Facet, który zasmakował w zdradach jest jak przyczajony tygrys, ukryty smok. Nigdy nie wiadomo kiedy znowu zgłodnieje i wybierze się na polowanie. Przecież nie może umrzeć z głodu! To niedopuszczalne…

ZDRADA BOLI!

Kiedy zrobił to pierwszy raz, zabolało. Cholernie zabolało. Jednak nie na tyle żebym wyciągnęła wnioski. Wybaczyłam. Od ręki. Poszło mu gładko. Zaprzeczałam, obarczałam się winą, rozpaczałam. Czułam, że pozwoliłam żeby to zrobił. Byłam niedostatecznie seksowna, zadbana, kobieca, uwodzicielska i tak często wykręcałam się bólem głowy. No moja wina. Moja, bez dwóch zdań.

Kiedy ta pierwsza nielojalność wyszła na światło dzienne początkowo myślałam, że to koniec świata. Płakałam nie mogąc dojść do siebie. To było jak zły sen. Jak koszmar. Przecież byliśmy całkiem udanym małżeństwem, mieliśmy dwójkę małych dzieci. W sumie chyba nam się układało. I z pieniędzmi nie było kłopotów. On był energiczny, towarzyski i zaradny. Ja byłam spokojna, stonowana i świetnie zorganizowana. Ogarniałam dom i pracowałam na etacie w małej firmie prowadzonej przez mojego brata. Przykładałam się. Zdawałam sobie sprawę, że to czy ten biznes będzie się kręcił zależy także ode mnie. Nie oszczędzałam się, nie unikałam odpowiedzialności i na bieżąco podejmowałam ważne decyzje. Krystian, był ze mnie zadowolony. Śmiał się, że udała mu się siostra. Byłam jego prawą reką i człowiekiem od zadań specjalnych.

KOCHAŁAM GO

Mąż pracował w firmie farmaceutycznej na odpowiedzialnym stanowisku. Wiedziałam, że ma dużo stresów. Kiedy wracał do domu robiłam wszystko żeby było miło, żeby odpoczął, odprężył się. Szykowałam rodzinne kolacyjki, kupowałam jego ulubione wino i starałam się szeroko uśmiechać żeby nie zauważył mojego zmęczenia, przytłoczenia, zapracowania. Nie chciałam go martwić, wpędzać w poczucie winy.

Trochę brakowało mi czasu dla siebie. Czasem odpuściłam wizytę u fryzjera, czasem łazikowałam po domu w kapciochach i starym dresiku pamiętającym czasy króla Ćwieczka. Czasem na spotkania towarzyskie chodziłam w balerinach, choć wiedziałam dobrze jak uwielbia kiedy nosze szpilki. No odpuściłam nieco. Nie byłam tak efektowna jak wtedy, kiedy mnie poznał i poderwał. Nie byłam tak zalotna, nawet w połowie i z całą pewnością brakowało mi energii na damsko-męskie ekscesy. Wieczorami zamiast o przyjemnościach cielesnych- marzyłam wyłącznie o śnie.

ACH TEN PRZYPADEK…

O pierwszej zdradzie jakiej się dopuścił dowiedziałam się od koleżanki ze studiów spotkanej w metrze. Powiedziała, że wreszcie spotkała mężczyznę życia. Miał na imię Kacper, jak mój mąż -ale to nie było jedyne, hm, podobieństwo…. Kochanek Eli pracował w tej samej firmie co mój ślubny i na dokładkę na tym samym stanowisku. Ona opowiadała z wypiekami, a ja czułam, że zaraz osunę się bezładnie na ziemię. Mówiła, że jej luby ma żonę, ale rozważa rozwód z powodu różnic charakterów i temperamentów. Jest zmęczony jej ciągłą niemocą. No i tym, że liczą się dla niej tylko dzieci. I wymieniła imiona moich pociech. Nawet nie pamiętam jak się z nią pożegnałam, na której stacji wysiadłam i w jaki sposób dotarłam do domu. Byłam zrozpaczona. Resztką sił odebrałam dzieci z przedszkola i zaprowadziłam do rodziców z prośbą, żeby się nimi zajęli. Sama postanowiłam poczekać na Kacpra i zapytać go czy to, co mówiła Ela to prawda.

