Pojawiła się w moim życiu nagle, niespodziewanie w zaskakujących okolicznościach. Była jak nieplanowane, ale od początku upragnione, dziecko. Ot tak, po prostu. Któregoś dnia ocknęłam się tuląc w ramionach puchatą, brązowo-czarną kulę. A potem szłyśmy obok siebie, ze sobą, niosąc kolejne wspólne chwile,  kilkanaście lat.

To była wiosna. Wszystko budziło się do życia. Właśnie jechałam na zajęcia na Uniwerek. To był czwartek. Mój ulubiony dzień. Same fajne wykłady. Tak cieszyłam się na spotkanie z nowymi znajomymi, na ciekawe zajęcia. Słońce świeciło mocno, trawa się zieleniła czułam się taka szczęśliwa. Kiedy wysiadłam z autobusu, obok przystanku dostrzegłam mężczyznę, który był agresywny. Przeklinał i kopał coś, co leżało na ziemi. Podeszłam bliżej i poczułam wściekłość. Pijany, agresywny mężczyzna kopał… małego, bezbronnego szczeniaka. Piesek piszczał, kulił się, przewracał na plecy w geście uległości – jednak nic to nie dawało. Starzec nie przestawał się nad nim znęcać. –Co pan robi?, zebrałam się na odwagę i podeszłam do tego mężczyzny. -A co to cię obchodzi, odburknął, to mój pies i moja sprawa. Został ostatni, nikt nie chce go kupić to się musze go pozbyć. Ostatni z miotu, najsłabszy, kontynuował. Potem nagle zmienił front. -A będzie ostry  jak matka. I mądry, bo to owczarek niemiecki, dodał jakby chcąc mnie zachęcić do kupienia psa. Byłam zrozpaczona, przerażona i wściekła. Nie powinnam brać psa, co powiedzą rodzice? Jednak tak bardzo było mi go żal. Czułam, że nie mogę go tak zostawić. Wyjęłam sto złotych, tyle miałam w portfelu, i dałam pieniądze pijakowi. – A bierz sobie tego psa. Powiedział i na dowidzenia z wściekłością przesunął kulkę nogą.  Podniosłam pieska z ziemi owinęłam swoją cienką kurtką, bo przeraźliwie się trząsł i ruszyłam z powrotem do domu. Trudno, jeden dzień nieobecności na uczelni to nic takiego, pomyślałam, ale co dalej z pieskiem? Rodzice mnie zastrzelą. I do tego owczarek. Koniec świata…

Piesek okazał się być suczką. Pani weterynarz nastraszyła mnie jeszcze, że to chyba mieszanka Owczarka Niemieckiego z Kaukazem.- Będzie ogromny, orzekła. To widać patrząc na jego łapki, powiedziała tonem pełnym trwogi, zastanów się czy podołasz opiece nad nim. Taka mieszanka może być groźna. Szczeniaka trzeba prowadzić twardą ręką, to nie przytulanka, to pies obronny!  Piesek został zaszczepiony, dostał tabletki na odrobaczenie i preparat na stawy. Na szczęście nie miał żadnych złamań poza sińcami i śladami po przypalaniu papierosem. Był bardzo chudy, szalenie ciekawski  i niezwykle rozkoszny. -Mój piesek, obronny, myślałam z uśmiechem  gładząc jego gładki, delikatny brzuszek. I te stópki z miękkimi opuszkami, czarny nochal, klapnięte uszka i zapach szczeniaczka na dokładkę. Pokochałam Baję od pierwszego spojrzenia. Rozczulała mnie kompletnie. Ostrzeżenia pani weterynarz chyba nawet mnie rozbawiły. –Niezła bestia mi rośnie, pomyślałam. Czułam się szczęśliwa. Zawsze marzyłam o psie.

Rodzice nie podzielali mojego entuzjazmu. –Kto będzie z nim wychodził, kto będzie mu gotował, nie mięliśmy w planach psa, to poważna decyzja na kilkanaście lat, grzmiała srodze mama. Skończysz studia i pójdziesz do pracy, kto się nim zajmie, kontynuowała. Zabierzesz go ze sobą, kiedy się przeprowadzisz, pytała, wściekła na mnie strasznie. Tata, który zawsze lubił mnie rozpieszczać, nie był aż taki zasadniczy. Brązowa kula wkupiła się w jego łaski niemal natychmiast. –Agatko, niech pies zostanie Marta na pewno wie co robi. Wiesz przecież jak zawsze bardzo marzyła o psie, przekonywał rozjuszoną mamę. Widziałam, że jest po mojej stronie choć zadowolony pewnie nie był. Tak czy siak burzę rozproszył skutecznie i zapadła decyzja, że Baja będzie nowym członkiem rodziny. Ten dzień zmienił w moim życiu wszystko!

