To nie było nic, czego doświadczył kiedykolwiek. Trzęsienie ziemi, tak by to określił. Choć żył już długo – nigdy nie przypuszczał, że kiedykolwiek poczuje takie zawroty głowy, że będzie miał jeszcze ochotę marzyć i że przestanie zauważać inne kobiety. Znikną – jakby w ogóle nie istniały.

Był stary i głupi? Nie, nic z tych rzeczy. Swoją Barbarę szanował, wbrew temu co uważał jego starszy syn. A, że nie nosił na rękach, nie głaskał po główce, nie prawił wyszukanych komplementów? Żona miała swoje prawa, obowiązki i przywileje i dzięki temu czuła się dobrze. Lubiła poukładane życie zapięte na ostatni guziczek. Ślub z nim był dla niej sporym awansem społecznym – w końcu weszła do rodziny inteligenckiej, z tradycjami. Czy miałaby to, co ma gdyby go nie poślubiła? Szczerze wątpił. To on był jej motywacją, siłą napędową i organizatorem życia. Był jej dumą. Dzięki niemu z prostej dziewczyny awansowała na doktorową obracającą się w szykownym, warszawskim towarzystwie. Jej rodzice, skądinąd bardzo uczciwi i przyzwoici ludzie, mimo, że niewykształceni, nie widzieli potrzeby kończenia szkół. Życie, jak mawiała jego teściowa, było najlepsza szkołą.

Basia, kiedy ją poznał, była bardzo atrakcyjną dziewczyną, ale dość bierną, wycofaną i bez wiary w siebie. To był pozornie łatwy łup. Początkowo myślał, że będzie jedną z wielu, że da się złapać na lep pięknych słówek. Że chwilę poczaruje i będzie jego, ale pomylił się. Żeby ją zdobyć musiał wykazać się hartem ducha, wolą walki i… wstrzemięźliwością. Pogrywała z nim. Uczciwość, był wszystkim tym, co miała, zawsze to powtarzała. Nie chciała tanio sprzedać skóry, tym bardziej, że rodzice byli bardzo wierzący, więc i ona sama planowała czekać z ekscytacjami do nocy poślubnej. Strasznie się poświęcił. Spotykali się kilka miesięcy i nic. Embargo dotyczyło jakiejkolwiek nagości. Dozowlone były jedynie niewinne pocałunki i dotyk rąk. Miał dość. Czy urodził się po to żeby tracić czas na nudne tańce godowe?  Nawet na chwile się rozstali, bo czuł, że jej zachowanie jest nie w porządku. Taki szantaż, wodzenie za nos. Kiedy od niej odszedł -sprawiała wrażenie załamanej, ale szybko się otrząsnęła. Po kilku tygodniach od zerwania znajomości spotkał ją w Wilanowie. Spacerowała z koleżankami uroczymi alejkami i wcale nie wygląda na przybitą. Wprost przeciwnie, byłą uśmiechnięta i pogodna. Przywitała się z nim oschle i poszła w swoją stronę, nawet się nie odwracając. No takiego obrotu spraw się nie spodziewał. Szczerze powiedziawszy miał nadzieję, że będzie cierpiała. Należało jej się z te wszystkie manipulacyjki.

Po Barbarze było kilka pań. Żadna z nich nie miała ani tak konkretnych zasad, ani tym bardziej nie pragnęła z niczym czekać do ślubu. Były otwarte i rozkosznie beztroskie. Skakał więc z kwiatka na kwiatek bez konsekwencji i jakiejkolwiek odpowiedzialności. W końcu matka walnęła pięścią w stół każąc mu się wreszcie ustatkować. Tak, zrobiła to jego własna, subtelna matka z klasą. Uznała, że przekroczył granicę. Uznała tez, że nadszedł czas na inne życie. I wtedy los znowu postawił na jego drodze Barbarę, która zapytana czy odda mu swoją rękę odpowiedziała, z właściwa sobie powściągliwością -tak.