CHCIAŁAM MU WIERZYĆ

Kiedy zjawił się w domu zapytałam dlaczego mnie zdradza i czy rzeczywiście myśli o rozstaniu. Patrzył na mnie zszokowany milcząc. Chyba zdawał sobie sprawę, że z tej sytuacji nie uda mu się wybrnąć. Powiedział, że przeprasza, ale czuł się bardzo samotny w naszym związku i jakoś tak wyszło. Zadeklarował się, że tę znajomość skończy na zawsze i prosił żebyśmy więcej nie wracali do tego tematu. Nie, nie planował się ze mną rozwodzić choć w łóżku rzeczywiście jestem ostatnio drętwa. Miał zwykły, męski kryzys, ale to minie. Postanowiłam mu uwierzyć, postanowiłam się zmienić skoro to we mnie był problem. Przełknęłam tę gorzka pigułkę starając się nieco rozpalić nasza sypialnię.

CISZA PRZED BURZĄ

Kolejne kilka lat upłynęło w pozornym spokoju. Nie widziałam żadnych niepokojących zachowań, nic nie wskazywało na to, że historia ze zdradą mogłaby się powtórzyć. Byliśmy szczęśliwi. Byliśmy?! Dogadywaliśmy się nieźle, spędzaliśmy więcej czasu razem, a ja ograniczyłam swoja pracę do połowy etatu -stać nas było na to. Dzięki temu dom był ogarnięty, a ja pachnąca i zadbana. I na obcasach. I na wyższych obrotach. I nagle-TRACH!

W jeden z poniedziałków mąż wyszedł z domu zapominając zabrać swój telefon. Nie, nie byłam wścibska. Odnotowałam ten fakt, odłożyłam komórkę na półkę i zajęłam się swoimi sprawami. Musiałam wyszykować dzieci do szkoły i przegotować się do pracy. Kiedy już stałam w drzwiach wyjściowych komórka rozdzwoniła się. Odruchowo odebrałam. Zanim jednak zdążyłam coś powiedzieć kobieta po drugiej stronie zalała mnie rzeką słów. Miała żal do Kacpra, była zmęczona ciągłym ukrywaniem ich związku i prosiła żeby w końcu zdecydował czy chce z nią być czy może lepiej to zakończyć. Nie chciałam jej niczego ułatwiać więc się rozłączyłam. Kilka chwil stałam oniemiała, zdruzgotana i kompletnie zszokowana. Potem otrząsnęłam się, odprowadziłam dzieciaki do placówek oświatowych i pojechałam do pracy.

BYŁAM ZDRUZGOTANA

Nie umiałam się na niczym skupić, wszystko wypadało mi z rąk. Zastanawiałam się jak to możliwe, że Kacper ZNOWU mnie zdradza i który to już raz. Może w międzyczasie było więcej kobiet? Pewnie każdej sprzedawał bajeczkę o swoich kłopotach małżeńskich i aseksualnej żonie…  Mi też kłamał w żywe oczy i oszukiwał bez mrugnięcia powieką, a ja jak ta idiotka kupowałam wszystko to, co mówił. Brałam za dobrą monetę. Wierzyłam. Kochałam i tak bardzo się starałam. Jasna cholera! Czułam się tak bardzo zraniona, dotknięta. Tak bardzo oszukana i tak piekielnie mało kobieca i niewiele warta.