Baja szybko podbiła serca wszystkich domowników. Nawet mamy, która była jej początkowo taka nieprzychylna. Suczka, wbrew obawom, niczego nie pogryzła, nie poniszczyła. Wprowadziła za to mnóstwo radości i śmiechu. Była bardzo mądra, szybko uczyła się komend i rosła jak na drożdżach. Dzięki niej poznałam wielu fajnych ludzi, psiarzy. Zdobyłam nowych znajomych, którzy tak jak ja mieli szmergla na psim punkcie. Spotykałam się z innymi właścicielami i na psich spacerach, i w Internecie na psich forach. Rozmawialiśmy, radziliśmy sobie nawzajem, przeżywaliśmy wspólnie troski i radości.

Baja wyglądała jak rasowy owczarek, przewidywania pani weterynarz sprawdziły się tylko częściowo. Suczka była bowiem bardzo ostra. Z wiekiem wyrosła ze swoich psich przyjaźni, mimo socjalizacji, wspólnych spacerów, nagle przestało jej odpowiadać psie towarzystwo. Pogoniła wszystkie okoliczne psiaki i broniła mnie jak oka w głowie. Każdy, kto nieoczekiwanie się do mnie zbliżył witany był zębami. Kupiłam krótszą smycz i kaganiec. Nie było innego wyjścia. Zapisałyśmy się też na szkolenie.

Trenerka powiedziała mi, że nie każdy pies musi lubić inne i powinnam to zaakceptować. To, co mogę i powinnam zmienić to odpowiednie traktowanie psa,  zapewnienie takiego wychowania żeby Baja znała granice,  wiedziała, gdzie jest jej miejsce w hierarchii, żeby czuła, że nie musi mnie bronić bez potrzeby. Obie z Bają uczyłyśmy się siebie. Każda z nas musiała przyswoić pewne lekcje. Niemniej po zakończeniu szkolenia obie byłyśmy dużo mądrzejsze. Od tamtej chwili poczułam, że rozumiemy się bez słów. Wytworzyła się miedzy nami niezwykła więź. Czasem miałam wrażenie, że Baja czyta mi w myślach. Dobrze wiedziała kiedy byłam rozbawiona, wściekła czy smutna. Kiedy było mi źle, nie odstępowała mnie ani na krok, kiedy płakałam lizała mnie po twarzy, kiedy byłam szczęśliwa przybiegała radośnie machając ogonem z piłką w pysku. Była psem niezwykłym. Dobrą dusza, którą ktoś szczęśliwie postawił na mojej drodze.

Dorastałyśmy razem. Razem jeździłyśmy na wakacje, razem chadzałyśmy na randki. Nie wyobrażałam sobie tego, że mój narzeczony, przyszły mąż mógłby jej nie zaakceptować. Na szczęście Baja zaakceptowała mojego wybranka, a on polubił ją. Po ślubie zamieszkaliśmy we trójkę. Ja, mój mąż Jerzy i Baja. Razem podróżowaliśmy. Nawet w podróż poślubną wyjechaliśmy we trojkę.  Potem na świecie pojawiły się kolejno dwie córki. Dla obu była troskliwą nianią i czułym opiekunem. Obie, zaakceptowała i kochała od pierwszego dnia ich pobytu w domu. Dzięki niej, dziewczynki nauczyły się szacunku dla zwierząt i pokochały psy.

Po trzynastu wspólnych latach przyszło mi pożegnać się z Bają. Była bardzo chora, po trzech poważnych operacjach, nie jadła, nie piła, właściwie żyła dzięki kroplówkom,  a tony leków, które jej podawaliśmy nie skutkowały już. Tego dnia nie zapomnę do końca życia. Kiedy odchodziła przytulałam ją mocno, głaskałam. Wszyscy płakaliśmy.  Baja odeszła i zostawiła po sobie smutek i piękne wspomnienia. Dzieliła ze mną wszystkie troski i radości. Towarzyszyła, była, wspierała na swój, psi sposób. A my ją kochaliśmy. Była częścią naszej rodziny. I pomyśleć tylko, że gdyby nie ten przypadek pewnie nigdy w życiu nie poznałaby mojej psiej przyjaciółki. A może nie ma przypadków? Może to było przeznaczenie?!

Bo kocha się tylko raz!

Podziel się tekstem z innymi:
  • 76
  •  
  •  
  •  
  •  
    76
    Udostępnienia

Spodobał Ci się tekst? Zostaw komentarz.