Szedł do ślubu bez entuzjazmu, ale z przekonaniem, że to nie koniec świata. Będzie miał dobrą żonę, która świetnie gotuje, dobrze dba o dom i ma zasady. Szybko przekonał się natomiast, że brakuje jej temperamentu, finezji i odwagi. Ich pożycie było nudne, monotonne i zawsze przy zgaszonym świetle -praca w kopalni. Starał się na różne sposoby nieco ją rozruszać, ale nic mu z tego nie wyszło. Basia była w łóżku niczym kłoda. Seks nie sprawiał jej radości. Był jednym z obowiązków, jak pieczenie mięsa i mycie podłogi. Obowiązków, które trzeba było odfajkować, żeby móc się nazywać troskliwą żoną. Był bardzo rozczarowany. Z tego rozczarowania i tej permanentnej frustracji narodziło się dwóch synów i, na przestrzeni lat, kilkanaście kochanek, które udowadniały mu, że jest dobry w te klocki. Które pozwalały mu zaczerpnąć powietrza, odreagować, odstresować się, zapomnieć o całym świecie.

Kiedy po raz pierwszy poznał Marię – pomyślał, że jest kobietą ponadprzeciętną. Piękna, mądra i z klasą. Interesująco opowiadała i słuchała z zainteresowaniem. W ułamku sekundy zdołała wzburzyć w nim krew, podnieść ciśnienie. Sprawę komplikował jedynie fakt, że była matką jego przyszłej synowej. Matką Joanny, dziewczyny która namąciła w głowie jego pierworodnemu. Dziewczyny za którą nie przepadał i gdyby tylko mógł zrobiłby wszystko, by wybić ją z głowy Igorowi. Szkoda go było dla niej. Była zbyt wymagająca, za bardzo pewna siebie i skupiona na chęci odniesienia sukcesu.

Z Marią poznawali się przy stole, można by tak powiedzieć.  Po trochu i przez wiele lat. Wspólne święta, Komunie czy chrzty. Zawsze, pozornie przypadkowo, starał się siadać blisko niej – tym bardziej, że mąż z którym zdarzało jej się przychodzić, jakby celowo unikał jej towarzystwa. Kryzys w ich związku, kompletną obcość- wyczuwało się na kilometr. Basia była zazdrosna, wiedział o tym. Nawet raz zrobiła mu wykład umoralniający, że tak nie wypada, ale uciął tę rozmowę. Strasznie irytowało go, kiedy robiła mu wyrzuty. Uważał, że nie ma prawa. Gdzies podskórnie czuł się jednak nieco oszukany. Ta różnica potrzeb, odmienne temperamenty sprawiły, że ich małżeństwo było pokraczne, kulawe na jedna nogę, dla niego mało satysfakcjonujące. Szanował ją, dawał poczucie bezpieczeństwa i zapewnił życie na wysokim poziomie. W zamian otrzymał spokój, ład i porządek. Ta wymiana była sprawiedliwa, tak sadził. Teraz jednak Basia przestała go interesować całkiem. Odkąd zaczął regularnie spotykać się z Marią jej rola została zmarginalizowana do minimum. Obiady mógł przecież jeść na mieście, ubrania prać w pralni, a o porządek spokojnie zadbałaby pani Luba, która i tak czasem do nich wpadała. Czuł, że Basia coraz mniej jest mu potrzebna do szczęścia. Może to i było trochę szubrawe, odrobinę nie w porządku, ale co mógł zrobić skoro tak właśnie czuł. Barbara była teraz jedynie przeszkodą. Oto i spotkał kobietę, która oddychała tym samym powietrzem co on. Obiecał sobie, że z niczym nie będzie się śpieszył, na nic nie będzie naciskał. Zostawi tę historię własnemu biegowi. Chciał, w każdym razie, więcej. Pragnął Marii na wyłączność. Na zawsze.

Kiedy jak nie teraz? To był ostatni dzwonek zanim zdziadzieje do końca…

Na zawsze razem (cz.88e)

 

Photo by sydney Rae on Unsplash

Spodobał Ci się tekst? Zostaw komentarz.