Tak, wiem. Jestem gorszycielką, kobietą bez serca, egoistką, frustratką przeżywająca drugą młodość i rozbuchana mamuśką w ogniu, której hormony pomieszały w głowie. Wiem to. Słyszałam od wielu. Zresztą mówiono o mnie w jeszcze gorszy sposób, ale tego nie chce zwyczajnie pamiętać. Bo i po co…

Dla niego rozbiłam swoje małżeństwo. Zostawiłam męża i zabrałam szczęśliwe dzieciństwo dziesięcioletniemu synowi. Dla niego zamieszkałam w małym mieszkanku pod Warszawą, bez żalu zostawiając piękny apartament na Bielanach. Dla niego zmieniłam wszystko. Plany, pracę, marzenia, przyjaciół i… siebie. Ale od początku.

BYŁAM CZTERDZIESTOLETNIĄ KOBIETĄ

Kiedy zaczął pracować w tej samej firmie co ja, zbliżałam się do czterdziestki i miałam, pozornie, wszystko. Męża, właściciela od lat świetnie prosperującej firmy, uśmiechnięte, rozpieszczone dziecko, ogromne, luksusowe mieszkanie w prestiżowej lokalizacji, doskonałe auto, firmowe ciuchy i wakacje marzeń. Brakowało mi właściwie tylko jednej, no może dwóch rzeczy. Od kilku lat pragnęłam dziecka jednak nijak nie mogłam zajść w ciążę. Było jeszcze jedno „ale” – właściwie prawie nie widywałam męża. Spotykaliśmy się późnym wieczorem, żegnaliśmy bladym świtem. Jego firma była zaborcza. Była moją rywalką. Przegrywałam z nią. To właśnie pracy, mój mąż, poświęcał cały swój czas. O pracy mówił czule i z zachwytem. To mu się udało, tamto wypaliło, to wynegocjował, tamto wygrał. I tak stale. Mógł o tym swoim, prężnie działającym interesie, mówić godzinami. Trochę mnie to już męczyło. Nawet na wakacjach telekonferował i słał maile.

Z zawodu jestem radcą prawnym. Pracowałam w dużej kancelarii na samodzielnym stanowisku. Miałam niezłą pozycję i dobre zarobki. Pewnego dnia do mojego mikro gabineciku wprowadzono nowego pracownika. Świeżo upieczonego prawnika. Nie byłam tym faktem zachwycona. Przyzwyczaiłam się już do tego, że mój pokój, to moje królestwo, a tu tymczasem taka zmiana.

TEN MAŁOLAT MNIE ZACHWYCIŁ

Od samego początku nowy kolega bardzo mi się podobał. Był taki otwarty, pełen energii, pomysłów i entuzjazmu. No i doskonale wychowany, szarmancki, grzeczny, kulturalny. Do tego wszystkiego miała naprawdę solidną wiedzę i prawnicze wyczucie. Patrzyłam na niego z zainteresowaniem coraz bardziej zastanawiając się nad tym, czy kogoś ma. Ganiłam się za te dywagacje. Byłam na siebie bardziej niż zła, ale jakaś magiczna siła pchała mnie w jego ramiona. Co gorsza miałam wrażenie, że również ja podobam się jemu.

-Jesteś za stara, odpuść sobie, myślałam. -Po co ci to, czemu chcesz tak komplikować sobie życie, pytałam siebie nie znajdując jednak żadnej odpowiedzi. W międzyczasie zwierzył mi się, że sypnął mu się związek z koleżanką z uczelni. Była zbyt zaborcza i zazdrosna. Nie mógł wytrzymać ciągłych pretensji i śledztw. To prawda, na studiach zrobił jej wprawdzie jeden brzydki numer, ale przecież wtedy był młody i głupi. Nie to, co teraz. Teraz właśnie myślał żeby się usamodzielnić, ustatkować, może założyć rodzinę, ale cóż. Nie wyszło, skwitował i zaprosił mnie na lampkę wina po pracy. Chciała porozmawiać. Wypłakać mi się w rękaw. Tak przynajmniej przypuszczałam.

ZWARIOWAŁAM NA JEGO PUNKCIE

Ta lampka wina zmieniła się w dwie butelki dobrego trunku sączone w półmroku. Rozmawiało nam się świetnie. Po kilku lampkach całkowicie poddaliśmy się nastrojowi chwili. Zupełnie zapomniałam, że jestem od Marka starsza o dobre piętnaście lat. Nie czułam tej różnicy. W ciasnym korytarzu całowaliśmy się jak zakochane nastolatki, trzymalismy za ręce, a on gładził mnie czule po twarzy i powtarzał, że jego marzenie właśnie się spełnia. Że pragnie mnie od pierwszego spotkania, że nie może przestać o mnie mysleć, że chce być tylko ze mna. Natychmiast.

