Wróciła do pracy, ale zanim to nastąpiło wreszcie ustaliła z mężem który dom kupują. I była rozdygotana, bo zawaliła po całości. I była zadowolona, bo miała powody. Szczególnie dlatego, że udało jej się namówić Karolinę żeby choć w weekendy mieszkała razem z nimi. Nie odbyło się jednak bez twardych negocjacji.

Igor odpuścił kompletnie. Zwołał naradę rodzinną i zapytał je wszystkie czego pragną, informując, że jego głos jest neutralny, bo jedyne na czym mu zależy to ich wspólne szczęście. Była zaskoczona? Chyba nie. Czuła, że mąż bardzo się zmienił. W tej sytuacji nie pozostało jej nic innego jak powiedzieć to samo. Prawda była taka, że ona też, przede wszystkim, chciała spokoju. Karolina oznajmiła, że w takim razie będzie z nimi pomieszkiwała weekendowo, pod warunkiem, że zgodzą się by czasem nocował u nich Kuba. Nocował u NIEJ w pokoju, a nie na kanapie. Miała już  piętnaście lat, co w jej mniemaniu oznaczało, że jest niemal dorosła. Zuzka dodała także swoje trzy grosze. Robiąc minę kota ze Shreka, wśród śmiechów wszystkich członków rodziny, wynegocjowała Chotomów. Poszło jej jak z płatka. Resztę wziął na siebie Igor. Miał sfinalizować transakcję, ustalić termin przeprowadzki i takie tam.

Joanna czuła się wspaniale choć trochę martwiły ją roszczenia Karoliny. No dobrze, przed chwilą Karo fetowała kolejne urodziny, ale to były piętnaste urodziny, a nie dwudzieste. Przystała na ten warunek z nadzieją, że z czasem wszystko rozejdzie się po kościach. Szczerze powiedziawszy nie bardzo wyobrażała sobie weekendy z Kubą. Liczyła, że nie piętrząc problemów, przyśpieszy tylko rozpad tego nie rokującego na przyszłość związku. W końcu on był dorosły, a Karo -nie. Martwiła się jak to wytrzymają. W weekendy uwielbiała luz. Lubiła snuć się po domu w szlafroku, albo bluzce bez stanika i w koronkowych figach, czy będzie musiała o tym zapomnieć? Nie bardzo jej to leżało, ale tym razem postanowiła się nagiąć. Poprosiła córkę tylko o rozmowę, bo chciała jednak ustalić pewne zasady, przy okazji zapytać o antykoncepcje. Miała świadomość, że to nie będzie prosta wymiana zdań. Już od jakiegoś czasu trudno jej było znaleźć nić porozumienia ze starszą córka. Jakby były z innych planet.

Zastanawiała się kiedy to się stało i jak do tego doszło, że wyrósł między nimi mur. Przecież miały tak czułe, dobre i bliskie relacje. Przecież porozumiewały się bez słów i zawsze mogły na siebie liczyć. Chyba sama to schrzaniła ładując się w romans z Pawłem. Karolina, jak sama mówiła skądś wiedziała, czy może raczej domyślała się prawdy i nie umiała jej wybaczyć. Chyba straciła do niej zaufanie. A może rozczarowała się tak bardzo, że teraz wolała trzymać dystans. Ale to nie był tylko dystans. To była niechęć, oschłość, a nawet jakiś rodzaj wściekłości. Joanna zastanawiała się nawet momentami czy jej sekret jest bezpieczny. Czy rozkołysana furią Karo nie zdradzi ojcu tego, co wie. To też nie dawało jej spokoju.

Tymczasem Igor nie przestawał jej zaskakiwać. Zaraz po rozmowie dotyczącej wyboru domu poinformował, że jest jeszcze coś, o czym chciałby porozmawiać. Otóż, postanowił zrealizować młodzieńcze marzenie Aśki i w prezencie na zbliżające się urodziny kupić jej… konia. Joanna oszalała ze szczęścia, a kiedy emocje opadły podeszła do męża czule mu dziękując za ten pomysł. Sama zdołała wyleczyć się już dawno z tego pomysłu, uznając że w dorosłym świecie jest on niedorzeczny. Zawsze brakowało czasu i pieniędzy, bo przecież sam zakup konia to jedno, a utrzymanie go w dobrej formie, codzienne doglądanie, to już całkiem inna bajka. Teraz też zrobiła szybki bilans i wyszło jej, że w tym momencie znajdzie czas i fundusze. Tak, to był zdecydowanie TEN moment. I wreszcie będzie miała swój fragment świata. No nie do końca swój, bo dziewczyny z równie wielkim entuzjazmem przyjęły ten pomysł. Czyli koń będzie niemal jej, pomyślała z uśmiechem. A może to był genialny w swojej prostocie plan? Świetny sposób na to, by posklejać ich kobiece relacje na nowo?

Kiedy szła do pracy była pełna obaw, ale szczęśliwa. Wyglądało na to, że wszystko się powoli prostowało. Ostatnim akordem było ułożenie od nowa, ale po staremu, relacji z Pawłem. Bała się tylko tego, co poczuje, kiedy go zobaczy. I miała rację. Kiedy tylko przekroczyła próg firmy – wszyscy współpracownicy powitali ją niezwykle ciepło. Na biurku, które zwykle zajmowała, stał kosz kwiatów i jej ulubione karmelowe babeczki. Paweł dołączył do tego powitania. Kiedy go dostrzegła poczuła, że serce jej się topi. Zapragnęła natychmiast znaleźć się w jego objęciach, dotknąć go, przytulić i wypłakać mu się na ramieniu. W jednej chwili wszystko inne straciło znaczenie i sens. Stało się to, czego obawiała się najbardziej. Nie udało jej się wyrzucić Pawła z serca, a rozłąka tylko spotęgowała to, co do niego czuła. Ten powrót do pracy był błędem. Największym błędem w jej życiu…

Na zawsze razem (cz. 86)

 

 

Photo by Amy Shamblen on Unsplash

Spodobał Ci się tekst? Zostaw komentarz.