Wściekła się. Poczuła się oszukana i zdradzona. Wyszła. Nawet nie chciała posłuchać tego, co dziewczynki miały do powiedzenia. Zachowała się jak niespełna rozumu, zbuntowana nastolatka. Był zirytowany, ale czuł coś na kształt drobnej satysfakcyjki. Po jej wyjściu wysłuchał tego, co córki chciały z siebie wyrzucić.

Pierwszy raz rozmawiał z nimi tak otwarcie. Trochę zmieszały go z błotem. Powiedziały, że nie dziwią się matce, też miałyby dość tego jego ciągłego zarządzania czasoprzestrzenią. I tego, że właściwie nigdy nie brał jej pod uwagę, nie przytulał. No, bo co to za związek gdzie ludzie się nie dotykają? Smarkule jedne. Wytknęły mu też, że zawsze na pierwszym planie jest praca. Nawet jak się coś dzieje i jest potrzebny, to nie można się do niego dodzwonić. Albo operuje, albo konsultuje, albo ma setki innych ważnych powodów dla których olewa rodzinę. Nie to, co mama. Ona umie rzucić wszystko…

Dobre sobie, pomyślał. Rzucić wszystko, uśmiechnął się pod nosem. Powiedziały mu, że jest podobny do dziadka. Bezkompromisowy, zapalczywy i czasem arogancki. Ale z drugiej strony jest wsparciem. Stanowi silne zaplecze dające poczcie bezpieczeństwa, mimo częstych nieobecności. No i są z niego dumne, bo ratuje życie innym ludziom. Wie jak ocalić ludzkie tchnienie. Szkoda tylko, że nie ogrania tego, co w domu. Starsza córka zapytała go czy wie jak ma na imię jej chłopak. Jaki chłopak, do cholery, pomyślał. Nie wiedział. To Ona ma chłopaka?! Dlaczego nie miało tym pojęcia?! Czy to nie za wcześnie?! Już on go pogoni jak go spotka… Nie pytał o szczegóły, bo uznał, że to nie ta chwila. Wróci z nią do tej rozmowy, ale nie teraz.

Był i zdegustowany, i zadowolony równocześnie. Trochę go połechtała ta świadomość, że jest im wparciem mimo tego, że dużo pracuje. Trochę go zirytowało to, że tak bezpardonowo i krytycznie został przez nie oceniony. No i jeszcze ten chłopak. Gnój pewnie jakiś. Wiadomo o co mu przecież chodzi. Sam pamiętał jeszcze jakie kierowały nim motywacje w tym wieku…

Córki mogły jechać. Starsza trochę kręciła nosem ze względu na tego chłopaka (jasny gwint!), ale młodsza była nastawiona entuzjastycznie. Była rozemocjonowana i nakręcona jak katarynka. Już sobie układała plan jak to będzie, co obejrzy, gdzie pojedzie i… co powie koleżankom z klasy. Ależ będą zazdrościły! Postawiły jednak ultimatum -jadą góra na rok i koniecznie z mamą. Ma posklejać to, co rozwalił. Rozumiały zachowanie mamy. Kiedy powiedział im jak to wszystko było i jak się rozkręciła ta wojenka między nimi – popatrzyły na niego ze złością. Stwierdziły, że też zareagowałyby jak mama. W końcu pewne rzeczy w życiu się ustala, a nie ogłasza.

Dopiero teraz dotarło do niego, że właściwie może jej o to chodzi. Musiał usłyszeć to od kogoś niezamieszanego tak wprost w ten konflikt. One były zamieszane, ale nieświadomie, więc łatwiej im przyszło ocenić tę sytuację. Bardzo się spiął i sięgnął po telefon. Tak, naprawi to. Schowa dumę do kieszeni i poskleja ten pęknięty związek. No chyba, że Ona poszła do Pawła. Dzwonił raz, drugi, ósmy i nic. Nie odbierała. Za każdym razem kiedy wykręcał jej numer był coraz bardziej wściekły, a jego bujna fantazja szalała. Widział ją w jego objęciach, nagą, uśmiechniętą i beztroską.

W amoku przegrzebał jej szufladę do której nigdy wcześniej nie zaglądał. Znalazł tam notes, a w nim telefon i adres Pawła Domagały. Zarzucił skórzaną kurtkę, cmoknął dziewczynki w policzki i powiedział, że na chwile wychodzi. Wyszedł…

Na zawsze razem (cz. 33)

Photo by Romina Farias on Unsplash

Spodobał Ci się tekst? Zostaw komentarz.