Odprowadziłem Julię do domu. Odprowadziłem, to niewłaściwe słowo. Odwiozłem ją na ten jej koniec świata szybką kolejką miejską. Potem odstawiłem pod bramę i kiedy właśnie planowałem wracać zza drzwi ogromnego domu wychyliła się niezwykle elegancka kobieta, która tonem życzliwym, choć nieznoszącym sprzeciwu, zaprosiła Julie i mnie na kolację.

Trochę tego było za dużo, jak na pierwsze spotkanie, ale nie udało mi się nijak wykręcić. Dom, w którym Julka mieszkała był piękny, duży i urządzony ze smakiem. Jej mama była ciepłą i otwartą osobą i… dobrze gotowała, bo kolacja była „palce lizać”. Julia opowiadała o zawodach w których zająłem trzecie miejsce, śmialiśmy się, żartowaliśmy. Mówiłem o tym, że już za chwilę będę studiował medycynę i że większą część wakacji spędzam w knajpie na Starówce pracując jako kelner żeby zarobić na obóz sportowy i weekendowy wypad z kolegami do Łeby. Przyznam szczerze, że kompletnie nie czułem się skrępowany. Jakbym znał Julkę i jej mamę od zawsze.

Po kolacji podziękowałem za gościnę, ukradłem całusa Julii, umówiliśmy się za kilka dni w czwartek wieczór na Starówce i pobiegłem przez las do kolejki. Chyba nie biegłem, a frunąłem, taki byłem szczęśliwy.

Czekałem tego czwartku niecierpliwie. Biegałem, pracowałem, trenowałem, pomagałem w domu. W środę wieczorem spotkałem się z Ryśkiem na piwo. Okazało się, że wypad do Łazienek z Zuzą stał się początkiem czegoś więcej. -Dwa wariaty, myślałem, ale życzyłem tym dwojgu dużo szczęścia. Zuza była szalona, zakręcona i nieprzewidywalna, a Rysiek… taki sam. -Dobraliście się jak w korcu maku, powiedziałem przyjacielowi. Lepiej bym tego nie wymyślił. Rysiek był zadowolony. Wypytywał o Julię. Powiedziałem, że jest świetna, ale ponieważ pracuję nie mam czasu żeby się z nią widywać, tak jak on z Zuzą, każdego dnia.

-Uważaj na nią, ostrzegł mnie Rysiek. Zuzka mówi, że ona kolekcjonuje facetów i spotyka się z kilkoma na raz. Podobno ma humory, jest chimeryczna i czasem trudno z nią wytrzymać. -Stary, nie angażuj się, bo wystawi cię do wiatru zanim się spostrzeżesz, powiedział mi mój kompan, a ponieważ miałem do niego pełne zaufanie postanowiłem nieco zagrać na nosie dziewczynie, która już zdążyła podbić moje serce. -Trafiła kosa na kamień, pomyślałem.

W czwartek padało. Uciekł mi autobus, a drugi się spóźnił. Pod kolumną Zygmunta zjawiłem się z kilkuminutowym poślizgiem. Już tam stała. Zmoknięta i wyraźnie zmarźnięta przyglądała się przechodniom wypatrując mnie wzrokiem. Kiedy mnie zobaczyła odgarnęła włosy do tyłu i uśmiechnęła się. -Zero focha, pomyślałem, to dziwne. Podbiegłem do niej i zanim zdążyłem przeprosić za spóźnienie przytuliła się do mnie mówiąc, że cieszy się z tego spotkania. Pachniała landrynkami i lemoniadą. Słodka i urocza. Radośnie opowiadała mi o minionym tygodniu, imprezie u koleżanki, wygranej w zawodach jeździeckich i przygotowaniach do egzaminu na prawo jazdy.

Zapytałem o faceta z którym kilka dni temu była na imprezie. Powiedziała, że to skończyło się jeszcze zanim się na dobre zaczęło. – A ty? Masz kogoś, zapytała mnie znienacka. Odpowiedziałem, zgodnie z prawdą, że nie, co bardzo ją ucieszyło. Reszta wieczoru upłynęła nam na spacerach, szybkiej pizzy we włoskiej restauracyjce, śmiechach, żartach i opowieściach o sobie. Julia czarowała, a ja starałem się zachować zimną krew. Nie zamierzałem być jak inni. Nigdy zresztą nie należałem do gości, którzy dają się dziewczynom omotać. Znowu odprowadziłem ją pod bramę domu i kiedy mieliśmy się pożegnać Julia zapytała czy nie wejdę do niej, bo rodzice wyjechali i wrócą dopiero rano. Oczywiście zastrzegała, że chodzi jej tylko o to żeby na luzie pogadać, o nic więcej. No i chyba nie byłbym facetem gdybym wtedy powiedział, nie…

Kiedy nad ranem wracałem od niej nocnym w głowie miałem kotłowaninę myśli. Z jednej strony byłem zachwycony, oszołomiony, zadurzony i wniebowzięty, a z drugiej zastanawiałem się nad tym czy ona zawsze po kilku dniach znajomości zaprasza facetów na noc do domu. Było świetnie, ale jakoś nie pasowało mi to wszystko. Prawdę mówiąc miałem nadzieję, że to będzie jednak coś poważniejszego, a tu tymczasem wyszła kolejna przygoda na jedną noc. Chyba poczułem się rozczarowany. Wyglądało na to, że jednak stałem się kolejnym gościem w kolekcji tej rozpieszczonej dziewczyny. Plułem sobie w gębę, że nie odwróciłem się na pięcie kiedy zaproponowała mi wejście do jej domu. Potem już było za późno, bo wszystko potoczyło się bardzo szybko.

Kiedy na Twojej drodze staje miłość! (cz. 3)

 

Photo by Jesse Golly on Unsplash

Podziel się tekstem z innymi:
  • 2
  •  
  •  
  •  
  •  
    2
    Udostępnienia

Spodobał Ci się tekst? Zostaw komentarz.