrz nas (NIEZALEŻNIE OD PŁCI), kiedy zapominamy o sobie. I w takim kontekście go używam.

Ps2. Tak na marginesie, zastanawiam się, czy oby zaniedbanie wewnętrzne nie jest jeszcze gorsze od niedostatków wizualnych. I chyba jest… 🙂

Miłego dnia!

 

O KOBIECOŚCI subiektywnie i bez różowych okularów!

Photo by Marisa Howenstine on Unsplash

Spodobał Ci się tekst? Zostaw komentarz.