Jak się okazało coś, co połączyło nas na chwilę- ciągnęło się za nami niczym cień o którym nie można było nijak zapomnieć. Ta młodzieńcza fascynacja przysypana kurzem – nadal była silna i pełna cichych nadziei choć tliła się tysiące kilometrów od siebie, pod grubą warstwą codzienności.

Spotkaliśmy się pierwszy raz na zajęciach z hiszpańskiego. To był pierwszy rok studiów. Ja, rozczochrana miłośniczka literatury rosyjskiej i ty wiecznie gdzieś pędzący, zapalony siatkarz o nieziemskim uroku osobistym. Trafiliśmy na „Zarządzanie”. Ja, poszłam w ślady rodziców, którzy skończyli ten sam kierunek i wydawało mi się to bardzo rozsądne, bo obje mieli dobre prace, a ja chciałam w życiu przede wszystkim spokoju, rodziny i stabilizacji finansowej.  Twoja motywacja była całkiem inna. Nie dostałeś się na informatykę i choć bliższa Ci była Akademia Wychowania Fizycznego wybrałeś jednak ten kierunek. Dlaczego? Dla zabawy, odpowiadałeś dodając szybko, że pewnie po to żeby spotkać kogoś takiego jak ja.

Zaprzyjaźniliśmy się. Bawiłeś mnie, rozśmieszałeś, poprawiałeś nastrój. Podobałeś mi się, ale przez pierwszy rok studiów byłam zbyt skupiona na nauce, by zastanawiać się nad stanem moich uczuć. No dobra, łaziliśmy w swoim sporym gronie na imprezy, tańczyłam z tobą, odprowadzałeś mnie do domu, kupowałeś kwiatki z okazji walentynek, dnia kobiet i imienin. I nie raz zastanawiałam się czy może to jednak coś więcej niż tylko przyjaźń, ale szybko ucinałam te wewnętrzne dywagacje. To, co było między nami było bardzo miłe i chyba bałam się to popsuć. Bałam się, że się skończy, bo nie jestem dla ciebie dość dobra?

A potem nastały wakacje i wyjechałam na całe dwa miesiące do ciotki, do Anglii. Pisaliśmy do siebie, dzwoniliśmy – często. Ty zostałeś w Warszawie. Pomagałeś rodzicom w firmie, chodziłeś na te swoje treningi, szlajałeś się po mieście i podobno czekałeś na mój powrót. Ja też czekałam żeby cię wreszcie spotkać, bo brakowało mi twojej obecności. Nikt nie umiał mnie wprawić w tak dobry nastrój. Byłeś w tym mistrzem świata. Jednym słowem przepędzałeś wszystkie czarne chmury.

Tom był synem sąsiadów mojego wujostwa. Kilka lat starszy, kończył właśnie prawo. Fajny facet, może niezbyt urodziwy, ale za to dość poważny, odpowiedzialny i rozkoszny jednocześnie. Imponował mi swoją wiedzą, optymizmem i drobna nutą szaleństwa, którą u chłopaków uwielbiałam od zawsze. Razem zwiedzaliśmy Londyn, pokazał mi nieznane oblicze tego miasta. W weekendy zabierał mnie na długie wycieczki a w tygodniu chadzaliśmy na spacery, do kina, pubu i na balangi do jego znajomych.

Mój angielski, w krótkim czasie, stał się świetny. Gadałam jak najęta. Opowiadałam mu o Polsce i obiecałam zaprosić i oprowadzić po Warszawie, pokazać nasze polskie morze i góry. Wcześniej jednak zaplanowaliśmy wspólny wypad kamperem po angielskich bezdrożach. Ciotka z wujem po konsultacji z moimi rodzicami i Tomem – wyrazili zgodę. Pojechaliśmy. Z każdą chwilą nasze platoniczne do tej pory uczucie stawało się coraz gorętsze. W końcu stało się. Poszliśmy na całość. Nie było burz z piorunami, ani rozgwieżdżonego nieba, ale Tom starał się żebym czuła się komfortowo i był bardzo uważny. I co najważniejsze mówił wprost o tym, co czuje i czego pragnie. I, że mu na mnie zależy. Nie czaił się -mówił. Zastanawiam się, z perspektywy czasu, na czym wtedy byłam bardziej skupiona – na zacieśnianiu naszych relacji, czy oglądaniu cudnych krajobrazów. Powoli rozsmakowywałam się w Tomie zupełnie zapominając o Tobie. Jeszcze przed podróżą zrelacjonowałam ci, cała podekscytowana, jaki mam plan, a Ty jakbyś się zachmurzył. I tyle. Żartem napomknąłeś żebym na siebie uważała, bo brytole to nudziarze więc mogę umrzeć z nudów, ale to było właściwie tyle. Nie powiedziałeś, że tęsknisz, że chciałbyś żebym wróciła, że myślisz… Chyba wtedy trochę mi tego zabrakło. Chyba trochę na to czekałam. To było jak kropka nad i, utwierdziło mnie w przekonaniu, że moje relacje z tobą od zawsze były czysto przyjacielskie.