Tym razem nasza rozmowa miała przebieg bardziej nerwowy. Ja płakałam, on krzyczał. Głośno! Przez chwile usiłował obarczyć mnie winą za to, że przeglądam i odbieram jego telefon. Potem usiłował mi wmówić, ze jestem NIENORMALNA, chorobliwie zazdrosna i zakompleksiona. Na koniec stwierdził, że wszyscy zdradzają, ale tylko ja robię z tego taką aferę. Na koniec poprosił żebyśmy, w trosce o dzieci, zapomnieli lepiej o wszystkim. Przecież nie będziemy się rozstawać z powodu jakiś idiotycznych skoków w bok, które nie maja dla niego ŻADNEGO znaczenia. Kocha tylko mnie, a że potrzebuje w życiu więcej, to co?!

I WSZYSTKO NA NIC

Po tej wielkiej aferze długo nie mogłam dojść do siebie. Czułam się nic niewarta jako kobieta, wybrakowana i nieatrakcyjna. Wymogłam na Kacprze obietnicę, że spróbuje żyć uczciwie i zaciągnęłam go za uszy do psychoterapeuty. Przeszliśmy terapię małżeńską, która kosztowała mnie wiele łez i furę ciężkiej pracy. Finał finałów znowu uwierzyłam, że to co złe-dawno za nami. Byłam naiwna? Bardzo! Po kolejnych kilku latach ciszy dziś gruchnęło znowu. Tyle, że tym razem Kacper pojechał po bandzie. Złamał konwencję! Sam przyszedł do mnie żeby powiedzieć, że uprawiał seks z jakąś nieistotną niewiastą, która jednak różniła się tym, od wszystkich pozostałych, że wzięła i zaszła w ciążę. Jego dziecko pojawi się na świecie lada chwila. I on nie wie co ma, biedny, zrobić. Jest w kropce. No bo nasze pociechy odchowane, przynajmniej z grubsza. Ja też sobie poradzę, a on zasiliłby nasz budżet domowy zastrzykiem gotówki, co miesiąc. Bo szkoda żeby małe dziecko chowało się bez tatusia, więc może zgodziłabym się na rozwód? Albo umówilibyśmy się, że jesteśmy nadal razem, ale on utrzymuje tą panią i ich dziecko i spędza z nimi trochę czasu. Dla niemowlęcia i z myślą o nim. Bo tamta kobieta przecież nic nie znaczy.

Właśnie wyszedł z domu żeby przekazać swojej nic nie znaczącej flamie to, co postanowiliśmy. Co postanowiliśmy? Uznałam, że nie dam mu tak łatwo się wywinąć. Nabroił-niech spija śmietankę. Ja też mam dzieci. Jedno kończy podstawówkę, drugie jest w liceum. Uważam, że to nie pora żeby fundować im taki rollercoaster. Zdecydowaliśmy, pozornie bez emocji, że ciągniemy ten cyrk do chwili kiedy młodszy syn nie skończy osiemnastu lat. Co będzie potem? Los pokaże.

JESTEM ZŁA NA SIEBIE I NA CAŁY ŚWIAT

Jeśli miałabym zabawić się we wróżkę typowałabym, że za parę lat mój maż będzie miał na koncie jeszcze, co najmniej, kilka romansów. Jestem pewna, że dopóki jego sprzęt będzie sprawny – z cała pewnością zadba o to, żeby dogadzać sobie ile wlezie, a na starość? Na starość zwoduje się u boku, którejś z pań (albo jeszcze jakiejś innej!) żyjąc przeszłością i liżąc rany…

Nie mam wątpliwości, że żadna z jego kobiet nic dla niego nie znaczyła. Ja również. Jedyną osobą, którą kocha jest ON sam… Nigdy już nie uwierzę, że mężczyzna,który notorycznie zdradza może kiedyś się zmienić. To farsa. Bajka o żelaznym wilku. Iluzja, którą my, kobiety, kupujemy dla własnego samopoczucia. A szkoda…

 

A ja mu na to – Luzik, ARBUZIK:-)!

Photo by Erik Mclean on Unsplash

Podziel się tekstem z innymi:
  • 77
  •  
  •  
  •  
  •  
    77
    Udostępnienia

Spodobał Ci się tekst? Zostaw komentarz.