Długo czekał na ten dzień. Tak bardzo pragnął ją zobaczyć, zamienić kilka słów, wyjaśnić, ustalić, wziąć w ramiona. Śniła mu się, myślał o niej bezustannie. Nie umiał zapomnieć. I nie chciał.

Rozmawiał o niej z Moniką. Rzecz jasna nie powiedział byłej żonie o kim naprawdę mówi. Nie chciał niepotrzebnego zamieszania i  fermentu -przecież się znały.

Wpadł na Monikę całkiem przypadkiem – w Powsinie. Biegał bladym świtem, a ona spacerowała z psami. To, wbrew obawom, było bardzo miłe spotkanie. Uszła z niego cała złość i żal, który jeszcze do niedawna czuł. Powitali się radośnie, jakby nigdy nic między nimi nie było. Jakby znali się i przyjaźnili od lat. Jakby nie byli po rozwodzie. Ta nagła sympatia zaskoczyła ich oboje.

Jego była partnerka wyglądała pięknie. szeroki uśmiech, radość w oczach – promieniała szczęściem. Roztaczała wokół niezwykłą aurę. No i pachniała tym, co zwykle. Perfumami, które zwykł jej kupować na każdą możliwą okazję – był tym zdziwiony, właściwie nie wiedzieć czemu. Przecież rozstanie z nim nie musiało być związane ze zmianą wszystkiego.

Przebiegł niespełna osiem kilometrów kiedy ją dostrzegł. Chwilę analizował sytuację rozważając, co powinien zrobić.  Uznał, że to głupie -minąć ją bez słowa, udać , że jej nie zna. Zatrzymał się, zsunął z ust bandankę i przywitał się. Przywołała psy, spojrzał mu w oczy i dała buziaka w policzek. Potem przez następne dwie godziny łazili po lesie prowadząc ożywioną dyskusję. Pytała czy kogoś ma, więc opowiedział jej o tajemniczej miłości z rodziną w tle. Współczuła mu i radziła się wycofać, albo walczyć ile sił w sercu. Zero półśrodków, bo one, jej zdaniem, nie sprawdzały się w takiej sytuacji. Wóz, albo przewóz. Roześmiał się, dobrze pamiętał jeszcze jej zerojedynkowe podejście do życia. Kiedy odchodziła od niego, to też na dobre i raz na zawsze. Przypomniał jej to. Poklepała go po ramieniu jakby chcąc dodać mu otuchy. Nadal marszczyła nos kiedy się uśmiechała. Kilka lat temu, wzruszało go to. Ciekawe, ile się zmieniło przez te kilka, minionych pór roku. Ciekawe, jak smakowite potrafiły być ostudzone emocje.

Dowiedział się, że jest szczęśliwa i ma z obecnym mężem kilkuletnie dziecko, które adoptowali, bo mimo starań, nie mogła zajść w ciąże, a bardzo pragnęli malca. Ona chciała uniknąć cyrków. Liczenia dni płodnych, szprycowania się hormonami i stresu. Szukania przyczyny, zmagania się z poczuciem winy i krzywdy. Poza tym tyle dzieci czeka na dobry dom. To córeczka ich wybrała. Przeszli całą procedurę i stali się jej rodzicami. Bardzo ją kochali i chcieli wynagrodzić ból i cierpienie, które były jej udziałem. Spędzali razem mnóstwo czasu pokazując, że teraz nic jej nie grozi. Ze wreszcie jest bezpieczna. I że za nic na świecie jej nikomu nie oddadzą. Kiedy to mówiła po policzku spłynęło jej kilka łez, które jednak szybko wytarła rękawem kurtki, jakby trochę się wstydząca tej nagłej otwartości. Bądź co bądź, był jej minionym mężem, a nie przyjaciółka… Był zaskoczony. Pod wrażeniem. Nie sądził, że Monika tak bardzo się zmieni, dojrzeje? Może rzeczywiście potrzebowała kogoś innego, bo z nim to nie było to?

Jeszcze długo po powrocie z Powsina analizował to, co mu powiedziała. Chyba się z nią zgadzał. Szkoda było w życiu czasu na miotanie się, szarpanie, złudzenia. Chyba bez sensu chciał zgodzić się na każdą rolę w teatrze życia Joanny. Czuł, że popełnił błąd. Podłożył się, otworzył nadmiernie, tracąc instynkt samozachowawczy. Za bardzo mu zależało. Tak bardzo, że przestał myśleć o tym, że poza Aśką istnieje jeszcze inny świat. No i dał jej to odczuć całkowicie się odkrywając, a ona skorzystała z tego, że nie musiała wybierać mogąc mieć ich obu. A może przesadzał? Może ją oczerniał? Może ona po prostu bała się zburzyć to, co budowała.  Albo nadal, w jakiś pokręcony sposób, kochała Igora?

Miał mnóstwo pytań. Był nieco zirytowany na sposób w jaki odeszła, zostawiła go. Czuł się zraniony, odtrącony i trochę wykorzystany. Oczywiście nie zamierzał poruszać tych kwestii. Na zewnątrz zgrywał nadal gościa o stalowych nerwach i twardym tyłku. Musiałby zwariować, żeby przyznać się do tych uczuć… Chciał jej, ale nie za wszelką cenę. Pragnął jej, ale już na swoich zasadach. Czekał, liczył dni aż wróci do pracy, bo bardzo tęsknił jednocześnie pragnąc wyprostować całą tę sytuację raz na zawsze.

Kupił jej bukiet kwiatów i postawił na biurku, uprzedził pracowników, że wraca i z mocno bijącym sercem czekał na dalszy rozwój sytuacji. Kiedy weszła do firmy poczuł dziwny uścisk w żołądku. Denerwował się. Kiedy ją zobaczył znowu przypomniało mu się dlaczego tak łatwo dał się owinąć wokół jej palca. Zanim jednak do niej podszedł szybko wziął się w garść. Tym razem rozegra to całkiem inaczej. Raz kozie śmierć!

Na zawsze razem (cz. 87)

 

Photo by Kelly Sikkema on Unsplash

Spodobał Ci się tekst? Zostaw komentarz.