Bujamy w obłokach, pikujemy i lądujemy, by ponownie wzbić się do lotu. Gdzieś w tak zwanym międzyczasie zderzamy się z szarą codziennością i boleśnie odczuwamy zetknięcie z ziemią. To zazwyczaj nas osłabia wyostrzając zmysły, by na końcu nas obudzić i skłonić do refleksji nad sprawami, które do tej pory były tak oczywiste, że szkoda było na nie czasu. Wsunięte w szufladkę zatytuowaną „inne” dojrzewało w naszej głowie niczym ser pleśniowy.

Ostatnio, zostałam zatrzymana w locie kilkakrotnie i to niemal raz po razie. Wzbijanie się ponowne, przychodziło mi z coraz większym wysiłkiem. Zaczęłam się nawet zastanawiać czy mam jeszcze skrzydła. Ktoś, kiedyś utworzył takie tabele, które wskazują na poziom stresu wywołany przez konkretne życiowe ciosy. Oberwałam równo. Powinnam pełzać…

STRATY i ZYSKI

Ostatnimi czasy dużo straciłam i trochę zyskałam – głównie tęsknot, bolesnych doświadczeń . Na liście plusów jest poszerzenie wiedzy o sobie, swoich reakcjach, o odporności, o wyporności i umiejętności radzenia sobie w sytuacjach kompletnie zaskakujących, kryzysowych, niespodziewanych. Zyskałam też wiedze o ludziach. Tych którzy są blisko, pozornie blisko i o tych, których nie ma jedynie na pierwszy rzut oka, bo kiedy wykrzacza mi się codzienność – pojawiają się całkiem niespodziewanie (choćby tylko wirtualnie, z odległych zakamarków duszy) sprawiając wielką przyjemność i niosąc nie tylko pomoc, ale także uśmiech. Są jeszcze osoby, na które mogę liczyć choć nie sądziłam i na które liczyć nie mogę choć byłam przekonana, że to pewnik. To cenna lekcja i doświadcza się jej tylko będąc w labiryncie trosk.

NIE MA PRZYPADKÓW

Gdzies w środku epidemii wirusa, który zatrzymał ziemię i przysłonił słońce trafiłam do szpitala. Planowo i jako towarzysz niedoli. To był tylko kolejny, pagórek na mojej drodze. Źródło stresu, niewyspania i próba ogarnięcia wybujałej wyobraźni. I tu także dostałam zastrzyk cennych informacji o świecie. Spotkałam innych rodziców. Siedząc pod salą operacyjną mierzyliśmy się ze swoim strachem dzieląc się dobrym słowem, słuchając nawzajem ze zrozumieniem i bez oceniania. Tu nie liczyło się to, czy ktoś jest dobrze ubrany, czy ma ładny makijaż, czy mieszka pod lasem czy w wielkiej płycie – tu na wagę złota były emocje i wsparcie dawane nieznanym ludziom przez nieznanych ludzi. Siła przekazywana sobie wzajemnie. I wiara. Moc. Nadzieja… Kilka chwil, wiele godzin, parę minut. Kolejny raz przekonałam się, że naprawdę nie ma przypadkowych spotkań…

LOS MIEWA NIERÓWNO POD SUFITEM

Mówi się, że nieszczęścia chodzą parami. U mnie nadal rollercoaster. Para pozna parę. Za dużo tych par. Zdecydowanie. Ze szpitala przenoszę się do rzeczywistości, w której daleko do spokoju, porządku i beztroski. Gdzie znowu pod górkę i ciężko emocjonalnie. I już wiem, że znowu nie będzie lekko, a w zanadrzu jeszcze rzeczywistość codzienna, która wymaga uczesania i upudrowania.

KOCHAM CIĘ ŻYCIE

Oddycham głęboko czując coś na kształt wdzięczności mimo wszystko. Wdzięczności za to, że nie jestem sama, że mam ludzi, którzy są naprawdę. Pełnokrwiści. Nieidealni (jak i ja) ale z sercem we właściwym miejscu. Za fantastyczne doświadczenia, możliwość oddychania, czucia, przeżywania. Życie znowu przypomniało mi, że każdy z nas z czymś się mierzy i że niektórzy cierpią w milczeniu tocząc najcięższe batalie z pozoru sprawiając wrażenie beztroskich i ułożonych ze światem.

DOJRZEWAMY BEZUSTANNIE

Straty są we mnie. Ubyło mi naprawdę dużo. Wiele zrozumiałam, odkryłam, sporo przepłakałam. Jestem już inna. Znowu inna. Częściej oddycham głęboko, by zrestartować zwoje, inaczej radzę sobie ze stresem i walczę w nieco inny sposób. Nie, nie jestem bezwolna, nie mam stępionych pazurków czy przydeptanych bucików. Życie łamie mnie, jak każdego z nas, osłabiając i jednocześnie utwardzając i wskazując inne drogi, otwierając na inne światy. Przypominając o tym, co naprawdę ważne.

KONIEC I KROPKA

Nie będę już zabiegała o pewne sprawy. Nie będę walczyła o rzeczy, z góry przegrane. Przystopuję  i choć nadal będę podziwiała świat w biegu (taka moja natura)znajdę jeszcze więcej czasu na zachwyt, wdzięczność, miłość, docenienie. Na wysłuchanie i opowiedzenia. Na rozpieszczenie siebie  i sprawienia radości innym. Zaplotę warkocze, usmażę placki z jabłkami, pożyczę swój ulubiony skórzany żakiet, podzielę się truflami. Pewnie nie będę grała w gry planszowe, ani szyła ubranek lalkom, ale spróbuję zakotwiczyć w duszy żaglówki z cierpliwością, spokojem i pogodą ducha.

KILKA CIEPŁYCH MYŚLI

I tego życzę Wam z całego serca. Bądźmy dobrzy dla siebie i czuli dla tych, których kochamy. Życie jest piekielnie ulotne, bardzo delikatne i szalenie skomplikowane. Ułatwmy je sobie i innym. Bądźmy życzliwi, pomocni i przestańmy surowo oceniać. Również siebie.

Pięknego dnia i mnóstwa pozytywnych emocji!

Kasia

KOBIETO! Chroń siebie, myśl o sobie – MASZ do tego pełne PRAWO!

A może masz ochotę przeczytać opowiadanie lub serial pisany słowem czyli opowiadanie w odcinkach? Zapraszam!

Na zawsze razem! (cz.1)

 

Fot. Giulia May/Unsplash

 

Podziel się tekstem z innymi:
  • 18
  •  
  •  
  •  
  •  
    18
    Udostępnienia

Spodobał Ci się tekst? Zostaw komentarz.