Paweł, szef Joanny, poczuł, że i dla niego znajdzie się miejsce. Nie tylko w tym opowiadaniu, ale także  w życiu, w tym tercecie. Długo na to czekał, a teraz obserowawał jak najwspanialsza kobieta na świecie zaczyna na niego patrzeć łaskawszym wzrokiem.

Czy ktoś w ogóle brał go pod uwagę w całej tej historii? Czy może miał być tylko tłem? Elementem wystroju wnętrza, scenografią? Przecież wcale nie był przezroczysty, ani mdły. Miał swoje uczucia, marzenia i myśli. Bywał pikantny jak papryczka chili. Był osobną jednostką łaknącą szczęścia w podobnym stopniu co Joanna i Igor.

Kiedy zobaczył ją po raz pierwszy był zakochany po uszy w swoje żonie Monice. Świeżo po ślubie, z całą masą pomysłów na życie i ogromem entuzjazmu. Jednak Joanna od początku mu się spodobała. Była kobieca, efektowna, zadbana i szalenie poukładana. Do tego miała poczucie humoru i rzadką umiejętność obracania w żart sytuacji krępujących, trudnych. Nie zacietrzewiała się, nie zapieklała i byłą świetnym rozmówcą. Monika też ją zresztą lubiła. Uważała, że ma styl, dobry gust i klasę niezbędną osobie zarządzającej w firmie jej męża. Nawet kiedy się rozstawali powiedziała mu, że powinien się Joanną zainteresować, bo jej zdaniem są dla siebie stworzeni. Wtedy, w pierwszym odruchu, się na nią zezłościł. Nie rozumiał jak w takiej chwili może mówić mu coś takiego. Był głęboko zraniony i nieszczęśliwy.

To był jednak też ten pierwszy raz kiedy uświadomił sobie, że Joanna wcale nie jest tylko jego pracownikiem. Odkąd zaczęli razem pracować awansowała na funkcje osobistej przyjaciółki i powierniczki. To jej opowiadał o bolesnym rozwodzie, to ona doradzała mu co zrobić, jak się zachować. Czasem wyciszała, pozwalała spojrzeć na sprawę z innej perspektywy. Nigdy nie osądzała, ani nie oceniała jego byłej żony. Nie powiedziała o niej nawet jednego, złego słowa. Powtarzała, że każdy przecież idzie swoją drogą i każdy na własnej skórze ponosi konsekwencje swoich decyzji.

Pamiętał dobrze dzień gdy dowiedział się o tym, że Monika ma drugie, równoległe życie. Najpierw się wściekł, potem zrobił awanturę, a na koniec poszedł się urżnąć. Żona go nie przepraszała, nie zapewniała o dozgonnej miłości, ani nie mówiła, że popełniła błąd. Od razu zażądała rozwodu. – Coś się kończy, coś się zaczyna, skwitował krótko pakując do obszernej torby resztę swoich rzeczy. Zabrała mu wszystko to, co stanowiło jakąś wartość. Obrazy, stolik z desy, biżuterię, satynową pościel, a nawet ręczniki i komplet talerzy Rosenthala, który dostali w prezencie ślubnym.

Dzięki Joannie odpuścił. Nie szarpał się, nie awanturował. Oddał Monice to, co chciała zabrać, a potem wymienił zamki i zaczął budować swoje życie od nowa. Poszedł na terapię żeby uwolnić się od zmór przeszłości, przygarnął kota i rzucił w wir zajęć, co niemal natychmiast przyniosło firmie nowych klientów i zwielokrotnione zyski. Wynajął większe biuro i zatrudnił kolejne osoby. Na spokojnie. Przy wsparciu Joanny wszystko toczyło się w swoim rytmie.

Kiedy poczuł, że jest istotnym elementem jego szczęścia powiedział jej to bez owijania w bawełnę. Na co liczył? Na nic. Chciał być uczciwy w stosunku do niej i w stosunku do siebie. Nie lubił gierek i podchodów. Raczej nie przypuszczał, że zostawi dla niego męża, ale co tam. Obawiał się tylko żeby nie zaważyło to na ich relacji. Cenił ją sobie nade wszystko. Wyjaśnili sobie wszystko. Ona powiedziała, ze wolałaby żeby jej tego nie mówił. Uznaje więc, że nie słyszała, a ich relacja wraca w miejsce w którym była. Tak też się stało. Teoretycznie.

 Kolejne lata funkcjonowali w utartym schemacie mogąc na siebie liczyć, wspierając się wzajemnie, szanując. Było dobrze tak, jak było. Było, aż do dnia kiedy nagle wieczorem Joanna przyszła do niego niespodziewanie. Rozmazana, zmęczona i głęboko nieszczęśliwa. Mógł się tylko domyślać, że coś jest nie tak z jej małżeństwem. Nie wypytywał. Zapewnił jej spokój, relaks, trochę beztroski, śmiechu i resetu. Było im razem tak dobrze. Jakby od zawsze byli sobie pisani… Od tego dnia nie mógł przestać o niej myśleć. Odzyskał wiarę, że jeszcze może być z nią szczęśliwy. I jeszcze ten kontrakt, ta kolacja, ten wspólny spacer. Gdyby tylko mógł zaczarować los. Gdyby tylko mógł odwrócić bieg zdarzeń.

Pozostało mu czekać, obserwować i być czujnym. Tak też postanowił. Będzie cierpliwie czekał…

Na zawsze razem (cz. 18)

Photo by Devon Janse van Rensburg on Unsplash

Spodobał Ci się tekst? Zostaw komentarz.