Tak jak sądziła, Igor nie zamierzał toczyć kurtuazyjnych pogawędek przy szpitalnej herbatce. Miał sprawę do załatwienia i chciał zrobić to od ręki. Już. Natychmiast. Jest powód, jest więc rozmowa i jest decyzja. Precyzyjne cięcie, potem szycie i ewentualnie zmiana opatrunków. Nici miały roztopić się same…

Czy serce goi się szybko? Czy może się zregenerować? On, z cała pewnością, znał odpowiedzi na te pytania. Ona nie miała pojęcia. Mogła mówić tylko swoim sercu i emocjach, które ostatnio rozrywały je i haratały na wszelkie możliwe sposoby.

Kiedyś wszystko było oczywiste. Miało większy lub mniejszy sens. Teraz wspominała te czasy z rozrzewnieniem. O ile łatwiej się żyje, kiedy białe jest białe nie żółtawe, a czarne nie wyblakłe tylko intensywne. Teraz wszystkie kolory i smaki zmieszały jej się jak przeleżałe na słońcu w owoce upchane w  blenderze.  Straciły moc i wyrazisty smak. Były intensywnie niejednoznaczne i niedookreślone. Mdławe, lekko przesłodzone i nadmiernie słonawe. Dziwne. Niezbyt apetyczne. Może nawet odrobine trujące. Czym groziły? Niestrawnością? A może jeszcze czymś?

Igor z całą pewnością przygotował się do tej rozmowy. Nie miała złudzeń. Przecież był perfekcjonistą. Takie kwestie musiał mieć dobrze przemyślane, poukładane i rozpatrzone.  Z reguły nie działał impulsywnie, choć ostatnio, nieco zmienił swój styl. Kiedy się wreszcie obudził i na nią spojrzał zapytała dlaczego ją tu zaprosił. Zapytała mimo, że dobrze przecież wiedziała. Ona jednak też przygotowała się do tej wymiany myśli. Nie znosiła być zaskakiwana. No i nie trawiła small talków. Były, w jej odczuciu, całkowitą stratą czasu.

Igor przyznał, że ma dość takiego stanu zawieszenia w jakim znalazło się ich małżeństwo, chce to naprawić, puścić w zapomnienie jej ewentualna zdradę, wyprostować co się da, żyć uczciwie i przyjemnie. Jeśli nie -zostawi jej mieszkanie i da rozwód bez orzekania o winie czy innych cyrków. Stwierdził, że chce zacząć wszystko od nowa. Że zamknie tamten etap i wreszcie będzie uczciwy. Trochę ją nawet zaskoczył tym wyznaniem, a może tylko chciał wziąć pod włos? Nie, chyba jednak nie…

Cały czas miała wrażenie, że jemu bardzo zależy. Że naprawdę bardzo pragnie to wszystko posklejać. Słuchała z wypiekami na twarzy. Czuła, że emocje rozsadzają ja od środka. Czuła niemal ból fizyczny. Wiedziała, że teraz będzie musiała wreszcie podjąć tę decyzję i było jej okrutnie przykro. Kochała Pawła. Marzyła, że wyzwoli się z tego małżeństwa i ułoży sobie z nim życie. Że wreszcie będzie mogła być sobą w stu procentach, szanowaną, kochaną i  podziwianą. Były jednak dzieci, zobowiązania. Było małżeństwo. Słowo, obietnica. Była wspólna historia. Wspomnienia lepsze i gorsze. I całkiem piękne, upojne, duszne. Tylko czy uda jej się wyzwolić z tej miłości? Czy uda jej się na nowo rozpalić uczucie do Igora? Czy po tym wszystkim to jeszcze w ogóle możliwe?

Bardzo kontrolowała swoje reakcje. Nie chciała by zauważył jaką bitwę toczy z samą sobą. To było jej pole walki, nie jego. Jednak jedna łza uciekła jej bezwiednie. Czuła jak spływa powolnie po policzku spadając na dekolt i roztrzaskując się o łańcuszki. Wziął ją za rękę i poprosił żeby dobrze zastanowiła się czego pragnie. Chyba dostrzegł, że to nie przelewki, że tym razem nic nie jest oczywiste i pewne…

Spojrzała na niego poważnie nie cofając jednak dłoni. Chwile tylko patrzyła. Potem zmusiła się, całkiem nie wiedząc dlaczego, do pogłaskania go po włosach. Musnęła dłonią jego policzki i dotknęła ust. Widział ten znak zapytania, który rysował się na jego twarzy. Po chwili kompletniej ciszy odezwała się. Szepnęła mu do ucha, że ma pomysł i chyba wie jak uratować to małżeństwo i skłonna jest zaangażować się w tą akcję na sto procent. Jest tylko jeden warunek…

Na zawsze razem (cz.66)

Photo Thiébaud Faix on Unsplash

Spodobał Ci się tekst? Zostaw komentarz.