Chodziła do pracy niechętnie. Każdego dnia rozważała zmianę pracodawcy, kilka razy przeglądała nawet ofert i wysłała dwa CV. Była zła na siebie. Wmanewrowała się w tę idiotyczną sytuację na własne życzenie sprawiając, że nie tylko straciła przyjaciela ale także szacunek do siebie samej.

Bardzo zaskoczyła ją propozycja Pawła tym bardziej, że wyskoczył z nią kilka minut przed siedemnastą kiedy już szykowała się do domu. Szczerze powiedziawszy nie miała ochoty na żadne pogaduszki. Nie miała nastroju, nie była w formie. Jedyne o czym marzyła to była gorąca herbata, koc, książka i święty spokój. Odrobina relaksu. Miała na głowie umeblowanie nowego domu, drobny remont apartamentu, który mieli opuścić i jeszcze parę karkołomnych spraw, które zaburzały jej sen. No i zafiksowała się chyba nieco, usiłując na siłę poprawić sobie samopoczucie za sprawą kosmetyczki, fryzjera i ciuchów. Chyba robiła wszystko, żeby wyglądać świetnie, na przekór temu, co kłębiło jej się w duszy. Nie umiała sobie przypomnieć czy kiedykolwiek wydawała na siebie aż tyle pieniędzy. To było jak nałóg. Jeszcze to, jeszcze tamto, jeden zastrzyk, trzy masaże, fale takie i śmakie, laser, maska, prądy… Zdawało jej się, że Igor chyba powoli zaczyna kręcić nosem, choć nigdy wcześniej tego nie robił. Nagle stał się liczykrupą, oj jak ją to wkurzało! Meble, które wybierała były zbyt drogie, żyrandol poza zasięgiem, a dekoratorka wnętrz i architekt rzucali, jego zdaniem, stawki z kosmosu. A przecież mieli co robić, bo ona chciała by ich nowy dom był wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju, zachwycający…

Zdawało jej się, że  zdołała już pogodzić się z faktem zakończenia bliskiej relacji z Pawłem. Bolało, ale przecież na własne życzenie. Nabroiła, więc teraz ponosi konsekwencje. Pragnęła więcej, dostała od losu pstryczka w nos. Wiedziała, że w końcu oboje zapomną. No może nie zapomną, ale namiętność pokryje się kurzem codzienności i będzie po krzyku. Zostaną im wspomnienia i pewien rodzaj smutku. Żałości za utraconą szansą. Chciała zamknąć ten etap raz na zawsze, więc zadzwoniła do męża i poinformowała go, że będzie nieco później, bo ma spotkanie. Nie, nie miała wyrzutów sumienia, że znów kłamie. Tylko odrobinę mijała się z prawdą, albo nawet jedynie nie powiedziała wszystkiego. Bo i po co? Jakie to mogło mieć dla Igora znaczenie, że spotyka się z Pawłem, skoro zamknęła już etap tego gorącego romansu? Skoro chce tylko usankcjonować zaistniałą sytuację. Potwierdzić wolę zakończenia tego, co i tak jest juz zakończone.

Kiedy wychodzili podał jej płaszcz i przytrzymał drzwi. Kiedy nie patrzył, ukradkiem na niego zerknęła. Zauważyła, że jest zestresowany, jego oczy zawsze zdradzały zdenerwowanie. Dobrze go znała. Zastanawiała się na co liczy i czego oczekuje po tym spotkaniu. Pewnie miał jakiś plan -on zawsze działał według własnych, szczegółowych wytycznych. Według przemyślanych i bardzo dokładnie rozpisanych w głowie scenariuszy. Zatrzymała się na schodach, niemal na nią wpadł. Był bardziej niż zaskoczony. Ich twarze były tak blisko siebie, że czuła jego gorący oddech. Zaczerpnęła haust powietrza i zapytała go o to. Poprosiła by wyjaśnił jej po co właściwie zaprosił ją na tego drinka. Tym niespodziewanym zachowaniem pokrzyżowała mu widocznie plany, bo unikając odpowiedzi zaproponował, by omówili to jednak w knajpie. Dalej szli milcząc.

Kiedy byli razem, jeśli tak to w ogóle można nazwać, miała wrażenie, że czyta w jej myślach. Jakby wyławiał z jej głowy wszystkie najskrytsze sekrety. Mimo, że nie mieli wspólnej historii- najlepiej wiedział czego pragnie, chce wypić kawę z mlekiem czy herbatę i czy ma właśnie ochotę na czułość czy coś innego. Umiał zgadnąć o czym marzy. Rozszyfrowywał ją w okamgnieniu. No i co się z tym stało? Stracił swą magiczną moc czy może ona skutecznie zamknęła przed nim swój świat? To było skomplikowane. Znacznie bardziej pogmatwane niż chciałoby się myśleć, że jest. Jakby snuli razem pajęczą sieć nadziei, która nagle, wbrew ich woli,  została rozszarpana. Rozerwane niteczki pogubiły się, pofrunęły, z wiatrem, w świat całkowicie niwecząc to, o co oboje walczyli. A walczyli? Może właśnie tej walki zabrakło? Może ona niepotrzebnie się poddała, a potem on, zawiedziony jej kapitulacją, odpuścił i najeżył się.

Szli gwarną ulicą w milczeniu. Obok siebie. Pozornie obcy i zasklepieni w swoich myślach. Czuła się dziwnie. Jakby była nie na miejscu, nie tam, gdzie być powinna. W domu czekał na nią mąż, dwie córki, pies i całe mnóstwo spraw do załatwienia, przedyskutowania, omówienia. A ona? Ona tymczasem szła na jakieś całkowicie bezcelowe spotkanie, które tylko gmatwało to, co w znoju prostowała.

Wybrał znaną im dobrze knajpę, Zajęli stolik, który zwykli rezerwować. Wszystko jej się kojarzyło. Z głośników leciały jakieś potworne smęty, które teraz działały jej na nerwy. Nie potrzebowała tych przygaszonych świateł, buduarowych wnętrz. Potrzebowała słońca, radości, nowoczesności. Pragnęła wyzwolić się z tego wszystkiego, wyjść wreszcie na prostą. Paweł zamówił wino, które bardzo lubiła i wzniósł nim osobliwy toast. -Za miłość, powiedział i spojrzał jej głęboko w oczy. Gdyby nie staranny makijaż przetarłaby je ze zdumieniem. Cała ta sytuacja rozłożyła ją na łopatki. Przecież odkąd wróciła do pracy robił wszystko żeby się od niego odczepiła, był niedostępny, chwilami niegrzeczny i obojętny. A teraz nagle to. Co on sobie myślał? Na chwilę zawiesiła się, kalkulując, co powinna zrobić. Upiła łyk wina, delikatnie odstawiła kieliszek na okrągły stolik. Spojrzała mu odważnie w twarz i poprosiła o wyjaśnienia. Postawiła tez ultimatum mówiąc, że jeśli nie wyjaśni jej w co gra – ona kończy tę rozgrywkę raz na zawsze. Chciała prawdy. Czystej, szczerej prawdy pozbawionej dygresji i odnośników. Policzyła w myślach do trzech, po czym z braku reakcji Pawła, wstała i poszła w kierunku wyjścia z lokalu. Nie była bezwolna kobietką, którą będzie się teraz bawił i manipulował.

Na zawsze razem (cz.90)

Photo by Mike Von on Unsplash

 

 

Spodobał Ci się tekst? Zostaw komentarz.