Do szpitala szła wyciszona i spokojna jednak wizyta u Igora bardzo ją rozemocjonowała i trochę zasmuciła. Trudno się dziwić, ostatnie tygodnie ostro dały jej w kość. Gdyby ktoś zapytał ją kilka miesięcy wcześniej czy może sobie wyobrazić, że jej życie potoczy się tak, a nie inaczej -szczerze by ją rozbawił. Teraz jednak wcale nie było jej do śmiechu.

Na spotkanie z Piotrem biegła cała w skowronkach. Dawno się nie widzieli, a jego obecność od zawsze działała na nią kojąco. Kiedy wpadła do ich ulubionej kawiarni nieopodal dawnego klubu Hybrydy – z zaskoczeniem odkryła, że nie przyszedł sam. Towarzyszyła mu jakaś młodsza kobieta. Ładna, pomyślała i dziarsko podeszła do stolika, który okupowali. Brat Igora szybko podniósł się i mocno ja przytulił zachwycając się jej zapachem i komplementując wygląd. Po chwili ocknął się i przedstawił jej Anielę -swoją sympatie, jak to zgrabnie określił.

Aniela okazała się być fantastyczną rozmówczynią i kobietą pełną radości życia. Piotr promieniał. To był świeży związek, ale zależało mu wyraźnie na akceptacji Joanny. Chyba ją to nawet roztkliwiło, bo z wypowiedzi Piotra wnioskowała, że po to przyprowadził Anielę na to ich spotkanie. To było urocze. Świadczyło o tym, że jej relacje z Piotrem mają solidne podstawy i bez cienia wątpliwości można je nazwać prawdziwa przyjaźnią.

Joannie wydawało się, że nowa ukochana Piotrka była do niej nastawiona niezwykle pozytywnie. Pewnie nasłuchała się o niej samych dobrych rzeczy. Aniela nie była ani zakłopotana tą sytuacją, ani zaskoczona zażyłością jaka łączyła ją z tym uroczym facetem. Jednak dość szybko ulotniła się tłumacząc lekcjami na które musiała pobiec. Wyszła niemal po angielsku jak przystało na nauczycielkę tegoż języka zostawiając ich z połową jeszcze ciepłej kawy i w doskonałych nastrojach.

Powiedziała Piotrkowi, że jest szczęśliwa, że wreszcie zaczął układać sobie życie, że stanął na nogi i spotkał taką fantastyczna kobietę. Poprosiła, by o nią dbał, rozpieszczał i mówił o tym, co go boli, o tym co czuje, o czym marzy i czego nie chce. Wyznała, że chyba tej szczerości właśnie zawsze jej brakowało w małżeństwie z jego bratem. Że ten chłód panujący między nimi od lat skutecznie zamroził ich serca. Wyznała mu, że  między nią, a Igorem wydarzyło się naprawdę zbyt dużo przykrych rzeczy, że czuje się współwinna, bo za długo przymykała oko na wiele spraw. No i że ostatecznie sama nie jest niestety przykładem lojalności, choć zawsze to właśnie ta uczciwość stanowiła dla niej podstawowy aspekt związku między dwojgiem ludzi.

Wydawał się nie być zaskoczony jej wywodem, co nieco zbiło ją z tropu. To fakt, dobrze wiedział  przecież o tym, że idealnym małżeństwem byli tylko na obrazku. Znał w końcu Igora lepiej niż ona. Czasem przecież wszyscy spotykali się przy okazji świąt lub innych uroczystości rodzinnych i mógł na własne oczy przekonać się jak wygląda ich związek. Czasem do niego dzwoniła pogadać, wyżalić się lub zwyczajnie poplotkować. Teraz, jak zwykle, słuchał uważnie, kiwając głową, a kiedy skończyła zamówił jeszcze ulubiony sernik na wynos -dla dziewczynek i powtórzył to, co mówił zawsze – że niezależnie od tego co by się wydarzyło jest po jej stronie i zawsze może na niego liczyć. I  może bez wyrzutów sumienia, ani zapowiedzi -wpadać, dzwonić, słać smsy o każdej porze dnia i nocy. Była mu wdzięczna, bo wiedziała, że to nie tylko puste słowa…

Po wyjściu z kawiarni miała jechać prosto do domu. Z jakiś jednak niewyjaśnionych i niezrozumiałych dla siebie przyczyn, wsiadła w samochód i z zaskoczeniem odkryła, że dojechała pod kamienicę w której mieszkał Paweł. W międzyczasie zadzwoniła raz jeszcze do córek żeby zameldować, że plany jej się skomplikowały i nie będzie w domu tak wcześnie jak planowała. Karciła siebie za ta słabość, ale czuła, że musi jeszcze stawić czoła tej sytuacji. Że powinna spojrzeć Pawłowi w oczy i wytłumaczyć się, poinformować o swoich planach i przeprosić za te chwile swojej słabości. Bała się tej rozmowy. Bała się jak jasna cholera.

Karolina odebrała po pierwszym dzwonku i nie dała jej dojść do głosu informując, że może przyjść kiedy chce, bo one z Zuzką jadą na noc do babci. Chcą się trochę oderwać od dusznego klimatu panującego w domu, a poza tym są bardzo zmęczone tymi jej tajemniczymi zniknięciami i ciągłym kręceniem.  Tym razem nie ustawiła starszej córki do pionu, bo czuła, że sama jest mocno nie w porządku i zawodzi na całej linii. Córki miały prawo być na nią złe. Oznajmiła, że w porządku bo właśnie chciała uprzedzić o tym, że coś jej jeszcze wypadło i nie będzie tak szybko w domu, ale w obecnej sytuacji to i tak bez znaczenia. Zapytała jeszcze czy coś jadły i czy uprzedziły babcię, że planują jej zalegnąć na kanapie. Nie uprzedziły, wieć poprosiła żeby to zrobiły, bo w przeciwnym razie mogę babci nie zastać. Rozłączyła się, ukryła twarz w dłoniach i zaczęła płakać. Dobrze, że chwilę wcześniej udało jej się znaleźć miejsce parkingowe.

Kiedy wyciszyła się trochę ponownie wzięła telefon i wykręciła numer do Pawła żeby zapytać go czy znalazłby dla niej dwa kwadranse. Znalazłby nawet osiem kwadransów, choć w jego głosie brzmiał wyraźny znak zapytania. Powiedziała, że będzie za chwilę, bo jest już pod jego kamienicą. Poprawiła makijaż, spryskała się perfumami, zjadła trzy tik taki i wcisnęła klawisz w domofonie… Wiedziała czego chce i wiedziała czego nie chce. Czuła jednak, że musi zrobić dokładnie na odwrót.  I było jej z tym bardzo źle…

Na zawsze razem (cz.60)

 

Photo by Ham Kris on Unsplash

Spodobał Ci się tekst? Zostaw komentarz.