Negocjacje były trudne. Wymagały i profesjonalizmu, i sprytu i refleksu. Koniec końców wygrali. Postawili z Pawłem na swoim przekonując klienta, że to z nimi jest mu po drodze. Wrócili do pracy, ogłosili sukces i cały zespół umówił się na popracowe opijanie sukcesu. Czuła, ze tworzą z Pawłem świetną drużynę. Nikt im nie podskoczy.

Karciła się za te myśli, miała o nie do siebie żal, ale takie były i już. Nic nie mogła na to poradzić. Kwiaty przesunęła na szafkę obok biurka i całkiem o nich zapomniała. Stały takie osierocone, wciśnięte w kąt. Na łodyżce róży dyndała samotnie opuszczona, zaniedbana karteczka od Igora.

Była z siebie bardzo zadowolona. Świetnie jej poszło. Właściwie to głównie ona wywalczyła ten kontrakt. Widziała podziw w oczach Pawła. Wspierał ją i podrzucał argumenty, ale głównodowodzącą była ona. Dała radę! Gdyby wypadało podskoczyłaby z radości do góry!  I nie chodziło jej wcale o pieniądze, prestiż. Czuła, że może zawojować świat, że ma siłę, że jak chce to potrafi. Da radę.

Zadzwoniła do córek, powiedziała, ze dziś będzie późno, bo idą do knajpy fetować zwycięstwo. Dziewczynki pogratulowały jej sukcesu – zawsze miała w nich wsparcie. Powiedziały też, że jeśli zastaną tatę w domu przekażą mu żeby na nią nie czekał, poinformują, że będzie w nocy.

Czuła się fantastycznie. Współpracownicy patrzyli na nią z podziwem, Paweł niemal nosił na rękach. Zaraz po negocjacjach kiedy jechali windą pocałował ją w policzek i złapał za rękę. Znowu przytrzymał jej dłonie trochę zbyt długo. I nie przeszkadzało jej to mimo, że była całkiem trzeźwa. Mało tego poczuła, że to miłe. Pragnęła więcej. Marzyła, że ją przytuli, weźmie w ramiona, powie ciepłe słowo. Paweł jednak trzymał klasę. Wiedział, że są granice. Przesuwał je niemal niezauważalnie. Bał się żeby nie przestrzelić, nie spłoszyć jej.

Zastanawiała się dlaczego wyszła za Igora. Jak mogła tak zachłysnąć się tym lodowatym dystansem, tym chłodem, oschłością, grubą skórą. Na pewno imponowało jej to, że jest lekarzem – zawsze ceniła ludzi, którzy robili coś dla innych. No i podobał się jej, był w jej typie. Mężczyzna, pełen siły którego nigdy nie da się złapać. Kiedyś ją to zachwycało.

Impreza była bardzo udana. Wino lało się strumieniami, krewetki, pasty, pizza – każdy jadł to, na co miał ochotę. Dziś szef miał gest. Usiadł obok niej i nie było nic w tym dziwnego – w końcu razem zapracowali na sukces firmy. Od lat wkładała dużo wysiłku w tę pracę, ale teraz wreszcie zobaczyła ile już umie, jak wiele się nauczyła, ile jest warta!

Wszyscy byli podekscytowani, roześmiani, pogodni. Na dodatek Paweł ogłosił, że następnego dnia mogą być w pracy koło południa. Radość nie znała granic. -Same śpiochy nie z tej ziemi, pomyślała!

Po imprezie, w samym środku nocy, do domu wracała na piechotę w towarzystwie Pawła. Czuła się jak nastolatka, rozświergolona, nakręcona, pełna emocji i wrażeń. No i pijana nastolatka. Nastolatka na rauszu. Głośno się śmiała. Trochę zbyt głośno, ale co tam. Czuła się szczęśliwa. Wreszcie szczęśliwa. Ani przez moment nie zastanawiała się tego dnia co z Igorem. Jakby całkiem przestał istnieć. Zamyśliła się tylko nad tym czemu go właściwie wybrała. I to był koniec. Przed wejściem do domu Paweł przytulił ją, pogłaskał po twarzy i powiedział, że jej dziękuje. Za wszystko. Spojrzeli na siebie z ciekawością. Poznawali się od nowa. I to była fascynująca podróż…

Kiedy otworzyła drzwi zobaczyła Igora. Stał w kuchni nerwowo czegoś szukając. Był rozespany, ale ubrany w strój codzienny. Kiedy ją dostrzegł telefon wypadł mu z dłoni…

Na zawsze razem (cz.17a)

 

Photo by Lizzie on Unsplash

Spodobał Ci się tekst? Zostaw komentarz.