Zawsze bałam się, że coś sobie wymyślę, że źle zinterpretuję, dorobię ideologię tam, gdzie jest pustka. Chyba wolałam myśleć, że miedzy nami nie ma nic więcej – tak na wszelki wypadek, dla własnego bezpieczeństwa. Wmawiałam sobie, że to nie czas na miłość -tylko na naukę. Ty byłeś zbyt łakomym kąskiem, by związać się ze mną, rozczochraną i bardzo przeciętną dziewczyną, która była po prostu twoim najlepszym kumplem.

Wakacje minęły szybko, ale uczucie do Toma nie. Obiecaliśmy sobie, że chcemy żeby to trwało. Powiedziałam ci o tym po powrocie do Warszawy. Powiedziałam ci, że się chyba zakochałam, że planuję z nim wspólną przyszłość, że to raczej  poważne i że pewnie niedługo go poznasz, bo planuje mnie odwiedzić. Miałeś jeszcze szansę, ale ty tylko posmutniałeś? Straciłeś impet? Coś się z tobą stało w każdym razie. Stwierdziłeś, ze cieszysz się moim szczęściem i nie chcesz zabierać mojego czasu. Twoje żarciki przybladły, a po czucie humoru jakby stopniało. Odsunąłeś się, a przecież mogłeś walczyć skoro ci zależało?! Ale za to zaraz potem w twoim życiu, ni stąd ni zowąd, pojawiła się ona. Jagoda. Cholernie atrakcyjna blondynka, która zagarnęła cię w całości. Było mi przykro ale robiłam dobra minę do złej gry. Wszyscy razem, nadal w naszym gronie tyle, że powiększonym o tę cholerną miss universum, snuliśmy się po mieście.

Nie lubiłam jej. Była dość wyniosła i robiła wszystko żebyś interesował się wyłącznie nią. Była zaborcza, zazdrosna i udawała. Stale udawała. Zawsze najgłośniej śmiała się z twoich dowcipów, a tobie to chyba imponowało. Przytulałeś, całowałeś – miałam wrażenie, że jesteś dumny ze swojej zdobyczy. Tym bardziej nabrałam pewności co do trafności mojej decyzji dotyczącej Toma.

Kiedy przyjechał pierwszy raz na początku było trochę dziwnie, ale szybko przypomnieliśmy sobie o tym, co do siebie czujemy. Wszystko wróciło. Tom świetnie wkomponował się w moje towarzystwo z którego nagle wymiksowałeś się razem ze swoją Księżna Panią. Nagle nie miałeś czasu, a może nie mogłeś patrzeć na moje szczęście? I tym sposobem nasz relacje powoli, powoli się rozchodziły. Po trzecim roku paczka całkiem się rozpadła, a każde z nas poszło swoją drogą czasem tylko wymieniając się grzecznościowymi formułkami. Zamilkłeś. Zniknąłeś. Rozpłynąłeś się w powietrzu. Całkiem jakby nigdy cię nie było.

Związek z Tomem przetrwał te kilka lat moich studiów. Odwiedzaliśmy się i mieliśmy ciągły kontakt. Zaczęliśmy nawet nadawać na tych samych falach. Obroniłam się, pozamykałam sprawy w Polsce i  ku rozpaczy rodziców – wyjechałam do Anglii na stałe. Założyliśmy rodzinę, urodziłam dwójkę dzieci i wiodłam spokojne życie na przedmieściach. W Warszawie bywałam niezbyt często, bo to zwykle rodzice przyjeżdżali w odwiedziny. Wszystko zmieniło się, kiedy zmarł mój tata. Od tamtego czasu mama mniej chętnie wyjeżdżała z Polski, więc siłą rzeczy stałam się częstszym gościem w stolicy.

