W poprzedniej części znowu wszystko się jeszcze bardziej zamotało. Nieoczekiwanie Anna odnalazła kolejną niebieską kopertę. To nie było miłe zaskoczenie.  Wprost przeciwnie…

Poczułam, że robi mi się słabo. Każdy kolejny dzień przynosił coraz mniej przyjemne niespodzianki. Zastanawiałam się czy jestem gotowa na kolejne. Czy dam radę, wytrzymam. Byłam skołowana. Resztką sił, zmuszając się niemiłosiernie, wstałam i na paluszkach, żeby nie obudzić Arnolda, podeszłam do stolika. Wzięłam w ręce kopertę. Była dość gruba, a z cała pewnością bardziej napakowana niż wszystkie pozostałe. Powąchałam ją -nie pachniała. Pocierając palcem poczułam jakąś złą energię (chyba oszalałam do reszty!). Nie wiem czy sobie to wmówiłam, ale miałam przekonanie, że niemal czuję zło osoby, która ten list pisała.

Rozerwałam pośpiesznie tę przeklętą  kopertę. Kartka niemal mnie parzyła. List był przydługi. Pisany na komputerze. Zaczynał się niepozornie. Przytoczę ci fragment, bo całość właściwie jest ciągłym powtarzaniem jednej myśli. Na różne sposoby i w różnych formach.

Szanowna Pani Anno,

Życie płata figle. Zaskakuje. Mnie również. Stanęła Pani na mojej drodze nie całkiem przez przypadek. Tak chciał los, a z losem dyskusji nie ma. Trafiliśmy więc na siebie w jakimś celu i z jakiś powodów.  Urodziliśmy się w tym samym dniu, ale w całkiem innym miejscu. Ty skończyłaś farmację, a ja długi czas eksperymentowałem z lekami. Ich kombinacje tworzą mieszkanki wyskokowe. Zmieniają sposób postrzegania świata. Wiele lat żyłem bez świadomości, że jesteś. W końcu pomocna dłoń wskazał mi Ciebie. Powiedziała, że jesteś kontynuacją przeznaczenia. Że kończysz jakiś rozdział książki zatytuowanej “Fatum na zakręcie”. Otrzymałem jasną wskazówkę.

Jednak Ty nie chcesz się poddać woli. Masz swoją wizję świata i własnej w nim roli. Chcesz grać pierwsze skrzypce choć to ja jestem dyrygentem. Stale niszczysz brzmienie orkiestry swoim niesubordynowanym piskiem. Nie mogę na to pozwolić, bo ręka, która przekazała mi pałeczkę dyrygenta wyraźnie zaznaczyła, że szef jest jeden, a harmonia to podstawa. Nie pozwolę ci niszczyć tego utworu.

Jestem jak powietrze. Wszędzie. Beze mnie nie da się żyć. Mam misję. Musze uratować to, co piękne, a Ty stoisz po przeciwnej stronie barykady. Licz. Zacznij liczyć. Kiedy wymówisz głośno cyfrę sto znajdziesz się w innej czasoprzestrzeni. Swojej własnej. Tam będziesz mogła machać smyczkiem ile wlezie.

Dalej pójdziemy razem. Ty za mną. Grzecznie i w ciszy.

Na znak sympatii przesyłam ci drobny upominek z własną historią. Jego właścicielka też myślała, że może z losem bezkarnie pogrywać.  Załączam ten fant. Pamiętaj, że przeznaczenie mamy zapisane w gwiazdach. Nie można od niego uciec nawet, kiedy chronią nas stalowe wrota.

MRS

 

To był przekaz o tym, że powinnam się bać jeszcze bardziej. Tymczasem zacisnęłam pięści i postanowiłam iść na wojnę. Kolejny raz zresztą. Koniec tego. Ten człowiek powinien iść na leczenie, a nie wdawać się w romans z prozą w kiepskim wydaniu. Te jego pseudofilozofie zadziałały na mnie jak płachta na byka. Kim jest do cholery by mówić mi co mam robić, by decydować o moim życiu.

Kiedy odkładałam kopertę na bok wypadło z niej coś jeszcze. Coś zawiniętego w czerwoną bibułkę. Rozpakowałam ją i zobaczyłam obrączkę z grawerem. Co było napisane? Jag älskar dig Arnold…

 

Ps. Może Ty masz pomysł co to wszystko może znaczyć? Przychodzi Ci cos do głowy? Napisz w komentarzu.

 

Arnold i Spółka (cz. 60)

Photo by Vivek Doshi on Unsplash

 

Podziel się tekstem z innymi:
  • 28
  •  
  •  
  •  
  •  
    28
    Udostępnienia

Spodobał Ci się tekst? Zostaw komentarz.