W poprzedniej części uczciwa farmaceutka postanowiła oddać cenne znalezisko. Zbyt mocno gryzło ją sumienie i zbyt wiele miała obiekcji, by wcielić w życie swój niecny plan złowienia nieznajomego mężczyzny na… jego własny portfel. Była w końcu farmaceutką, a nie wędkarzem!

Kiedy go zobaczyłam (i usłyszałam) moja wcześniejsza pewność, że robię dobrze zwracając ten cholerny portfel w taki sposób – legła w gruzach. A przecież mogłam oddać mu go osobiście, ubrana seksownie, a nie w fartuchu, czarująca, a nie służbowo oficjalna… Nie chciałam stracić tego mężczyzny. Mój wewnętrzny głos podpowiadał mi, że właśnie teraz mam szanse jedną na milion i jeśli jej nie wykorzystam przez resztę swoich dni będę tego żałowała.

Arnold był wyjątkowo interesującą jednostką. Nawet głos miał piękny, męski i niebanalny. Uroczo się uśmiechał i wyglądał jakby był szczerze zachwycony faktem odnalezienia portfela (właściwie czemu ja się dziwie!). Mimo, zawrotów głowy, spowodowanych upojeniem jego widokiem, poprosiłam żeby podał mi kilka szczegółów dotyczących portfela, celem zweryfikowania czy oby na pewno on, to on (dobre sobie, co?!). Przeciągałam moment zwrotu portfela licząc, że te cenne minuty zbliżą mnie nieco do jego właściciela. Wszystkie, dane sobie obietnice, szlag trafił! Och…

Arnold podszedł do sprawy po męsku. Czyli konkretnie i bez ornamentów. Opisał mi dokładnie wygląd i zawartość portfela. Powiedział także, że jeśli w środku będą jeszcze pieniądze – tysiąc złotych przeznaczonych jest na znaleźne, czyli dla mnie. Oczywiście krygowałam się ogromnie. Wizja tysiąca złotych mocno mnie kręciła, ale wizja kolacji z Arnoldem wydawała mi się być o niebo więcej warta. Nie czekając dłużej wręczyłam znajomemu-nieznajomemu portfel. Rozradowany widokiem kart płatniczych, dokumentów i jakiś kwitów – wyjął obiecaną kwotę i mi ją wręczył. No i to koniec, pomyślałam? Tak ma się skończyć ta historia.

I tu z pomocą niespodziewanie pośpieszył mi właściciel apteki, niejaki Kowalski. -Bardzo Pana przepraszam, powiedział oficjalnym tonem, ale nie zgadzam się żeby dawał Pan pieniądze mojej pracownicy. Portfel został znaleziony w mojej aptece. Pracują tu sami uczciwi ludzie i kliencie apteki nie muszą ich dodatkowo wynagradzać za to, że są NORMALNI. Ze swojej strony, ciągnął, postanowiłem dać Pani Annie pięćset złotych premii za lojalność i tę oczywistą u nas uczciwość i myślę, że to zdecydowanie wystarczy.

Arnold zmarszczył brwi. Był wyraźnie w kropce. Pan Kowalski wyraźnie pokrzyżował mu szyki. -Pozwoli Pan, że załatwię sprawę po swojemu powiedział i poprosił magistra Kowalskiego o kilka chwil prywatnej rozmowy ze mną. Poczułam, że frunę! Kiedy przechodziliśmy do pomieszczenia socjalnego przez chwilę nasze dłonie się zetknęły. Poczułam grzmot w sercu i chóry anielskie…!

-Pani Anno, zwrócił się do mnie, kiedy usiedliśmy przy stole. Jak zatem mógłbym się Pani odwdzięczyć? Czy przyjmie Panie ode mnie to obiecane znaleźne? Przecież nie musi się Pani spowiadać swojemu pracodawcy. Chciałbym jednak Pani jakoś podziękować, powiedział uśmiechając się szelmowsko! Przez ułamek sekundy miałam wrażenie, że mnie podrywa. Podrywa mnie, podobam mu się, to przeznaczenie… Czułam się zaczarowana od czubka nosa po czubek buta! Wśród euforii i zachwytu w mojej głowie, w ekspresowym tempie, powstawał plan…

 

Arnold i Spółka (cz. 8)

 

Photo by Bruno van der Kraan on Unsplash

 

Podziel się tekstem z innymi:
  • 8
  •  
  •  
  •  
  •  
    8
    Udostępnienia

Spodobał Ci się tekst? Zostaw komentarz.