Siedzieli przy lampce czerwonego, niczym burgund, wina. On palił papierosa. Za jej plecami przelewała się rytmicznie ulica w tle szeleścił jazz. On wpatrywał się w pomrukujący czas, który gnał gdzieś wokół nich na oślep. Klaksony rozpędzonych samochodów, wróble kołujące wokół, roześmiane, trochę  zmęczone gęstniejącym ludzkim tłumem. Ona patrzyła jak wydycha dym, mruży oczy i w zamyśleniu pociera ręka swoje włosy. Rozanielone, smutne, zniechęcone, obojętne i pełne pogardy twarze mijały ich bezmyślnie.

To była ich piętnasta rocznica ślubu. Kanciasta, nie okrągła, jak zresztą cały ich związek. Zapętlony od początku. Pełen walki, burz, deszczu. Nie słoneczny. Nie seksowny. Nie czuły, ani nie pełen wzajemnej troski. Rocznica raczej opryskliwa, oschła i nieco zatęchła. Ale trzymali fason. Usiłowali przekonać się nawzajem, że mają powód do świętowania. Wino było całkiem smaczne.

Ona założyła z tej okazji seksowną, czerwoną sukienkę i szpilki. Umalowała się nieco zbyt wyzywająco, ale wydawało jej się, że w ten sposób zatrze na twarzy zmęczenie, pokoloruje nie tylko policzki, ale także cały swój przykurzony świat. On ubrał się dość młodzieżowo, na luzie, w rzeczy, które mu kiedyś wybrała w sklepie. Nie zastanawiał się ani chwili czy będzie jej się podobał. Był tego pewien.  Zresztą jakie to miało znaczenie?

Ona jak zwykle zdopingowała go do wspólnego wyjścia, zarezerwowała stolik, zaaranżowała wszystko i załatwiła opiekę nad dziećmi. Mimo, że była przekonana, że powinien zrobić to on. Czyli było jak zwykle. Prezenty, kolacje przy świecach, nieplanowane, wspólne wypady do knajpek, urocze niespodzianki – nigdy nie uważał, że to ważne. Liczy się treść, a nie forma, powtarzał bezustannie. Nigdy nie przykładał do tego wagi. Nie praktykował. No może raz. Kiedy zrobił sam kolację. I nigdy już później. Może go niedostatecznie pochwaliła? Może nie zasłużyła? Nie była dość dobra, dość pociągająca, dość niezależna…

Upiła kolejny łyk rocznicowego trunku. Uśmiechnęła się. Tak bardzo chciała wierzyć, że teraz już z górki, że będzie lepiej, że wreszcie wszystko się ułoży. Świece na stole lekko drgały, muzyka cicho sączyła się z głośników wlewał się subtelnie do ich uszu. Wydawało się, że nic nie powinno wreszcie zmącić tego spokoju. Tej rocznicy. Tego fragmentu maratonu…

 

Tu przeczytasz kolejną część opowiadania:

Na zawsze razem (cz.2)

 

Photo by Ramez E. Nassif on Unsplash

Podziel się tekstem z innymi:
  • 47
  •  
  •  
  •  
  •  
    47
    Udostępnienia

Spodobał Ci się tekst? Zostaw komentarz.