Wysyłałam mężowi smsa, że jestem na imprezie integracyjnej i pojechaliśmy taksówką do niego. Miałam wrażenie, że kierowca taksuje nas wzrokiem. Na koniec zapytał mnie czy płace ja- czy syn…

Marek mieszkał w dość ciasnej klitce w Józefowie. Na całe jego królestwo składała się ciemna kuchnia, pokoik z mikro balkonem i spora, jak na to mieszkanko, łazienka z dużą wanną. Mieszkanie było jego własnością. Dostał od rodziców na dobry start. I to właśnie tam, na dobre, zaczął się nasz romans.

Zapomniałam już, że mężczyzna może być aż tak zachwycony kobietą, że może jej okazywać tyle uczuć, zainteresowania, że może być tak namiętny. Dzięki niemu znowu odżyłam. Moja kobiecość rozkwitła. Poczułam się piękna, pożądana, wyjątkowa.

Kiedy wróciłam do domu świtało. Byłam kompletnie pijana od nadmiaru emocji. Obiecywałam sobie, że to był tylko nic nie znaczący raz, ale gdzieś podskórnie czułam jak bardzo próbuję oszukać samą siebie.

PODJĘŁAM DECYZJĘ, ŻE ZMIENIAM SWOJE ŻYCIE

Kilka następnych miesięcy to były ukradkowe schadzki, nieustający flirt w pracy, aż w końcu poczułam, że nie mogę dłużej żyć w takim układzie. Powiedziałam o wszystkim mężowi. Pragnęłam zabrać syna i przeprowadzić się do Marka. Filip jednak powiedział, że syna mi nie odda i to sąd zdecyduje kto z nas będzie się nim zajmował. Jego męska duma była niczym gorejąca rana. Czułam, że się mną brzydzi, nienawidzi mnie i ma o mnie jak najgorsze zdanie. Sam mi zresztą wykrzyczał, że jestem puszczalską kretynką i tylko łudzę się, że zdołam zatrzymac u swojego boku gościa, który jest jeszcze nieopierzonym chłopaczkiem, który mógłby być niemal moim synem. Mówił też, że tego pożałuję, że nigdy mi nie wybaczy. Żebym nie wracała do niego na kolanach, bo nie chce mieć już ze mną nic wspólnego. Przeczołgał mnie po całości. Zabrałam kilka ubrań, ulubione książki i wprowadziłam się do młodego kochanka.

WOLNOŚĆ SŁONO MNIE KOSZTOWAŁA

Mąż wynajął najdroższą kancelarię prawną, która doprowadziła do tego, że nie przyznano mi opieki nad synkiem. Widuję go co drugi weekend i jeden dzień w tygodniu. To najsroższa kara za miłość do Marka. Z samym Markiem jest mi świetnie choć zaraz po tym jak nasz romans ujrzał światło dzienne oboje zmieniliśmy prace. Jego rodzice, jak się można spodziewać, nie akceptują naszego związku. Matka, obrzuciła mnie obelgami i powiedziała, że zepsułam życie jej syna i sprowadziłam go na złą drogę. W jej oczach jestem „zwykłą wywłoką” i nikim więcej. Moi znajomi stanęli po stronie Filipa. Nie został mi nikt. Potraktowali mnie jak trędowatą.

KOCHAM, KOCHAM, KOCHAM

Miłość do Marka jest najcudowniejszym uczuciem, jakiego kiedykolwiek doświadczyłam, choć najkosztowniejszym bez dwóch zdań. Straciłam bardzo dużo. Zyskałam także wiele. Mam przyjaciela, cudnego kochanka i kumpla z którym łączy mnie to samo poczucie humoru. Doskonale nam razem. Wczoraj Marek poprosił mnie o rękę. Odmówiłam, ale kto wie – może następnym razem uda mu się przekonać mnie, że nasz związek jest na zawsze. Dziś jeszcze się boję. Spojrzeń, ocen, obelg. No bo mieć młodszego kochanka to co innego niż brać ślub z człowiekiem, który przy dobrych wiatrach mógłby być moim dzieckiem. Sama nie wiem. Potrzebuję czasu. Dziś nie żałuję prawie niczego. Jeśli mogę mieć do siebie jakiś żal to tylko o to, że za mało stanowczo walczyłam o możliwość wychowywania syna.

Kto by pomyślał. Na stare lata zostałam skandalistką. I całkiem mi z tym dobrze. I wcale mnie nie obchodzi co o mnie myślisz, co gadają inni choć nie będę oszukiwała, że jest mi to obojętne i mnie nie dotyka. Nasłuchałam się już, nieco okrzepłam. Jedyne czego chcę teraz to odrobina spokoju. I błogiej radości z tego co tu i teraz. Bo kto wie jak zakończy się ta historia…

O mężczyźnie, który spadł mi z nieba!

Spodobał Ci się tekst? Zostaw komentarz.