Teraz to już zupełnie straciła orientację. Zarówno w terenie jak i w emocjach. Jakby przestała rozumieć swojego męża. Igor złamał schemat. Zaczął zachowywać się jak nie on. Założył maskę? Coś planował, a może szukał drogi porozumienia? Nie, to chyba nie tak…

Zastanawiała się czym jeszcze ją zaskoczy. Koncertowo trzymał język na wodzy. Nie strzelił focha, ani nie wyszedł z domu. Zamiast tego poszedł na zakupy i zrobił świetne śniadanie, które nie tylko smakowało wyśmienicie, ale także cieszyło oko. Sprawił, że dziewczynki, w ułamku sekundy, odzyskały dobry humor i zaczęły się uśmiechać. Kiedy wyszedł rano po sprawunki dopytywały czy między nimi już wreszcie jest jak dawniej.

Sama nie była pewna tego, jak jest. Co miała im powiedzieć, że to tylko rodzaj gry? Że może jest nawet gorzej niż myślą i dlatego pozornie wygląda jakby miało być lepiej? A może u niego coś drgnęło, ale czy u niej? Nie umiała im odpowiedzieć na tak postawione pytanie. Zamiast tego włączyła ich ulubiony jazgot i zaczęły świrować w rap rytmie. Tak dawno razem się nie wygłupiały. Widziała, że odebrały to jako odpowiedź twierdzącą…

Cały poranek obserwowała go bardzo uważnie. Liczyła, że coś dostrzeże. Przeliczyła się jednak. Igor grał jak zawodowy aktor. Pokerowa twarz, emocje trzymane na wodzy. O co mu chodzi? Coraz bardziej obawiała się tego, że nagle zrobi coś nieoczekiwanego czym zaskoczy ją całkowicie. A co jak roztoczy przed dziewczynkami wizję rocznej przerwy od szkoły i wyjazdu do Szwecji połączonego ze zwiedzaniem i zakupami? Wiedziała, że taka forma tej eskapady z całą pewnością trafiłaby w ich gusta. A co jak zrobi to za jej plecami? A może powie dzieciom, że mama zostanie, bo nie chce, a oni pojadą we troję? A może jakoś ją zaszantażuje? Tyle wiedział o niej i jej czułych punktach. Umiał trafiać w nie wyjątkowo celnie. Od lat. Odkąd pamiętała.

Teraz trochę żałowała, że aż tak się przed nim otworzyła. Właściwie po co mu mówiła o Pawle? O swoich uczuciach. Po co jej to było? Co jej dało? Zawsze wygrywał i przeforsowywał swoje plany właśnie przez tę jej otwartość, naiwność? Wykorzystywał to, jak się dało. Czasem szantażował ją emocjonalnie, czasem wyciągał jakieś takie duperele w najmniej oczekiwanym momencie i ona wtedy kapitulowała. Naginała się. Poddawała. Ze wstydu, lęku, zażenowania…

Była na siebie wściekła i jednocześnie dumna. Jej samej trudno było zaklasyfikować cały ten koktajl emocjonalny, ale gdzieś w głębi serca czuła, że właściwie nic nie traci. Gdyby teraz powiedział dziewczynkom, że ich matka jest zaangażowana w inną relację i tak wolałyby zostać z nią, a ona mogłaby legalnie związać się i spróbować smaku życia u boku Pawła. Gdyby zaproponował dziewczynkom wyjazd do Szwecji, a one by się zgodziły musiałaby dokonać własnego wyboru. Rodzina lub Miłość? To byłoby trudne, karkołomne, ale może jakoś by z tego wybrnęła. Mogłaby przecież znaleźć jakies kompromisowe rozwiązanie – no chyba, że robiłby jej problemy. A pewnie by robił. Zduszona męska duma to najgorszy rywal. Tak, bez dwóch zdań, usiłowałby ją zniszczyć. Nie miała żadnych wątpliwości…

Z tych rozważań wyrwał ją głos męża. Poprosił żeby usiadła, przestała zbierać naczynia ze stołu, bo chciałby powiedzieć im, oznajmić coś niezwykle istotnego. Poczuła, że nogi się pod nią uginają. Teraz zaczęła się bać. Na poważnie…

Na zawsze razem (cz. 30)

Photo by George Pagan III on Unsplash

Spodobał Ci się tekst? Zostaw komentarz.