Maria oczami wyobraźni widziała już swoją świętej pamięci matkę, która patrząc na ten niekontrolowany rozkwit uczuć między nią, a Janem puka się z rozmachem w głowę. Świat nie wybacza kobietom takich historii. W pewnym wieku wypada już tylko szykować się do grobu, albo wiernopoddańczo parzyć meliskę marudnemu mężowi wylegującemu się cały dzień przed telewizorem… Maria widziała to jednak inaczej!


Wychowano ją w przekonaniu, że kobieta musi się dobrze prowadzić, panować nad emocjami, trzymać ręce na kołdrze, znosić zmienne nastroje faceta z uśmiechem na twarzy i wszystko mu wybaczać. Wszystko. W przeciwieństwie do siebie samej. Siebie należało karać, prowadzać na krótkiej smyczce, wiecznie kontrolować i ganić. Jak ktoś prawił komplementy -warto było spuszczać niewinnie wzrok, zakrywać wszystko, co mogło być mrocznym obiektem pożądania i być skromną. Niezwykle skromną, potulną i grzeczną. Dobrze wychowaną, taktowną i subtelną. Głośny śmiech, niewybredne żarty, czy puszczony luzem entuzjazm- były grzechami niewybaczalnymi. Odbierały dziewczynom cały urok, czar i powab.

Grała na pianinie, znała dwa języki obce i wiedziała jak się zachować, kiedy trzeba. Że dzieci i ryby głosu nie mają, mężczyznom się nie przerywa, starsi zawsze mają rację. Choćby nie wiem co. Zgodnie z tymi zasadami żyła przez pierwsze kilkanaście lat, To fakt, mocno męczył ją ten cyrk, ale nie śmiała protestować, bo nie zdawała sobie sprawy, że można żyć inaczej. W siermiężnej rzeczywistości odgrywała rolę księżniczki w utopijnie szarej codzienności.

Pierwsza romantyczna miłość przyszła szybko. Jeszcze przed piętnastymi urodzinami. Był, kawałek starszym od niej, synem przyjaciół rodziny. Młodym, dorodnym i dobrze rokującym. Miał własny adapter, był zabawny i traktował ją inaczej niż ktokolwiek do tej pory. To on skradł jej pierwszego całusa przyprawiając o dziki trzepot serca. Ich tajemne schadzki obarczone były wysokim ryzykiem, ale pewnie także dzięki temu smakowały tak upojnie. To on powiedział jej, że uwielbia kiedy marszczy nos i śmieje się całą sobą, że jest najpiękniejsza, kiedy nie kontroluje się na każdym kroku i że kiedy mówi jej, jak pięknie wygląda – nie powinna czuć wstydu tylko zadowolenie. A potem wyjechał z rodzicami do innego miasta i słuch o nim zaginął. Czasem jeszcze pisali do siebie rzewne listy, ale uczucie przekwitło, przyblakło, by w końcu odejść w zapomnienie.

Dzięki niemu odważyła się wyjrzeć poza parawan domowego świata w którym rządziły zasady i obostrzenia oraz wewnętrzna godzina policyjna, a matka chodziła przy ojcu na paluszkach. Otworzyła się na świat i innych ludzi. Spróbowała przełamać lęki i mówić, co myśli. I choć kosztowało ją to dużo – nie przestawała, bo smakowało wolnością. Wymarzoną swobodą.

Odkąd pamięta zawsze marzyła żeby wyzwolić się spod jarzma rodzinnej niewoli. By móc decydować o sobie, nosić to, na co ma się ochotę i wybuchać śmiechem, choć to ostatnie zawsze sprawiało jej najwięcej kłopotów. Poszła na studia i była prymuską. Trochę wplątała się w obowiązującą ideologię, ale to pomogło jej zaistnieć. Kiedy dowiedział się o tym ojciec – nieomal ją skreślił. Miał inne poglądy. Nie umiał odnaleźć się w zastanej rzeczywistości. Miał zasady, które nagle i z hukiem przestały obowiązywać. Liczyło się już coś całkiem innego. Wtedy widziała to inaczej – uważała, że starszy pan histeryzuje i tyle…

A potem poznała jego. Artystę z przerostem własnego ego zagubionego we wszechświecie. Próbując go uratować zatopiła siebie i własne plany. Ciąża nie była tym, o czym marzyła, ale skoro się przytrafiła trzeba było wydorośleć i stawić czoło gnuśnej rzeczywistości w której niczego nie było. Mięso kupowane spod lady szczelnie owinięte w gazetę, cukier na kartki, masło robione przez zaprzyjaźnioną panią. Dzięki partyjnym koneksjom dostała dobrą pracę i jakoś żyli. Razem, choć osobno niemal od początku. W międzyczasie życie pozbawiło ją niemal w jednej chwili obojga rodziców, zakochała się i odkochała raz czy dwa, straciła szacunek i zaufanie do męża rozczarowana doszczętnie życiem u jego boku. Robiła karierę obserwując jak jej córka dorasta, patrząc z boku i czując dumę, której jednak nie okazywała.
A potem córka odleciała w małżeństwo, wtedy jej związek rozpadł się i zatęchł już całkowicie, tak, że nie było czego ratować. Została teściową, babcią i regularnie zdradzaną żoną, żeby w końcu odnaleźć radość i sens u boku ojca własnego zięcia… Czy to nie popieprzone odrobinę?

Od kilku tygodni spotykali się regularnie. Nic z tych rzeczy -nie, jeszcze ze sobą nie sypiali, ale pozwalali tej relacji rozwijać się we własnym tempie niczego nie wykluczając. Snuli się po parkach, trzymając bezwstydnie i bez cienia nawet zażenowania, za ręce i przekomarzając się jak para zakochanych nastolatków. Pili nieśpieszne kawy, winko, obejmował ją w pasie, a ona zalotnie trzepotała rzęsami, myśląc czasem że robi z siebie idiotkę i że w jej wieku przecież to jakieś kretyństwo. Z reguły szybko odpędzała jednak te myśli skupiając się na tym, co się działo. A działo się dużo. Wreszcie była szczęśliwa. Jan zawsze pamiętał o kwiatach, miał maniery, słuchał tego, co ma do powiedzenia i zawsze kiedy się spotykali- wyłączał telefon żeby nikt im nie przeszkadzał. Czuła, że jest dla niego kimś ważnym. Szanował ją. Przy nim czuła się jak stuprocentowa kobieta. Szczerze? Miała nadzieję, że ich romans nie skończy się nigdy. Nie zależało jej na deklaracjach, ślubach czy wspólnym mieszkaniu. Nie chciała rujnować mu życia, nie chciała żeby ich relacja była na ustach najbliższych. Cieszyła się tym, co było. Chwilami, uśmiechami, spojrzeniami. Nie sądziła, że w jej wieku można się jeszcze zakochać. Tak, zakochać… Przecież to było wbrew logice, zdrowemu rozsądkowi i jakimkolwiek zasadom!

Teraz wreszcie mogła mieć wszystkie zasady gdzieś! Mogła robić to, czego pragnęła niczym nie ryzykując. Niczym, poza rewolucją rodzinną, której wolała uniknąć. Wolała? A może wcale nie? Zdawało jej się, że Jan również marzy o spokoju na stare lata. A może wprost przeciwnie? Powoli zaczynała nabierać wątpliwości. Zwłaszcza po jego ostatnich pomysłach wypowiadanych na głos…

Na zawsze razem (cz.88d)

 

Photo by Abi Schreider on Unsplash

Spodobał Ci się tekst? Zostaw komentarz.