Wychodząc z domu nadal nie wiedziała co ma z tym wszystkim zrobić. Nie wiedziała i już. Żadne próby podjęcia jednej, słusznej decyzji nie skutkowały. Chyba pierwszy raz w życiu naprawdę nie mogła się zdecydować na jakikolwiek ruch. Każdy wiązał się z wielkimi zmianami…

Postanowiła, że zrobi to, co podyktuje jej serce. Nie układała scenariuszy. Kilka minut przed ósmą, zbliżając się do pracy – zadzwoniła do Pawła. Na wstępie przeprosiła, że nie odbierała i nie odczytywała wiadomości od niego, ale miała skomplikowaną sytuację w domu. Spytała gdzie mogą się umówić. Czy chce porozmawiać w biurze, czy woli ich knajpę. Sprawiał wrażenie zaskoczonego. Jakby coś już ustalili. Jakby oczywistym był wybór tej knajpy. Wtedy jednak nie zastanawiała się nad tym. Zamiast pójść prosto, skręciła w lewo i po chwili była już w kawiarni.

Czekał na nią przy stoliku najbardziej oddalonym od baru. Upchniętym w kącie. Tam rzeczywiście można było się schować i porozmawiać w spokoju. Zanim do niego podeszła poszła do baru i kupiła sobie latte. Widziała, że ON coś gestykuluje, ale zignorowała ten fakt. Była pewna, że chciał zapłacić, ale ona wolała to zrobić sama. Nie miała zamiaru znowu wciskać się w układ w którym ktoś będzie jej mówił, co ma robić.

Kawa podana była w dużej, przezroczystej szklanicy. Obok na spodeczku leżało ciasteczko cynamonowe, które uwielbiała. Delikatnie, żeby nie rozlać, niosła kawę patrząc pod nogi. Kątem oka obserwowała go. Zdołała ustalić, bez żadnych wątpliwości, że był zdenerwowany i to bardzo. Był spięty. Siedział sztywno uderzając palami o palce. Postawiła kawę i dała mu buziaka. Wbrew swoim intencjom wycelowała ustami w usta. Odwzajemnił jej pocałunek i dotykali się w tym pocałunku kilka chwil zbyt długo. Zdecydowanie za długo jak na miejsce w którym się znajdowali. Jak na wiek, w którym byli.

Nie znosiła ostentacji. Zawsze raziły ją pary, które bez poczucia żenady całują się, pieszczą i obmacują w miejscach publicznych. To było bez klasy, takie szczeniackie. Nastolatkom wybaczyłaby taką niesubordynację, ale nie sobie. Była na to za dojrzała i za poważna. Mimo wszystko, tym razem,  ten buziak sprawił jej dużo przyjemności. Zrelaksował, zniwelował napięcie, które towarzyszyło jej od wczoraj. Poczuła, że pragnie więcej…

Paweł wziął ją za ręce i zapytał o to co chciała mu powiedzieć. Zabrała jedną rękę i pogłaskała go po policzku. Zmrużył oczy i delikatnie uśmiechnął się. Poczuła, że jemu również wyrównało się ciśnienie. Stres odpuścił. Popatrzyła mu przeciągle w oczy, łyknęła kawę i powiedziała, że już nawet nie pamięta o czym chciała z nim mówić. Stwierdziła, że kiedy jest daleko podejmowanie radykalnych decyzji przychodzi jej łatwo. Kiedy jednak go widzi – plany ulegają nieoczekiwanym zmianom. Poczuła, że położył swoją dłoń na jej udzie. To też było przekroczenie jej granicy. Ktoś inny dostał by teraz w twarz, męża z całą pewnością ofuknęłaby równo. Na coś takiego nigdy by sobie nie pozwoliła. A teraz? Teraz poczuła, że traci nad sobą kontrolę. Zamienia się w emocje. Drży.

Pragnęła go jak wariatka, czuła że on to odwzajemnia. Chciała móc go dotykać, całować. Wiedziała jednak, że to niemożliwe. Czekał ich trudny dzień najeżony spotkaniami, telekonferencjami i zebraniem z pracownikami. Próbowała wziąć się w garść, ale on jej tego wcale nie ułatwiał. Tak na nią patrzył…

Powiedział, że zadzwoni do sekretarki i poprosi o przełożenie wszystkich dzisiejszych spotkań, konferencji i ważnych rozmów. Szepnął, gładząc ją po udzie, że najważniejsza dla niego jest ona. Reszta może poczekać. Próbowała odwieść go od tych pomysłów, ale wypadła chyba niezbyt przekonywująco.  Stwierdziła, że jest ciekawa czym planuje ją zaskoczyć. I że nie może się doczekać. Zerknął na nią wymownie i przeprosił. Wstał od stolika i poszedł dzwonić. Ona w tym czasie próbowała doprowadzić się do ładu, zejść na ziemię, otrzeźwić się. Słabo jej to jednak wychodziło. Gdyby tylko miała teraz przy sobie papierosy. Tak cholernie zachciało jej się palić.

Przypomniała sobie jak na jednych z zagranicznych wakacji wybierała sobie kolczyki. Wisiały na takiej ogromnej ścianie -kusząc i mieniąc się w promieniach ciepłego słońca. Patrzyła na nie zastanawiając się nad tym, na które się zdecydować. Najchętniej wzięłaby wszystkie. Były takie urocze. Małe błyszczące cacka radujące jej serce. Całkiem jak ta chwila. Jak ten facet! Jego też może sobie teraz wziąć. Ma go… Jest w zasięgu jej serca.

Wrócił po kilku chwilach. Zapytał czy chce tu jeszcze siedzieć czy mogą już wyjść. W pośpiechu łyknęła jeszcze niedopitą kawę. Podał jej płaszcz, puścił przodem. Wyszli. Nie poszli jednak do niego. Objął ją w pasie i obrali całkiem inny kierunek. Szepnął, że czymś ją teraz zaskoczy, tak jak chciała…

Na zawsze razem (cz. 47)

 

Photo by Petar Petkovski on Unsplash

Spodobał Ci się tekst? Zostaw komentarz.