To była chwila jej gorzkiego triumfu. Wreszcie powiedziała mu to, co leżało jej na sercu od wielu lat. Wyrzuciła to z siebie. I czuła, że prowadzi 1:0. Jest wygraną. Ta partia szachowa należała do niej. To ona wyznaczała reguły i to ona decydowała o tym, co się stanie. Wreszcie.

Kiedy zostawiła go oniemiałego i poszła robić kawę czuła się wolna. Owszem, było jej trochę ciężko na sercu, bo miała wrażenie, że on zbagatelizował jej słowa, że nie potraktował jej całkiem poważnie. Tak jakby miał przekonanie, że zdrada emocjonalna ma mniejsza rangę niż ta fizyczna. Oj, jak bardzo się mylił. Tylko ona wiedziała jak mocno zaangażowała się emocjonalnie w relację z Pawłem. Jak łaknęła jego dotyku, obecności. Jak wyobrażała sobie, że są razem. I ile radości sprawiało jej to, że może widzieć go niemal codziennie w pracy.

Wiedziała, aż za dobrze, jak niewiele im brakuje, by przekroczyć rubikon bliskości. Oboje tego chcieli. Oboje czekali tylko, by chociaż przez ułamek sekundy, dotknąć swoich dłoni, czytali w myślach, zerkali na siebie ukradkiem i wymieniali czułe uśmiechy. Byli dla siebie wsparciem, magnesem i kotwicą. Teraz na pewno nie wyjechałaby do Szwecji. Tu był Paweł. Tu była jej nadzieja, słońce, wiara w miłość.

Jakiś już czas intensywnie zastanawiała się jak z tego wszystkiego wybrnąć. Wiedziała, że nie będzie łatwo. Postanowiła, że zbliży się do Pawła ekstremalnie blisko i dopiero potem zadecyduje z kim chce być. Wiedziała, że to może kosztować ją utratę rodziny. Że to ogromne ryzyko. Że może zakochać się i wpaść w to uczucie po uszy. Chciała jednak spróbować. Musiała. Pragnęła tego całą sobą. Z każdym dniem bardziej.

Teraz czuła się wygrana. Powiedziała mężowi, że zaczyna grać jego kartami, ale on jej chyba nie uwierzył. Pewnie znowu pomyślał, że chce nim manipulować i wywierać presję. Przypuszczała, że zbagatelizuje tę sytuację i obróci ją w żart. Nawet było jej to na rękę. Jakby co, ostrzegała… Czuła, że ma zielone światło. Była szczęśliwa.

Zrobiła kawę sobie i jemu. Właśnie kiedy postawiła filiżanki na stole wszedł do pokoju. Przez okno wpadały pierwsze promienie słońca. Usiedli naprzeciwko siebie. Sprawiał wrażenie zamyślonego, trochę zirytowanego, ale zupełnie nie przestraszonego. Tak jak przypuszczała, jej wyznanie nie zrobiło na nim wrażenia. Albo może udawał, że nie zrobiło? Tak czy siak, z całą pewnością, nie będzie przypuszczał, że ona się odważy. Przecież zawsze była w stosunku do niego fair. Niezależnie od wszystkiego stała po jego stronie, wspierała go i dawała siłę.

Chwile później do salonu wbiegły uśmiechnięte dziewczynki. Były zaskoczone tym, że oboje rodzice siedzą przy stole i się nie kłócą. W domu zapanował pozorny spokój. Matka uśmiechała się łagodnie, ojciec nie wściekał, był niewzruszony – jak zawsze, kiedyś. Świat zaczynał wracać na właściwe tory. Tak myśleli wszyscy poza NIĄ. Ona wkroczyła właśnie w zakazane rewiry. Dała sobie prawo by przekonać się, zważyć co jest dla niej teraz najważniejsze. Czy ten jasny promień słońca przysłonięty poważnym, trochę występnym mężczyzną i dwiema cudownymi córkami czy może tamten człowiek, dla którego straciła głowę. A chciała stracić wszystko… Tak przynajmniej myślała. Intensywnie.

Na zawsze razem (cz. 28)

 

Photo by Ashton Mullins on Unsplash

Spodobał Ci się tekst? Zostaw komentarz.