Powoli wybudzał się z narkozy choć chyba nie chciał wracać do tego porąbanego świata. Gdyby tylko mógł bezszelestnie stąd odejść… Czuł się fatalnie. Targały nim mdłości i wyrzuty sumienia. No i jeszcze przekonanie, że jego życie jest pozbawione sensu. Całkowicie pozbawione sens. Doszczętnie! 

Od zawsze przekonany był o tym, że jest świetny. Dobrze rokował. Był oczkiem w głowie matki i ulubieńcem ojca, który pokładał w nim wielkie nadzieje. Dobrze wyglądał, odnosił sukcesy sportowe, był wybitnym uczniem, a potem jednym z lepszych, w swojej specjalizacji, lekarzem. Cieszył się powodzeniem, szacunkiem. Ratował życie ludziom i to również dobrze mu wychodziło. Mógł poszczycić się świetnymi statystykami. Przyjeżdżano specjalnie do niego z najdalszych rejonów Polski, albo nawet zza granicy prosząc, by to on operował. Wręczając mu alkohole, czekolady, perfumy, a nawet usiłując wcisnąć łapówki finansowe, które jednak zawsze oddawał. Miał swoje zasady.

W życiu kierował się właśnie tymi własnymi zasadami wyniesionymi z domu rodzinnego. Mężczyzna miał być głową domu. Miał zapewnić swojej rodzinie życie na wysokim poziomie – czasem nawet z fajerwerkami. Miał dużo pracować, być świetnym specjalistą i szanowanym obywatelem. Miał spełniać  się w pracy, a w domu łapać energię i resetować głowę. Z założenia żona miała go odciążać od przyziemnych zajęć. Powinna była być zadbana i ogarniać dom. Co w zamian? W zamian miała to, czego chciała -wyjazdy do Kenii, szpilki z czerwoną podeszwą, drogie masaże i kosztowne pasje. A on? Co należało się jemu, za to tyranie? Za ten permanentny stres, tą odpowiedzialność? On rozgrzeszał się sam. Głównie ze sposobu w jaki reperował swoje nadszarpnięte zmęczeniem ego i folgował swoim zachciankom. Tą jego piętą Achillesa były kobiety. Co mógł poradzić , że miał taki temperament? Co miał zrobić, że uwielbiał zdobywać i odkrywać nowe lądy. Czy kogoś krzywdził?

Strasznie irytowało go, kiedy mówiono o tym, że mężczyźni są źli, bo zdradzają. Przecież zdradzają z kobietami, nieprawdaż?! Czyli, że mają wziąć na siebie winę za to, że kobiety są tak samo grzeszne jak i oni, tak? Ileż razy uprzedzał swoje kochanki o tym, że nie planuje rozwodu, a ich relacje są niezobowiązujące. Mówił to każdej z nich. I niemal każda liczyła na coś więcej. Czy to jest w porządku? Najpierw zarzekały się, że również nie szukają związku na stałe, a potem miały oczekiwania, pretensje i wielki żal.

Lubił kobiety choć czuł się od nich kapkę lepszy. Panował, z reguły, nad swoimi emocjami i zawsze doskonale wiedział czego chce (a czego wprost przeciwnie). Poza tym umiał swoje emocje odłączyć od uczuć. Mówił wprost, nie prowadził skomplikowanych gierek. Nie znosił obgadywania i ploteczek, które stale słyszał z ust otaczających go pań pielęgniarek, ale nie tylko. Kobiety uwielbiały oceniać inne kobiety, spiskować i dorabiać ideologie, on tego nie trawił. Wkurzało go to strasznie. Po co im to było. Same komplikowały sobie niepotrzebnie życie i jeszcze miały pretensję o wszystko do mężczyzn.

Liczył, że jego córki będą inne. Nie tak małostkowe, nie tak zakompleksione. Zdawało mu się, że daje im odczuć jakie są świetne, jakie mają talenty i jak dobrze wyglądają. Pragnął, by wyrosły na samodzielne, niezależne kobiety. Nie chciał, by były zabawką w męskich rękach. Marzył, że będą same o sobie decydowały -prawie jak mężczyźni. I, że to one, w przyszłości, będą rozdawały karty i wyznaczały zasady. Obie miały ku temu predyspozycje. Obie były bardzo mądre, jak na swój wiek, i niezwykle utalentowane. Miały potencjał!

Z rozmyślań wyrwał go głos ojca. Coś tam do niego gadał, ale jemu nie chciało się słuchać, a już z całą pewnością rozmawiać. Wybudził się i świetnie. Miał rozległy zawał-fantastycznie. Pieprzyć to wszystko. Miał w nosie to co się dzieje. Czuł zmęczenie, ból i irytację. Kiwnął ojcu ręką, że słyszy, rozumie i chce mieć spokój. W męskim świecie było łatwiej. Ojciec zrozumiał, ucałował go w czoło i wyszedł. Nareszcie został sam wśród tykającej aparatury, z rurkami, przewodami i ciężkim sercem, ot paradoks!

Po tym wszystkim, co spotkało go w ostatnich tygodniach, a zwłaszcza kilkanaście godzin wcześniej,  było jasne, że Szwecja odpłynęła mu na koniec świata. Jakiś czas będzie musiał teraz odpocząć, zebrać siły, poskładać zdrowie i wymyślić plan działania. To, co było odkreślił grubą kreska jako wspomnienie. Zawał był punktem zwrotnym. Ktoś, postanowił podarować mu drugie życie i on tego już nie spieprzy. Zmieni się. Zresetuje swoje życie i wprowadzi do niego zmiany. Teraz jednak pragnął jedynie ciszy i spokoju. Miał ogromną nadzieje, że Joanna na razie nie wpadnie, że da mu zebrać myśli, że nie zaleje go potokiem słów. Teraz wolał pomilczeć, pomyśleć, zrobić rachunek sumienia. I wtedy właśnie do pokoju weszła ona. Cała w beżach, z burza rudych loków i zawadiackim uśmiechem. I nie była to wcale jego żona…

Na zawsze razem (cz.55)

Photo by Louis Hansel on Unsplash

Podziel się tekstem z innymi:
  • 28
  •  
  •  
  •  
  •  
    28
    Udostępnienia

Spodobał Ci się tekst? Zostaw komentarz.