Mieli być razem na dobre i na złe. Na zawsze. On miał stać za nią murem, a ona miała wspierać go niezależnie od wszystkiego. I chyba przez moment nawet im się to udawało. Teraz chciał żeby to powróciło. Gotów był zakasać rękawy i zrobić remanent w małżeństwie tym bardziej, że czuł dobrą wolę Joanny.

Czy kiedyś w ogóle zawracałby sobie głowę tym, czego potrzebuje jego żona? Z góry zakładał, że jest z nim szczęśliwa mimo wszystko. Bo przecież ma dobre życie. Stać ją na zbytki, wykonuje pracę, którą lubi, ma panią sprzątającą, mieszkanie jakie chciała, dwie świetne córki, zgrabne jak cholera nogi (tego nie mógłby pominąć!), ciekawą twarz, męża wykonującego prestiżową i dobrze płatna pracę. Nie, no sam n tą PRESTIŻOWĄ PRACĘ chyba nie wpadł. Kolejne kobiety uzmysłowiły mu jakim jest skarbem i jak można go podziwiać. Uwierzył w to, że bycie z nim to wygrana na loterii, że właściwie niewiele musi robić, by wzbudzać podziw, by zdobyć to, co chce. E tam, zdobyć -dostać, wziąć, mieć. Kobiety spijały słowa z jego ust i biegały za nim. Rozpuściły go, popsuły…

No właśnie. Kobiety. Temat rzeka. W domu miał trzy i każda była z innej bajki. Joanna do niedawna była ich niekwestionowanym liderem, dowódcą, który jednak ostatnimi czasy mocno stracił pozycję. W szeregach jej armii pojawił się bunt. Starsza córka postanowiła zawiesić obowiązek świadczenia usług na rzecz dowództwa. Była dezerterem szukającym swojej kompanii. Samozwańczym dyktatorem silnie wiosłującym w stronę niezależności. Zmieniła się. Dorastała i nie chciała dłużej podporządkowywać się rozkazom dowództwa. Inaczej miała się sprawa z Zuzką. Młodsza córka poddawała się dyktatowi smutniejąc z dnia na dzień, tracąc werwę, rozświergolenie i typową dla siebie radość życia. Zaczęła zapadać się w sobie podkulając uszy i cicho łkając w poduszkę. Były trzy. I każda z nich nieszczęśliwa. Czy to jego wina? Czy to na skutek jego błędów lekarskich? Teraz, kiedy dojrzał wreszcie by wynagrodzić im wszystkie krzywdy -nastąpił jakiś przełom. Wszystko na nowo się posypało.

Nie przypuszczał, że Karola będzie tak bardzo przeciwna wyprowadzce z miasta. To prawda, nie wziął pod uwagę faktu, ze jest zakochana, a ta odległość będzie dla niej przeszkodą, by często widywać chłopaka, który skradł jej serce. Chłopaka, którego nie znał, ale z góry nie lubił. Starego konia, studenta rozkochującego w sobie zagubioną nastolatkę. Kim trzeba być żeby mając niemal dwudziestkę na karku podrywać taką nastolatkę. Kim trzeba być żeby spotykać się z taką szczylarą mając koleżanki w swoim wieku. Bardziej dojrzałe, doświadczone, kobiece. Zastanawiał się o czym oni właściwie ze sobą rozmawiają. CO ich tak naprawdę łączy. I choć daleki był do snucia domysłów, to co pojawiało mu się w głowie, przerażało go.

Hamak, huśtawka, duży ogród – w domu trwały negocjacje między nim, Joanną, a Zuzką. Karola strzeliła focha i wyszła sądząc, że zrobiło na nich ogromne wrażenie. W środku nocy zaczęli się niepokoić. Rozważali nawet przez krótką chwile zgłoszenie sprawy na policę. Na szczęście zguba znalazła się u matki Joanny. Odetchnął, ale tylko połowicznie. Znalazła się razem z tym typem. Joanna miała po nią rano pójść. Sądził, że szykowała się na poważną rozmowę z Karo. Jemu te dyskusje z córka nie wychodziły ostatnio zbyt dobrze, więc całkowicie ustąpił jej pola. Nie chciał wprowadzać jeszcze więcej zamętu i niepotrzebnych nerwów. Chyba stracili z Karoliną nić porozumienia, która była między nimi zawsze. Coś się zmieniło. Coś się skończyło. Wierzył jednak , że to przejściowe. Że minie.

Raz jeszcze sprawdził stan oszczędności upewniając się, że dadzą rade kupić dom bez zaciągania pożyczki, bez konieczności sprzedawania mieszkania. Chciał mieć możliwość powrotu do Śródmieścia gdyby jednak zatęsknili. Sądził, że wypstrykają się niemal z całych oszczędności, ale teraz całkiem go to nie zastanawiało. Mają sprawne ręce i nogi, więc zarobią kolejne pieniądze. Kładąc się spać pomyślał tylko o tym, że kiedy już przeprowadzą się pod miasto – będzie trzeba zadbać o relacje rodzinne. Poukładać wszystko od nowa, wyprostować. Był pewien, że uda im się to. Że to w sumie dziecinnie proste. Potrzebna była tylko chęć i odrobina dobrej woli…

 

Na następną część opowiadania zapraszam w najbliższypiątek 23 października

Photo by Drew Dau on Unsplash

Podziel się tekstem z innymi:
  • 15
  •  
  •  
  •  
  •  
    15
    Udostępnienia

Spodobał Ci się tekst? Zostaw komentarz.