Kiedy zdawało mu się, że widzi łzy w jej oczach pierwszy raz, od wielu lat, dostrzegł w niej dziewczynę w której kiedyś tak szaleńczo się zakochał. O którą tak zabiegał, tak walczył. Bez której nie wyobrażał sobie życia. Przypomniało mu się jak bardzo nie wyobrażał sobie bez niej życia, jak nie chciał jej stracić, jak robił wszystko żeby nie wymknęła mu się z rąk. Wreszcie – jak udało mu się zamknąć ją w klatce…

To była ich piętnasta rocznica ślubu. Nie zamierzał (wbrew temu co myśleliście!) opowiadać jej o swoich romansach, zdradach i innych, drobnych świństewkach, jakie zdarzało mu się robić. To co miał na swoim sumieniu, to musiało tam zostać. I tyle. Musiał się z tym uporać. Sam.W końcu był dużym chłopcem. Odpowiedzialnym.

Sam musiał ugasić pożar kiedy jego, parę lat młodsza koleżanka po fachu, po kilku wspólnych nocach zaczęła sobie rościć do niego prawo. Kiedy zaczęła go osaczać, publicznie kokietować i dawać innym do zrozumienia, że między nimi COŚ jest. Ogarnął temat, zamiótł pod dywan, a koleżankę jakoś uspokoił. Skończył ten romans wycofując się okrakiem i tłumacząc jej, że nie chce jej unieszczęśliwiać, bo nigdy nie będą razem. Było trochę kwasów, kilka scen, łzawe rozstania i jeszcze kilka pokątnych schadzek. Wreszcie minęło. Przeszło. Odeszło w zapomnienie. Nikt w szpitalu nie puścił pary z gęby, znowu uszło mu cos płazem. ONA się nie dowiedziała. Żyła w słodkiej iluzji.

Tak samo musiał ułożyć sobie w głowie upojną noc ze stewardesą i namiętny pocałunek plus, z zaskoczenia, z niegdysiejszą narzeczoną. Nie miał specjalnych wyrzutów sumienia. Był w końcu mężczyzną. Prawdziwym facetem. Z krwi i kości. Przecież wychodząc za niego musiała domyślać, że nigdy nie był święty. Przecież musiała widzieć jak na niego reagują kobiety. Był prawdziwym mężczyzną z krwi i kości . I tyle.

Święty, nie święty, był jej jednak oddany, zawsze mogła na niego liczyć i nigdy nie zostawił jej kiedy go potrzebowała. Zawsze była pierwsza. Ona i dziewczynki – Karolina i Zuzia.

Karolina kilka dni temu obchodziła czternaste urodziny,  Zuza była dwa lata młodsza. równo dwa lata:-). Obie urodziły się na dodatek w dniu jego imienin. Tak im się udało! Taki był zdolny!

Dużo im się udało. Dobrze się trzymali, oboje wykonywali zawody, które lubili, mieli fajnych przyjaciół, wymarzone mieszkanie w śródmiejskim apartamentowcu. Duży taras, bez którego nie wyobrażał sobie życia – a na który Ona wywalała go z papierosem.

Poza tym oboje mieli swoje osobne życia. Ona była wybitną specjalistką w swojej dziedzinie, a do tego sprawdzała się jako świetny organizator. To dzięki temu on się mógł sprawdzać jako genialny lekarz. Miał kiedy się dokształcać. Zapewniała mu takie warunki, że zawsze znajdował czas na doszkalania, czytanie, naukę. Wzięła na klatę wszystko.

W jej życiu nie było czasu na improwizację! Kiedy wracała z pracy, wstawiała obiad, który szykowała wieczorem dnia poprzedniego. Zawsze była tez zupa, a raz w tygodniu ciasto. Lubił zwłaszcza szarlotkę z cynamonem i sernik kajmakowy. Chociaż puszyste śliwkowe tez było dobre. Do sprzątania zatrudniła Panią Annę, która zjawiała się w ich mieszkaniu dwa razy w tygodniu pod ich nieobecność. Kiedy wracali wszystko było wypucowane i błyszczące. Rozliczała się z nią raz w miesiącu. Wszystko robiła zgodnie z ustalonym przez siebie harmonogramem – pranie, prasowanie, zakupy. Jakoś się to wszystko kręciło.

Dziś, w tę kolejną rocznicę ślubu, przyszli świętować do ulubionej restauracji. Mieli co świętować. To były całkiem niezłe, wspólne lata. A że nie idealne? Kto w końcu powiedział, że życie ma być idealne! A on dodatkowo miał dla niej niespodziankę. Nie był tylko pewien czy oby na pewno ją ona ucieszy. Wiązała się ona ze zmianą. Kompletną. Z porzuceniem dotychczasowego życia… Czy była na to gotowa? Czy kochała go dostatecznie?

Znad talerza pełnego parujących, smakowitych kęsków spojrzał w jej zamglone oczy. – Musze Ci coś powiedzieć, wyszeptał…

 

Na zawsze razem (cz. 5)

Photo by alexandre-godreau on Unsplash

Spodobał Ci się tekst? Zostaw komentarz.