Ten pierwszy dzień wspólnej pracy był niefortunny i nie wróżył niczego dobrego. W ich relacje wkradła się dziwna obcość, brak zaufania i szczelnie ukrywany żal. Paweł cały czas pilnował się, by nie odkryć prawdziwych uczuć i emocji. Liczył, że wszystko jakoś się ułoży jednak z każdym dniem było coraz trudniej.

Po niefortunnym początku próbował nieco poprawić atmosferę, ale nie ma co się oszukiwać, nie wychodziło mu to najlepiej. Mało tego – chyba każdy kolejny ruch – jeszcze bardziej wszystko psuł. Najbezpieczniej więc zaczął się czuć, kiedy Aśka była daleko. Zamiast do niej przychodzić, jak to miał w zwyczaju, pisał emaile, smsy, albo dzwonił. Ograniczył do minimum wspólne wyjścia do klienta organizując spotkania w firmie. Przestali pijać wspólną, poranną kawę, a ich relacje coraz bardziej przypominały niemal bezobjawową niechęć.

Nie chciał zbyt wiele myśleć. Zredukował czas spędzany w domu. Po pracy szedł na squasha, siłownię, tenisa. Wieczorami biegał, albo pił. Sam, albo w towarzystwie kumpli. Raz umówił się nawet z Moniką, którą znowu spotkał w Powsinie. Upił się potwornie i musiała holować go do domu. Było mu wstyd. Chyba była zaskoczona. Powiedziała mu wtedy, że ucieczka nie jest żadnym rozwiązaniem, a picie na umór w niczym mu nie pomoże. W końcu wpadł na pomysł. Idiotyczny pomysł, ale, jak sadził, skuteczny. Zaprosi Joannę na drinka i postawi jej ultimatum. Wszystko, albo nic.

Kiedy zaproponował jej spotkanie zaraz po pracy- zareagowała z rezerwą. Trudno było się jej dziwić. Między nimi od wielu dni nie układało się na żadnym froncie. Wyskoczył z tym pięć minut przed końcem pracy, ale kiwnęła głową – zgadzając się. Szczerze powiedziawszy, podejrzewał, że przystała na te propozycję z czystej ciekawości. Z drugiej strony chyba nadal jej na nim zależało. Nie dało się nie zauważyć, jak bardzo ostatnio dbała o siebie. Ok, zawsze była dopięta na ostatni guzik, ale teraz było jeszcze lepiej. Kobiece, podkreślające jej urodę i smukłość stroje, staranny makijaż, buty na obcasie, nowa fryzura. Miło było na nią patrzeć, a właściwie nawet trudno było się oprzeć żeby nie patrzeć. Jedyne co zniknęło, czego jej brakowało, co się gdzieś po drodze zgubiło, to był uśmiech, pewien luz, który zjednywał jej ludzi i otwartość. Joanna zasklepiła się w sobie do tego stopnia, że kilka osób pytało go czy wie, co się u niej dzieje.

Planował zabrać ją do knajpy tuż obok miejsca, gdzie pracowali. Słyszał jak wcześniej zadzwoniła do Igora i powiedziała mu, że ma nieoczekiwane spotkanie służbowe i będzie nieco później. To było dziwne. Nigdy wcześniej nie słyszał żeby do niego dzwoniła i mu się tłumaczyła. Zwykle, jak sądził, wysyłała wiadomości. Dało mu to do myślenia. Igor awansował. Kolejny już raz, pomyślał, że sprawa jest przegrana.

Kiedy wychodzili podał jej płaszcz, przytrzymał drzwi, stale zastanawiając się jak to będzie i czy rozmowa z Aśką ma jakikolwiek sens. Teraz niczego nie był już pewien. Jego przekonanie o zasadności całej tej akcji zdecydowanie malało. Trochę zbyt długo z tym czekał. Za bardzo kombinował. Przepaść między nimi była tak ogromna, że nie miał pojęcia czy da się zbudować jeszcze jakiś most między ich światami. Pozwolił jej odpłynąć za daleko, ba nawet sam ją odepchnął mimo, że przecież pierwszego dnia powiedziała mu o swoich uczuciach. Pograł fatalne. FATALNIE!

Zeszli schodami. Stukała rytmicznie obcasami kołysząc przy tym biodrami. Poruszała się z gracją, pięknie. Trochę jakby płynęła. Szedł za nią, a jego myśli szybowały nie w tę stronę w którą powinny. No i denerwował się. Z każdą chwilą bardziej. Kiedy byli już na parterze nagle odwróciła się i znaleźli się bardzo blisko,  naprzeciw siebie. Spojrzała mu prosto w oczy i zapytała po co idą na tego drinka i czego od niej chce. Zamurowało go. Co miał jej powiedzieć? Nie był pewien czy będzie umiał dalej podgrywać, ściemniać i kombinować. Wymyślona gierka nagle zaczęła się sypać. Nie umiał przed nią ukrywać prawdy. Gdyby nie obcość, która od wielu dni między nimi rosła -pewnie chwyciłby ją za dłonie i pocałował. Teraz jednak nie wiedział czego może się po niej spodziewać. Nie był pewien reakcji, więc poprosił żeby pogadali jednak już w knajpie.

W milczeniu szli obok siebie gwarną ulicą. Mijali rozbawionych, ponurych, zmęczonych i pełnych werwy ludzi. Tak jak oni wszyscy- nieśli w sercach własne historie. A może ich relacja przeszła już do historii? Może są tylko wspomnieniem pary ludzi, którzy chcieli razem coś budować, szaleli za sobą, nie wiedzieli świata. Którzy jeszcze całkiem niedawno myśleli, żeby zaryzykować wszystko. Co się z nimi stało? Jakim cudem zaprzepaścili coś tak niezwykłego?!

Usiedli przy stoliku w głębi lokalu. W nieco pustawej knajpie panował półmrok, a z głośników brzmiały jakieś ciężkie smęty z lat osiemdziesiątych. Zdjęli okrycia wierzchnie i miękko opadli zanurzając się w wygodne, welurowe fotele. Zamówił butelkę prosecco. Kelner rozlał do kieliszków i spojrzał na nich z zaciekawieniem. Kiedy, jakby ociągając się, wreszcie poszedł-Paweł postanowił wyjaśnić cała sytuację już! W tym momencie. Wóz, albo przewóz. W prawo, albo w lewo. Właściwie co miał do stracenia? Wziął kieliszek do góry i wzniósł osobliwy toast – Za miłość, powiedział upijając łyk trunku. Kątem oka zobaczył, że Joanna się waha. Teraz jej ruch, pomyślał. Wszystko w jej rękach.

Na zawsze razem (cz. 88)

 

Photo by Michelle Gerlach on Unsplash

Spodobał Ci się tekst? Zostaw komentarz.