Był oszołomiony natłokiem wydarzeń. W jednej chwili czuł, że ma Joannę tylko dla siebie i liczył, że to będzie na dłużej, by za krótką chwile mieć wrażenie, że traci ją całkiem. Był bardziej niż pewien, że w tej sytuacji nie zostawi Igora choćby nie wiem co. Kiedy jechali taksówką patrzył na nią uważnie. Przyglądał się bacznie. Studiował jej miny, grymasy. Na jej twarzy malowały się przeróżne emocje od lęku, poprzez złość i smutek. Gdyby umiał czytać w jej myślach może dostrzegłby coś jeszcze?

Paweł. Dałby jej wszystko czego tylko pragnęła, gdyby tylko chciała brać. Podarowałby jej bezgraniczną miłość, szacunek, uwielbienie, zachwyt, troskliwą opiekę, czułość, bliskość, zaufanie. Zafundowałby jej również fajne poranki pachnące kawą, wieczory spędzone na szwendaniu się po mieście, wspólnym oglądaniu kryminałów, czytaniu książek i spotkaniach ze znajomymi. Spróbowałby sprawić żeby była szczęśliwa. Pewnie doprawiłby ten związek odrobiną zazdrości, bo wiedział jak działa na facetów, a przecież nie chciał jej stracić, bo za długo o nią walczył. Gdyby tylko zechciała być z nim.

Zdawał sobie sprawę, że Joanna ma swoje wady. Dużo o niej wiedział, doskonale ją znał. Umiał ją jednak rozśmieszyć, przepędzić humorki i ogarnąć foszki. Do tego świetnie im się razem tańczyło i fantastycznie dyskutowało. Trochę męczyła go, kiedy była podpita, bo traciła nad sobą kontrolę i popadała w przesadę. Albo była zbyt otwarta, za bardzo roześmiana i frywolna, albo zamykała się w sobie jakby chciała ukryć się we własnym wnętrzu. Była też dość krytyczna w stosunku do siebie i czasem za bardzo brała wszystko do siebie. No i miała całkiem różne poglądy polityczne. To była chyba jedyna kwestia w której nigdy nie mogli znaleźć wspólnej płaszczyzny. Byli po dwóch różnych stronach barykady.

Kochał ja za ten jej słodki upór, przekorę, pewność siebie. Za to, że szybko i sprężyście chodziła, za energie, zawadiacki uśmiech i świetny gust. Zachwycała go i zaskakiwała na każdym kroku, choć znali się przecież jak łyse konie. Pamiętał jak na samym początku ich znajomości, kiedy oboje byli jeszcze szczęśliwi w swoich związkach małżeńskich zaczął się do niej przystawiać kolega z pracy. Eryk. Miał na imię Eryk. Był młodszy, napalony, nieokrzesany i robił świetne wrażenie na kobietach -jadły mu z ręki. Taki niegrzeczny chłopiec, uroczy brutal i niezły pracownik w jednym. Większość koleżanek marzyła, by zwrócił na nie uwagę, ale Joanna pozostawała nieugięta. Chyba przegapiła początkowa fazę podrywu uznając ją za zwykłą, nieszkodliwą choć urocza i zabawną grę towarzyska ze smarkaczem. Dużo razem przebywali, pili herbatę w kuchni i śmiali się z tych samych dowcipów. Któregoś dnia Eryk zagalopował się jednak i na imprezie integracyjnej, będąc pod wpływem jakiś procentów,  położył jej rękę na udzie i z miejsca dostał w twarz. Mimo tłumaczeń, przeprosin i  podkulenia ogona ich relacje nigdy nie były już dobre. Joanna tolerowała go omijając szerokim łukiem. Miała zasady i silny charakter. No i bombowe nogi! Oj, te nogi…

Kiedy jechali tą piekielną taksówka do szpitala, w którym leżał jego rywal, był wściekły i przygnębiony równocześnie. Obserwował ją bacznie. Kiedy spojrzała w jego stronę wziął jej smukła dłoń i pogłaskał. Nie powiedzieli nic. Taryfa się zatrzymała przed szpitalem. Bez chwili wahania dała mu przelotnego buziaka w policzek i wysunęła się z samochodu. Przez ułamki sekundy zastanawiał się co ma ze sobą zrobić. Ostatecznie postanowił zająć głowę czymś pożytecznym. Podał kierowcy adres firmy i przedzierając się przez zakorkowaną Warszawę rozmyślał nad swoim położeniem. Nad tą całą, skomplikowaną sytuacją. Kiedy dojechał na miejsce poczuł, że to nie była dobra decyzja. CO on tam robił? W takiej chwili? Powinien może był poczekać na nią pod szpitalem, a nie pozwolić jej tak po prostu odejść…

Jego koszula pachniała jej perfumami. Czuła ją na całym swoim ciele. Nie mógł się skupić na pracy. Miała nadzieję, że przyjedzie, albo chociaż zadzwoni. Napisał do niej nawet kilka smsów, ale przeszły bez echa. Dopiero pod wieczór zadzwoniła. Czekał na ten telefon. A ona? Powiedziała mu, że Igor miał zawał i właśnie robią mu operację szybko dodając, że tęskni. Tęskni za nim, za Pawłem, jest dla niej ważny. Chciałaby żeby był obok, było jej wspaniale i dawno nie czuła się tak szczęśliwa. Wspomniała jednak tez o wielkich wyrzutach sumienia, o poczuciu winy.  No i, że nie powinna z nim deliberować przez telefon tylko się spotkać, ale kiedy go widzi traci silną wolę i zdrowy rozum. Nie z gruszki, ni z pietruszki, nie dopuszczając go właściwie do głosu poprosiła o tydzień urlopu. Zgodził się bez wahania. Kiedy powiedział, -jasne-rozłączyła się. Cała Joanna.

Czuł, że się waha, ma mnóstwo wątpliwości i nie wie co zrobić. Nawet go to nie dziwiło. Tak po ludzku doskonale ją rozumiał. Kiedy jednak tylko przemykał oczy widział ją rozkosznie bezbronną i trochę onieśmieloną. I nie mógł wypędzić jej ze swoich myśli. Wypełniała je szczelnie. Nadal słyszał jej lekko zachrypnięty głos, zduszony śmiech, widział potargane włosy i zachwyt. Tęsknił. Marzył. Liczył dni. Nie chciał już dłużej żyć bez niej. Nie wyobrażał sobie, że mógłby teraz ją stracić tymczasem Igor im był słabszy- tym groźniejszym rywalem się stawał. Stawał się testem na lojalność i dojrzałość. Egzaminem, który Joanna, bez dwóch zdań, zaliczyłaby na szóstkę. I to go najbardziej martwiło…

Na zawsze razem (cz. 54)

Photo by Thomas Grams on Unsplash

Podziel się tekstem z innymi:
  • 21
  •  
  •  
  •  
  •  
    21
    Udostępnienia

Spodobał Ci się tekst? Zostaw komentarz.