W czasie jednej z tych wizyt, nieoczekiwanie wpadłam na ciebie. Ja pędziłam do dentysty, a ty wracałeś z pracy. Jakimś trafem znaleźliśmy się w tym samym czasie i tym samym miejscu -tuż przy ogrodzie Krasińskich. Zauważyłeś mnie pierwszy, krzyknąłeś moje imię i energicznie pomachałeś ręką – cały ty. Pełen entuzjazmu i radości życia. To się w tobie nie zmieniło. Poza tym wyglądałeś niemal jak kiedyś. Podbiegłeś do mnie i pocałowałeś w policzek. Pocałunek odwzajemniłam i z radością chwyciłam cię za ręce. Tak bardzo ucieszyło mnie to nieplanowane spotkanie. Zadzwoniłeś do domu, że będziesz później, a ja przełożyłam wizytę na następny dzień i poszliśmy na spacer. Pytałeś co u mnie, więc opowiedziałam ci o moim życiu. Słuchałeś zainteresowany, ale  w pewnym momencie przerwałeś mi żeby zapytać czy możesz zadać pytanie, bo jedna sprawa nie daje ci spać odkąd pamiętasz. Zgodziłam się. Byłeś ciekaw dlaczego w tej Anglii związałam się z Tomem? Czy nie widziałam jak byłeś we mnie szaleńczo zakochany? Czy nie czułam tego? Nie odwzajemniałam? Czy byłeś mi naprawdę tak bardzo obojętny? Zaniemówiłam.

Byłam zaskoczona tym nagłym wyznaniem. Wyznaniem po czasie. Całkiem bez sensu, prawda? Nie widziałam co mam o tym wszystkim myśleć. Spojrzałam na ciebie i powiedziałam, że teraz chyba mogę się już przyznać nawet przed samą sobą, że nigdy nie byłam nikim tak zafascynowana jak tobą. Że nikt nigdy nie zajmował takiej części mojego serca.  I że bardzo bolało, kiedy zacząłeś spotykać się z Jagodą, ale sama przekonywałam siebie, że to właśnie ona lepiej do ciebie pasuje. Zapytałam czy została twoją żona, ale szybko zaprzeczyłeś mówiąc, że była jedynie słodkim lekiem na strasznie poturbowane serce, bo z uczucia do mnie leczyłeś się naprawdę długo i mało skutecznie. W końcu spotkałeś Magdę i wziąłeś ślub, ale dzieci nie macie, bo ona nie może.

Długo spacerowaliśmy, rozmawialiśmy, wracaliśmy do przeszłości nie mogąc się sobą nacieszyć. Pragnęłam się tobą nasycić, naoddychać twoim powietrzem, napatrzeć na ciebie na zapas choć serce wyrywało się z piersi. Decyzję o tym co z moim życiem – podjęłam wiele lat wcześniej i wiedziałam, że będę konsekwentna, niezależnie od wszystkiego. Miałam rodzinę, spokój, nieco nudnego ale dobrego męża, z którym czułam się szczęśliwa mimo wszystko. Kiedy zapytałeś czy moglibyśmy spróbować raz jeszcze, rzucić to wszystko i wyjechać w Bieszczady powiedziałam ci, że niektóre marzenia są piękne tylko niespełnione, jeśli się je spełni stają się zwykłymi wspomnieniami, a ja wolę być twoim marzeniem niż wspomnieniem.

Przytuliłeś mnie mocno i wyszeptałeś, że jestem jedyną prawdziwa miłością twojego życia. Chciałam powiedzieć ci to samo, ale położyłeś palec na moich ustach mówiąc, że nie chcesz tego słyszeć. Że z taką świadomością będzie ci jeszcze ciężej żyć.

Siląc się na uśmiechy odprowadziłeś mnie do samochodu przytulając do siebie pewnie za mocno i za długo. Umówiliśmy się, że żyjemy tak, jakby tego spotkania nigdy nie było. Nie powiedziałam o nim nikomu, bo i po co? Wróciłam do Anglii i rzuciłam się w wir codzienności. Żyję, zgodnie z założeniem, jak kiedyś, choć jednak całkiem inaczej. Każdego dnia myślę o tobie i próbuję oszukiwać siebie, że nasz związek nie miał szans, że był pomyłką, a my wcale nigdy do siebie nie pasowaliśmy. Jak tego nie robię – czuję się źle. Mam wrażenie, że popełniłam wielki błąd nie dając nawet cienia szansy temu uczuciu. Nie, nie teraz. Wtedy, kiedy mogło ono rozkwitnąć nie raniąc kolejnych osób.

Co bym zrobiła mogąc cofnąć czas? Wszystko. Pewnie powiedziałabym ci o swoim uczuciu, a ty wyznałbyś mi miłość. Pewnie zostałaby twoją żona i mielibyśmy dzieci. Stało się jednak inaczej. Jesteś obok mnie każdego dnia. Śnisz mi się, myślę o tobie i tęsknię. Robię wszystko, żeby zapomnieć. Nie chcę pielęgnować tego smutku, ale jakoś mi nie wychodzi. Kochanie, życzę ci szczęścia. Może chociaż tobie uda się wyzwolić ze szponów niespełnionej, młodzieńczej miłości…

Dziewczyna, która ukradła mu serce!

 

ZAPRASZAM NA OPOWIADANIE W ODCINKACH;-)

Na zawsze razem! (cz.1)

 

Photo by Joel Overbeck on Unsplash

Spodobał Ci się tekst? Zostaw komentarz.