Pił, jadł, spał i myślał w przerwach prowadząc dialog wewnętrzny i zewnętrzny – z lekarzami i pielęgniarkami. Ktoś puścił pare z ust i rozeszło się kim jest i co robi. Był guru od spraw, nomen omen,  sercowych, więc młodzi medycy przychodzili do niego porozmawiać o kardiologii i dziwnych przypadkach, które przerabiał na swoim oddziale. Te rozmowy były naprawdę ciekawe. Ku swojej radości przypomniał sobie, że medycyna to jest coś, co kręci go i uwodzi. Właściwie nie mógł już się doczekać kiedy znowu zacznie operować. Lubił to.

Leżąc w tym mało wygodnym, szpitalnym łóżku odkrył na nowo swoje powołanie. Poczuł, że niesienie pomocy innym, próba ocalenia ich życia i sprawienia żeby było znośniejsze, to coś, o co warto walczyć.  Zaskoczyło go jednak jak ogromną satysfakcję czuł ucząc, w pewnym sensie, tych młodych medyków, poszerzając ich wiedzę, zaszczepiając pasję i skłaniając do refleksji. Trochę filozofowali, trochę dywagowali, a trochę rozpatrywali kardiologiczne zaskoczenia, które były jego udziałem. Opowiadał im o rzadkich, nieoczywistych objawach jakiś częstych chorób serca, plotkowali o podejściu do pacjenta i o tym jak ważne jest wyczucie i empatia. Nawet się nie zorientował kiedy jego mała salka przeistoczyła się w aulę wykładową przyciągającą jak magnes głodnych wiedzy adeptów sztuki medycznej.

Mimo tego tłumu czuł się samotny. Wreszcie! Pływał po wezbranych wodach życia w pojedynkę. Joanna sumiennie i z niejaką radością stosowała się do jego zaleceń dotyczących ograniczenia kontaktów, ruda bogini seksu (na szczęście) nie dzwoniła najwyraźniej urażona jego grubiaństwem, ojciec wpadał do ordynatora unikając jednak spotkania z nim, a Karolina i Zuzka kontaktowały się z nim przy pomocy smsów i mmsów. Był zadowolony z takiego obrotu sprawy, bo mógł skoncentrować się na sobie. Wreszcie miał wystarczającą ilość czasu żeby zrobić życiowe resume. Tę życiowa idyllę nieoczekiwanie przerwał mu Piotr. Młodszy brat z którym nigdy nie było mu po drodze, który irytował, bywał powodem do wstydu i zażenowania. Nie mieli nigdy ciepłych relacji, więc w dwójnasób dziwiła go ta niespodziewana wizyta. Kiedy zobaczył go w drzwiach przez myśl przeszło mu tylko, że pewnie wpadł w jakieś tarapaty i teraz potrzebuje pieniędzy…

Piotr wyglądał dobrze. Zgubił brzuszek, który towarzyszył mu na każdym kroku, od kilku lat, był czysty, pachnący, całkiem trzeźwy i spokojny. Nie, nie przyszedł żeby go naciągać finansowo. Przyszedł, bo zmartwił się jego sytuacją i pragnął powiedzieć mu, że niezależnie od tego, co działo się w ich życiach -może na niego zawsze liczyć. W stu procentach. Mówił o nowym życiu, kobiecie, która niespodziewanie zjawiła się u jego boku, nowym pomyśle na biznes i na samego siebie. Planował się ustatkować, może nawet założyć rodzinę, zbudować dom i posadzić to cholerne drzewo? Na końcu wspomniał jeszcze o Joannie. O tym jak wielkim jest skarbem i cudowną kobietą. Poprosił, żeby zaczął doceniać to, co ma, bo ma prawdziwe szczęście. Ma fantastyczną rodzinę, piękne i mądre córki, mądrą choc zmęczoną tą karuzelą uczuć żonę i pracę, która go uskrzydla. Pytał czego chce więcej. Czy nie wystarczyło mu panienek, które przeleciał zanim został mężem i ojcem. Przecież były ich tabuny.  Hurt, nie detal. Zrobił mu wykład przyrównując jego postawę do działań ojca. Zrobił to jednak w taki sposób, by go nie urazić. I udało mu się to.

Piotr siedział dwie godziny. Pierwszy raz od wielu, wielu lat, albo może w ogóle pierwszy raz, udało im się porozumieć. Czuł, że znaleźli wspólny język. Nawet poczucie humoru mieli takie samo. Wspominali wakacje, wspólne łobuzowanie i dzień ślubu z Aśką. Przypomniał sobie te uczucia, to jak szaleńczo był w niej zakochany, jak uparcie dążył do tego, by nie wymknęła mu się z rąk. Przez chwile zrobiło mu się nawet ciepło na sercu, ale tylko przez chwilę, bo kiedy Piotr poszedł – znowu wyobraził sobie ją w ramionach Pawła. Nie mógł tego przeboleć. Był przekonany, że go zdradza i bolało jak psia kość! Jego kobieta. Matka jego córek i jakiś pajac mieszkający z kotem rozwodnik.

Zawsze podchodził do seksu na luzie jednak nie kiedy dotyczyło to jego żony. Nie wiedział ilu było przed nim, bo kiedyś obiecali sobie, że nie będą o tym wspominać, ale świadomość, że może przyprawiać mu rogi po ślubie, doprowadzał go do szału. Czuł się upokorzony, oszukany i niedoceniony. Czuł się z tym fatalnie, albo jeszcze gorzej i nijak nie umiał dojść do ładu z tymi emocjami. Założył, że nawet gdyby -wybaczy, ale coś szło nie po jego myśli. Nakręcał się nie umiejąc wyhamować. Jej niewierność godziła w jego czuły punkt. W męskość. Był mężczyzną, samcem i był z tego dumny. I co, i tak po prostu ma łyknąć tę gorzka pigułę? Zamknąć oczy udając, ze nie widzi? Ku zaskoczeniu poczuł, że Joanna go zwyczajnie brzydzi. Jeśli spała z Pawłem, to niech sobie układa z nim życie. Bał się, że nie będzie już jej umiał dotknąć i na zawsze pozostanie dla niego brudną, występna kobietą, która w domu narzekała na migreny, a poza domem była namiętną kochanką obcego faceta. Zastanawiał się czy jest jej z Pawłem dobrze, czy przytula go, szepcze mu świństwa do ucha i czy czuje się szczęśliwa. Tak, zaczął się zastanawiać co ona właściwie czuje, co myśli, czego pragnie i jak to wszystko sobie dalej wyobraża.

Postanowił, że zadzwoni do niej i poprosi żeby przyszła. A niech tam! Na co tu czekać? Wyjaśnią już- czego oczekują i sprawa się rozwiąże. Po co te gry? Po co te oszustwa? Wóz, albo przewóz! Życie jest zbyt krótkie na bezsensowne relacje i gorzkie łzy. Co mógł jej dać? Chciał obiecać, że postara się być fair, spróbuje odwiesić na kołek swoje potrzeby ekscytacji i zająć się bardziej rodziną. Jeśli jednak wyczuje, że ona go chce oszukać, zwodzić lub nie gra fair -odchodzi. Kończy to małżeństwo i zaczyna żyć całkiem po swojemu! Kropka.

Na zawsze razem (cz. 63)

Photo by Sacha Styles on Unsplash

Spodobał Ci się tekst? Zostaw komentarz.