Bał się, że go odtrąci, ale ona przyjęła go z rozkoszą. Dała mu siebie bez żadnego „ale”. Jak za starych, dobrych czasów kiedy byli sobie bliscy. I umieli się cieszyć sobą. Poczuł, że może nie wszystko jeszcze stracone. Że może ją jeszcze odzyskać. Mieć dla siebie. Na wyłączność.

Długo była twierdzą nie do zdobycia. Wysilił się żeby móc stwierdzić, że jest jego, przyklepana. A potem trochę odpuścił. Przestał doceniać. Zapominał się. Wydawało się, że jak raz ją ustrzelił to już nic nie musi robić. I to był jego błąd. To przekonanie graniczące z pewnością.

Parę lat po ślubie przestał zauważać w niej kobietę. Znaczy, widział ją ale była żoną. Człowiekiem z krwi i kości. Nie kobietą, którą chciałby mieć u boku. Uwodzicielskim wampem z niespożytą energią. Co z tego, że o siebie dbała. Przestała być zagadką, tajemnicą. Widział jak rodziła, słyszał jak sikała, zmagał się czasem z jej chrapaniem, kiedy w ciąży wymiotowała -sprzątał, wąchał chcąc nie chcąc… Kiedy wracała z joggingu pachniała potem. Chora – miała przetłuszczone włosy, a na spacery z psem chodziła w adidasach i pikowanej kurteczce. Takiej, jakich nie znosił. Antykobiecej, puchatej.

Pamięta, że kilka lat po ślubie przyszło mu nawet do głowy, że rozsądniej byłoby gdyby małżeństwa mieszkały oddzielnie. Żeby żona nadal stanowiła dla męża mroczny obiekt pożądania, a nie zwykłą istotę z fragmentami czosnku za paznokciami. On lekarz, wiedział jak wygląda człowiek w środku i trudno było go czymś zaskoczyć, obrzydzić, zniesmaczyć. Niemniej poród pierwszej córki go przerósł. A sam chciał. Chciał być obecny, uczestniczyć, być blisko, ale też kontrolować sytuację, nadzorować, zabezpieczać przed pomyłką. Był lekarzem.

Joanna była dzielna, ale krzyczała wniebogłosy. Trochę mu było wstyd, że się tak drze. Żadna inna rodząca nie wrzeszczała tak głośno. Wytłumaczył sobie, że pewnie ją bardzo boli. Do pewnego momentu wszystko szło dobrze. A potem zrobiło się nieznośnie. Pomyślał, że ta cała procedura jest po to, żeby odstręczyć mężów. Przez kilka tygodniu po porodzie Joanna dla niego nie istniała jako kobieta. Potem mu przeszło. Trochę zapomniał. Choć w jego oczach była teraz bardziej matką niż żoną, kobietą, w której się zakochał.

Widział, że inni mężczyźni nadal ją widzą. Zauważają. Ale nigdy nie czuł się zagrożony. Była matką jego córek. Przypisaną do niego na dobre i na złe. Nie przychodziło mu nawet do głowy, że mogłaby kiedykolwiek go zostawić, zdradzić, oszukać. Była. Dbała o dom, odnosiła sukcesy zawodowe, czytała ambitne książki, uczyła się języków, a wieczorami padała bez życia. I chrapała.

Nie przypominał sobie, żeby jakaś inna kobieta chrapała. A trochę ich znał. To było takie odstręczające. Ale ludzkie. Takie zwyczajne. Nie pasowało do jego, bądź, co bądź, nadzwyczajnej żony.

Jego matka nie chrapała. Sypiała w jedwabnych koszulkach i delikatnym makijażu, bo stale chciała być ładna dla ojca. Nie nosiła dresów, zawsze miała umalowane paznokcie i idealnie wyregulowane brwi. Czosnek kroiła w gumowych rękawicach. Znała się na gotowaniu jak mało kto i stale dopieszczała w ten sposób męża.  Kiedy zapraszał gości umiała zadbać o dobrą atmosferę i być jednocześnie tłem. Nie wyskakiwała przed szereg, bo nie miała wiele do powiedzenia i zdawała sobie z tego sprawę. Mogła wyrecytować przepis na kaczkę z jabłkami lub powiedzieć jak wywabić plamy z kawy. Czytała tylko romansidła. Nie miała większych aspiracji. Ojciec zawsze powtarzał, że żonę trzeba wybrać z głową!

Jego ojciec, kiedy poznał Joannę, odradzał mu poważny związek. Joanna miała nazbyt wygórowane ambicje, w jego odczuciu. Za wiele chciała. Miała własne zdanie na każdy temat, a w towarzystwie błyszczała zamiast stanowić stonowane tło. Ludzie słuchali jej z uwagą. Potrafiła rozbawić, zaskoczyć, zaintrygować. Miała sporą wiedze i dużą pewność siebie. No ale te nogi… Nie umiał sobie odpuścić i nie chciał. Wiedział jak chce żyć i z kim. Sam dokonywał wyborów!

Leżał teraz obok niej. Obok swojej żony. Kobiety, która znała go na wylot choć nie wiedziała o nim wszystkiego, a przynajmniej miał taką nadzieje. Obejmował ją. Nagle odwróciła się, spojrzała mu w oczy i zapytała czy byłby jej w stanie wybaczyć zdradę. Osłupiał…

Na zawsze razem (cz. 25)

 

Photo by BRANDI IBRAO on Unsplash

Spodobał Ci się tekst? Zostaw komentarz.