Wierzyła, że świat będzie miał takie kolory w jakie go ubierze. Może nie tyle wierzyła, ile bardzo pragnęła wierzyć i zaklinała los każdego dnia. Jak wszyscy, miała swoje problemy, o których nie wiedział nikt poza nią. Boksowała się ze sobą nie mogąc wymyślić nic mądrego. Całkiem sprawnie za to tworzyła tematy zastępcze i z całych sił angażowała się w ostatnie prace wykończeniowe domu choć szczerze powiedziawszy całkowicie przestały sprawiać jej przyjemność.

Martwiła się Igorem, bo od kilku dni chodził jakiś ponury. Był przybity, przygnębiony i nie chciał z nią o tym rozmawiać. To znaczy sprawiał wrażenie jakby coś tam mówił, ale była pewna, że opowiada jej jakieś bzdury, żeby nie przyznać się do tego, co trapi go tak naprawdę. Obawiała się, że może kiepsko się czuje i nie chce jej tym martwić. Widząc, że niepokoi go również nagły wyciek gotówki – nieco zakręciła kurek, bo rzeczywiście w minionych dniach  wydawała pieniądze bez opamiętania. Do tego doszła jeszcze sprawa z Pawłem.

Po ostatnim nieszczęsnym spotkaniu w knajpie, z którego wyszła w pośpiechu, pozostał niesmak. Jej wyjście było początkiem ciągu błędnych decyzji, których bardzo żałowała. Kiedy wybiegła z lokalu, Paweł za nią poszedł i z wyrzutem zapytał czy nic dla niej nie znaczy. Czy to, co było między nimi to już dla niej jedynie zamierzchła przeszłość, prahistoria- bo on ją kocha niezmiennie i bardzo. Strasznie ją rozzłościł. Wygarnęła mu jego zachowanie w pracy, oziębłe, obojętne doprawione nutą bezczelności. Wydusiła, że bardzo jej na nim zależało, ale schrzanił, schrzanili to wspólnie i nie ma powrotu. Że jej przykro, że bardzo to przeżyła i że było jej z nim cudownie, ale życie to nie zabawa. Igor miał zawał, a jej nie było przy nim. Miała ogromne wyrzuty sumienia i podjęła decyzję, że nie ma prawa w takiej sytuacji zostawić męża. Może byłoby inaczej gdyby ich relacje ułożyły się, ale on wylał jej kubeł zimnej wody na głowę tylko potwierdzając słuszność dokonanego wyboru. Paweł patrzył na nią ogromnymi oczami, a potem na środku ruchliwej Marszałkowskiej zaczęli się szaleńczo całować zapominając o całym świcie. To był impuls. Sekunda nieuwagi. Nawet nie wiedziała jakim cudem wylądowali z powrotem w opustoszałym biurze i namiętnie kochali się wyznając sobie miłość i zachłystując tym chwilowym zawrotem głowy. Było cudownie, jak zwykle zresztą. Po wszystkim, kiedy oprzytomniała,  powiedziała mu, że jest skończoną idiotką i że to był ich definitywnie ostatni raz, że nie zostawi męża i nie chce już nikogo oszukiwać, ani tym bardziej zwodzić. Przeprosiła go za wszystko, obiecała w najbliższych tygodniach poszukać innej pracy i pośpiesznie opuściła biuro. Coś jeszcze do niej mówił, ale już nie słyszała zbiegając po schodach i dławiąc się łzami, które spływały jej po policzkach w zawrotnym tempie. Czuła się fatalnie. Zawiodła samą siebie. Znowu.

Kolejne dni w pracy były trudne. Paweł usiłował ją jeszcze przekonać żeby nie odchodziła i żeby dała im szanse, ale nie chciała o tym słyszeć. Miała dwa duże projekty do zakończenia i ustaliła z nim, a właściwie poinformowała, że kiedy je dopnie – składa wypowiedzenie. Szef się chyba poddał. Podgrywał, resztką sił, twardziela, ale wychodziło mu to słabo. Widziała jak na nią patrzy i zdawała sobie sprawę, ze straciła więcej niż kochanka. Straciła przyjaciela, bratnią dusze, kogoś z kim nadawała na jednej fali. Faceta, którego bardzo ceniła, a co gorsze naprawdę kochała. Nie tak to wszystko miało wyglądać. Nie tak!

W domu też nie było spokoju. Poza zatroskanym mężem w oczy rzucała jej się jakaś dziwnie przygaszona Zuza i burcząca Karolina, która odżywała wyłącznie w towarzystwie Kuby, który był zresztą niezwykle częstym gościem w ich domu. Chwilami miała wrażenie, że jest wszędzie i że zaraz wyskoczy z lodówki. Igor chyba się do niego przekonał, ona jakoś nie umiała. Różnica wieku jaka dzieliła jego i Karolinę, była w jej odczuciu zdecydowanie zbyt duża. Joanna obawiała się, że Karo sypia już ze swoim chłopakiem, a jej zdaniem nie była na to jeszcze gotowa. Była zdecydowanie na to za młoda. Miała czas. Dużo czasu. Chciała nawet porozmawiać o tym z córką, ale nastolatka szybko skończyła jej wywód informując ją, że nie ma czasu na takie rozmowy, a jak będzie potrzebowała porady – to sama zapyta. Trudno im było się teraz porozumieć.

Jakby tego wszystkiego było mało coś niepokojącego działo się z jej matką. Zaalarmował ją ojciec informując, że Maria znika z domu na całe noce i nie odbiera telefonu. Niby miał to gdzieś, ale jedna go to interesowało. Dzwoniła do mamy kilkakrotnie, ale za każdym razem łączyła się z sekretarką. W końcu wybrała się do rodziców osobiście, by wpaść na wyfiokowaną i rozanieloną mamę, która wyglądała nad podziw dobrze i nie miała najmniejszego zamiaru tłumaczyć się z czegokolwiek. Wypiły wspólnie kawę, pośmiały się z ojca, obgadały sąsiadkę i byłoby na tyle z prowadzonego przez nią dochodzenia. Swoimi niepokojami podzieliła się z Igorem, który wyglądał jakby coś wiedział tylko skrzętnie chciał to ukryć, a może tylko sobie to wmówiła?

Ostatnimi czasy życie dało jej w kość. Marzyła o spokoju, ale czego by nie dotknęła – wszystko ją rozczarowywało, raniło albo niepokoiło. Była wściekła na siebie. Jak mogła zaprowadzić taki bałagan wokół siebie. Jak mogła tak się pogubić. Mimo pomocy psychoterapeutki całkiem się rozsypała. To było okropne. To była tak bardzo nie w jej stylu…

Na zawsze razem (cz.91a)

Photo by Arnel Hasanovic on Unsplash

Spodobał Ci się tekst? Zostaw komentarz.