Ojca potrącił samochód, ale wcześniej nie wrócił na noc. Matka, wprawdzie spała we własnym łóżku, ale zaraz po wyjściu z domu zniknęła bez wieści choć nie wspominała, że gdzieś się wybiera. Nie odbierała telefonu, nie było jej w pracy. Słuch o niej zaginął. Starsza córka Igora i Joanny- Karolina czuła, że ta cała sytuacja między rodzicami nabrzmiała już do takiego stopnia, że zaraz coś niechybnie wybuchnie.  Czuła zresztą, że sama jest na granicy wybuchu.

Kiedy zadzwoniła do niej babcia pytając czy wie co z mamą i dlaczego nie można jej zlokalizować – bardzo się przestraszyła. Myślała, że coś stało się mamie. Potem babcia powiedziała, że chodzi o tatę. Rano, niegroźnie potrącił go samochód, kiedy przebiegał przez ulicę. Skąd wracał, gdzie się śpieszył- tego jej nie chciała zdradzić, twierdziła, że nie wie. Z całą jednak pewnością wypadek nie wydarzył się w okolicach szpitala. Gdzie do cholery się podziewał? Babcia zbyła jej pytania ofukując ją, że w takich chwilach nie prowadzi się śledztwa.

Weszła na stronę internetową jednego z warszawskich portali i znalazła coś. Była wzmianka o tym zdarzeniu i o zablokowanej ulicy. Nikt tam nie mieszkał. Nikt jej znany, w każdym razie. Dwaj najbliżsi przyjaciele ojca mieli domy w całkiem innych dzielnicach, ale może coś jej umknęło. Może któryś z nich miał w tych okolicach garsonierę, w której ojciec przekimał. Przecież nie spędził minionej nocy pod mostem, do cholery!

Siedziała w szkolnej toalecie i rozważała, co powinna zrobić. Mama nie odbierała cały czas. Raz nawet mała wrażenie, że odrzuciła połączenie, ale może tylko jej się wydawało. Przerwa powoli dobiegała końca. Chwyciła plecak, który ważył tonę, zeszła do szatni się ubrać i niezauważona przez nikogo wyślizgnęła się ze szkoły, by  pojechać do firmy mamy. Nie było jej. Wujka Pawła też nie. Sekretarka widząc ją zrobiła jakąś niewyraźną minę i poinformowała, że szef z Joanną pewnie załatwiają jakiś ważny kontrakt, bo odwołali wszystkie dzisiejsze spotkania. Powiedziała to i pożałowała chyba, bo potem zaczęła coś wymyślać o jakiś rzekomych konferencjach, jakby żałując tej chwili szczerości. Karolina była wstrząśnięta. Czyli nie tylko ojciec ma swoje tajemnice…

Nie spodziewała się tego po matce. Ona, w przeciwieństwie do taty była rozsądna, stonowana, wyciszająca. Była. Zawsze. Na wyciągnięcie ręki. Choćby nie wiem co. Tymczasem sytuacja rysowała się nieciekawie. Karolinie przemknęło przez myśl, że może matka robi ojca w konia. Może ma sekretny romans z Pawłem. Wkurzyła się. Tyle było tego gadania o zasadach, o tym, że to mężczyzna ma ganiać za kobietą, że trzeba się szanować, a rodzina jest zawsze na pierwszym planie. Takie pieprzenie kotka przy pomocy młotka, pomyślała wściekła. Wyszła z biura wzburzona i niepewna właściwie dokąd powinna się teraz udać.

Za trzy godziny, no może cztery do domu wróci Zuza. Planowała, że do tego czasu musi rozwikłać zagadkę. Odwiedzi tatę w szpitalu, sprawdzi co się z nim dzieje, będzie torpedowała matkę telefonami, aż odbierze i uzgodni z dziadkami, że mają nic nie wspominać jej młodszej siostrze o tym całym zamieszaniu. Ona radziła sobie ledwo, ale Zuza była na granicy wytrzymałości. Stale płakała, coraz później wracała do domu, była wybita z rytmu. Przychodziła do niej zdołowana, a ona próbowała jej pomóc. I czuła, że średnio jej idzie. Czasem traciła cierpliwość, czasem wybuchała i wywalała ją z pokoju, czasem wyciągała na spacery z psem, albo kupowała jakiś drobiazg “na pocieszkę”. Nawet przymykała oko na kosmetyki, które jej ginęły w niewyjaśnionych okolicznościach… Zastanawiał się coraz częściej jak to w ogóle możliwe, ze starzy zgotowali im takie piekło. Zuza brała wszystko na klatę obwiniając się o ten stan rzeczy. Karolina nie chciała jednak niczego mówić mamie, bo i po co?!

W międzyczasie bardzo zaprzyjaźniła się z Kubą. Dużo rozmawiali ze sobą, często wpadał pod szkołę i odprowadzał ją do domu. Czasem nawet wchodził na górę. Fajnie się razem czuli, nadawali na tych samych falach. On umiał słuchać. I nie komentował, nie oceniał. Wspierał coraz częściej zaglądając jej głęboko w oczy. Coraz częściej przytulając ją i całując w usta. Poddawała się temu trochę bezwolnie. Co jeśli straci nawet jego?

Teraz jednak nie skontaktowała się z nim. Nie miała nastroju. To była bardzo delikatna sytuacja. Czuła, że chce być z tym sama. Wsiadła w autobus i pojechała do szpitala. Szybko trafiła na oddział gdzie leżał. Kiedy była pod drzwiami sali zadzwoniła mama.

Na zawsze razem (cz. 50b)

Photo by Vadim Sadovski on Unsplash

Podziel się tekstem z innymi:
  • 35
  •  
  •  
  •  
  •  
    35
    Udostępnienia

Spodobał Ci się tekst? Zostaw komentarz.