Po pokonaniu miliarda przeciwności wreszcie doprowadził przeprowadzkę do końca. Przeprowadził się jednak nie tylko on z dziewczynami. Ku zaskoczeniu niemal całej rodziny miejsce zamieszkania zmienił także jego ojciec, i ku rozpaczy Karoliny łamiąc daną obietnicę,  matka Joanny. To był trudny i dziwny czas. Bieg zdarzeń sprawił, że przedefiniował swoje podejście do wielu spraw…

Dom po remoncie i generalnych zmianach – zachwycił go. Wydali mnóstwo pieniędzy, ale suma summarum -był zadowolony i to bardzo. Przestrzeń dawała poczucie swobody i luzu. Każdy nareszcie miał mnóstwo własnego miejsca, a jak chciał się odgrodzić, zrestartować – wystarczyło zaszyć się w ogrodzie, w jednym z zakamarków, które udało im się z Joanną stworzyć. Była altanka opleciona bluszczem, dwa hamaki zawieszone między rozłożystymi dębami, miejsce do rozpalenia ogniska, murowany grill i kącik czytelniczy składający się z kilku głębokich, wiklinowych foteli bujanych, który swobodnie dało się zmienić na salę kinową – kupili również  duży ekran i rzutnik. Od dawna marzyli żeby móc oglądać filmy, w upalne wieczory pod chmurką. Działka była spora, więc można było się na niej bezpiecznie i na dobre zgubić i znaleźć – kiedy naszła na to ochota. Cały teren odgrodzony był od ciekawskich oczu szpalerem rosłych tui. Dzięki temu mogli czuć się całkiem swobodnie.

Joanna razem z panią architekt zadbały o spójny charakter domostwa. Było przytulnie i jednocześnie nowocześnie. W pokojach dominowały ciepłe barwy, było mnóstwo źródeł światła, które tworzyły niepowtarzalny, pełen uroku klimat. Wśród drzew rozwieszono lampki i lampiony, a także dwie budki lęgowe dla ptaków i karmnik. Mimo, że był facetem i nigdy nie podejrzewał siebie o takie skłonności -urządzanie lokum – wkręciło go pod koniec na dobre. Ryzykując niezadowolenie żony -sam, pod wpływem nagłego impulsu,  kupił ogromne lustro do sypialni, które zachwyciło Aśkę i co równie ważne, idealnie pasowało.

Przeprowadzka trwała dwa dni, a potem jeszcze kilka dni zabrało im poukładanie wszystkiego we właściwych miejscach. Pewnie byłoby szybciej gdyby w międzyczasie nie wybuchła afera z ich rodzicami w roli głównej, a co za tym idzie rozpacz Karoliny, która poczuła się oszukana przez babcię u której miała przecież w tygodniu mieszkać. Dziadek artysta, pragnąc ratować sytuację, zaproponował żeby Karo przeniosła się do niego, a Maria usiłując się jakoś zrehabilitować wystosowała, kurtuazyjne jego zdaniem, zaproszenie dla wnuczki i zaoferowała jej, że może przenieść się do niej i Jana. To było absurdalne i nieakceptowalne nie tylko dla jego córki, ale i dla niego. Co to w ogóle miało być? Cyrk jakiś…

Wziął udział w nieformalnej naradzie rodzinnej z bratem i Aśką na której usiłowali oswoić się z tą paranoiczną sytuacją i wspólnie postanowić jak wesprzeć pozostałych, osamotnionych rodziców. Ojciec Aśki -radził sobie nieźle i wydawało się, że jest w niezłej formie, a może nawet odetchnął. Sam poprosił żeby przestać traktować go jak zgniłe jajko, bo u niego jest względnie w porządku. Sprawa, niestety, nie wyglądała tak optymistycznie jeśli chodzi o Barbarę, która rozłożyła się na czynniki pierwsze. Piotr chciał matkę nawet zabrać do siebie, ale po konsultacji z samą zainteresowaną Igor uznał, że zamieszka z nimi w domu. Będzie miała trochę oddechu i swobody, a równocześnie towarzystwo.

Basia wprowadziła się do nich, a niemal równocześnie przywiało Kubę, który miał przecież móc nocować u nich w weekendy. Willa zaroiła się od gości. Zrobiło się gwarnie i trochę wybuchowo. Igor złapał się nawet na tym, że odlicza dni do powrotu do pracy. Trochę inaczej wyobrażał sobie ten czas…

Był zirytowany. Nie sądził, że ojciec posunie się do czegoś takiego. Flirtować z Marią, spotykać się potajemnie i urządzać szopkę, to co innego, ale układać sobie z nią życie całkiem od nowa i na serio, rujnując świat Barbary -to było trochę zbyt dużo. Żałował matki, choć była nieco bezwolna i działała mu na nerwy, w żaden sposób nie zasłużyła na tak parszywą, smutną i samotną starość.  Dziwił go także spokój jaki wykazywała w tej sytuacji jego żona, która zaraz po wybuchu tej hekatomby spotkała się z matką na kawie i SPOKOJNIE rozmawiały całkiem nie o tej sytuacji. A może i o tej, tylko z jakiś względów, Aśka nie chciała mu powiedzieć prawdy.

Sporo zachodu kosztowało go uładzenie sytuacji ze starszą córką, która przecież przeprowadzała się z nadzieją, że weekendy będzie spędzała w domu, a wszystkie pozostałe dni w śródmiejskim lokum dziadków ze strony mamy. Finalnie wpadł na pomysł że przecież może zamieszkać z babcią Barbarą. Od niej miała równie dobry dojazd do szkoły i mogła nawet wybrać sobie pokój. Pomysł przeszedł. Córka się nieco wyciszyła, a matka jakby nabrała nadziei, że jest jeszcze jakiś sens i cel w jej życiu. Było lepiej.

Młodsza Zuzka stała z boku. Ponieważ sprawiała wrażenie mało zainteresowanej tym całym zamieszaniem – nie poświęcał jej swojej uwagi. W jego odczuciu – radziła sobie najlepiej, a poza tym miał już trochę tego wszystkiego dość. Ratował go las, ogród i nieodległa perspektywa powrotu do szpitala i swoich pacjentów. Jedyne co cieszyło go jeszcze odrobinę, to spokój, mimo drobnych zgrzytów, w relacjach z żoną, która właśnie intensywnie szukała nowej pracy, po złożeniu wypowiedzenia. Co się stało? Nie dociekał. Był zadowolony. I dziwnie przekonany, że jakoś wszystko się wreszcie ułoży. No musiało się w końcu wyprostować.

Na zawsze razem (cz.93)

Photo by Gian D. on Unsplash

Spodobał Ci się tekst? Zostaw komentarz.