Marzył o spokoju. Potrzebował ciszy i samotności. Pragnął nabrać dystansu do tego wszystkiego, co ostatnio się działo. Tymczasem nawet w szpitalu towarzyszyły mu emocje – zbędne, niepotrzebne, męczące. Do tego co i rusz ktoś go odwiedzał, a przyciszona komórka brzęczała wibracjami doprowadzając go do wściekłości. W końcu postanowił ją wyłączyć.

Zadzwonił do Joanny, ojca i Karoliny uprzedzając, że nic mu nie jest i żeby się nie martwili gdyby nie odbierał, ale będzie włączał telefon jedynie na godzinę dziennie i wtedy prosi o kontakt. Wytłumaczył, że to, czego mu teraz trzeba to spokój, więc prosi o kilkudniowe embargo na odwiedziny. Joanna przyjęła tę prośbę jakby z ulgą. Miał wrażenie, że zdjął z niej przykry obowiązek. Ojciec uznał, że zwariował i nie będzie się podporządkowywał głupim pomysłom, a Karola wcale nie skomentowała tej decyzji, mówiąc mu, że ma sobie robić jak chce. Poprosiła go tylko żeby nigdy więcej nie przeprowadzał z nią już tak delikatnych rozmów, bo są one zarezerwowane dla babskiego świata. A, dodała jeszcze, że wie jacy są faceci, ZWŁASZCZA  w jej wieku -dlatego wybrała dojrzalszego, starszego. Przesłała mu sto całusków i pośpiesznie się rozłączyła. I znowu był wkurzony…

Nim zdążył nacisnąć przycisk rozłączający go ze światem – telefon raz jeszcze zaświergotał. Wzdrygając się i krzywiąc dał mu ostatnią szansę i nieco znużonym głosem zapytał kto dzwoni i w jakiej sprawie. To była ONA, kobieta z którą spędził noc przed wypadkiem. Stało się to, czego najbardziej się obawiał. I na co wcale nie miał ochoty. Skoro jednak odebrał -postanowił wysłuchać, co miała mu do powiedzenia.

Przez chwilę panowała głucha cisza, potem Ona przejęła inicjatywę pytając go o samopoczucie i informując, że była w szpitalu, ale spał. Mówiła nie czekając na odpowiedź jakby pragnąc zapełnić słowami pustkę, która wisiała między nimi. Zagłuszyć to, co mogłaby usłyszeć, a czego wolałaby nie wiedzieć. Było jej przykro, czuła się trochę winna, bo w końcu wpadł pod samochód wychodząc od niej, a to było coś, co zapoczątkowało tę lawinę niefortunnych zdarzeń. Zapytała dlaczego jej nie obudził. Gdyby to zrobił zmieniłby bieg historii i być może teraz wszystko wyglądałoby inaczej. Była ciekawa co nim powodowało, że nawet się z nią nie pożegnał. Sprawiała wrażenie przejętej i nieco urażonej. Czego się spodziewała?

Zapytał wprost – czego się spodziewała, czego oczekuje teraz i dlaczego była w szpitalu. Czy ta jedna noc dała jej prawo żeby go śledzić, tropić, nachodzić? Był zirytowany i dał jej to odczuć. Stwierdził, że to był błąd. To spotkanie, ta noc były zwykłą pomyłka. Rozkoszną i słodką- jak ONA, ale jednak pomyłką. I że to on ją przeprasza równocześnie apelując żeby więcej się z nim nie kontaktowała, bo on usiłuje teraz posklejać rodzinę, a ona mu w tym nie pomaga. Dodał, że ma świadomość tego, jak to wszystko wyszło i że ONA może czuć żal, może go znienawidzić, być na niego wściekła. Przeprosił raz jeszcze równocześnie informując ją, że gdyby wpadła na pomysł informowania o tej zdradzie, jego żony- nie ma po co. Żona jest świadoma jego wyskoków, więc nie zrobi to na niej wrażenia. Żadnego.

Słyszał jej przyśpieszony oddech i miał wrażanie, że płacze, ale może mu się tylko wydawało? Może dorabiał ideologię? Żachnęła się, przeprosiła kolejny raz stwierdzając, że wydawało jej się, że potrzebuje wsparcia i dlatego pozwoliła sobie… Nie chciała od niego nic więcej. Życzy mu zdrowia i musi wracać do obowiązków, bo właśnie ma dyżur. Nie czekając na odpowiedź rozłączyła się. Czyżby źle ją ocenił? Może nie miała niczego złego na myśli

Było mu głupio. Tragicznie głupio. Czuł się jak skończony dupek. Kobietożerca. Sumienie go gryzło. Nie wyszło tak, jak chciał. Miało być zasadniczo i zerojedynkowo, ale nie tak prostacko i arogancko. Potraktował ją jak pierwszą lepszą, a przecież nie zasługiwała. Przecież dotykając ją i pieszcząc myślał o niej czule zastanawiając się nawet, przez ułamek sekundy, czy nie lepiej by mu z nią było. Stanowiła przeciwwagę dla lodowatej Joanny. Przy niej płonął jak ogień. Rozpalała jego myśli nawet teraz -choć nie powinna. Wyobraził sobie jak musi wyglądać z lekko rozmazanym makijażem, jak idzie kołysząc biodrami i poprawiając drobną dłonią swoje piękne włosy. Skarcił się w myślach za tę wizje. Czego chce? Na czym mu zależy? O co walczy? Czy rzeczywiście pragnie spędzić resztę życia u boku Joanny, która nawet go nie lubi? Która cierpi na nawracające, wieczorne migreny i najprawdopodobniej robi z niego rogacza?

Tak, czy siak chciał raz jeszcze sprawdzić, spróbować. Tak sobie wmawiał. Jeśli teraz nie wyjdzie – rozwiodą się. Rozstaną bezpowrotnie. Nie będzie z nią walczył. Nie będzie o nią walczył. Nie będzie się użerał, ani udowadniał winy. Zostawi mieszkanie, podzielą się opieką nad dziewczynkami tak, jak one będą tego chciały. Wynajmie sobie lub kupi jakieś niewielkie mieszkanie w okolicy szpitala, żeby nie dojeżdżać i zacznie żyć. Po swojemu. Na własnych zasadach. Odetchnie?

Ta wizja uskrzydliła go. Sprawiła, że poczuł się szczęśliwy -jakby zdjął z pleców nadbagaż. Zdziwił się. A może nie powinien wcale ratować tego małżeństwa? Może ono uschło, przeterminowało się na dobre?  Nie chciał dłużej marnować życia, które dostał w prezencie od losu. Chciał żyć pełną piersią, czuć, zachwycać się, być szczęśliwym jak nigdy dotąd…

Na zawsze razem (cz.61)

Photo by Chris Barbalis on Unsplash

Spodobał Ci się tekst? Zostaw komentarz.