Życie wymykało mu się spod kontroli. Każdego dnia bardziej. Wpakowali go do tej karetki na siłę mimo, że mówił, że jest lekarzem i sam sobie poradzi. Mimo, ze mówił, że za chwilę ma przeprowadzić operację ratująca życie innego człowieka.  Ratownik medyczny, który się nim zajął nie zamierzał odpuszczać. Wzruszył tylko ramionami i stwierdził, że o tym czy wszystko z nim ok zdecyduje inny lekarz, po badaniach w szpitalu, a operacji i tak nie przeprowadzi w tym stanie. Spacyfikował go, wcisnął na jeżdżące łóżko i ruszyli. Na sygnale.

Wszystko się popieprzyło. Jedyne z czego mógł się teraz cieszyć to to, że ONA nie obudziła się. Tylko jej tam brakowało. Nie było więc najgorzej. A może całkiem nie było tak źle. Poleży, trochę odpocznie i jeszcze będą mu za to płacili. I jeszcze będą przy nim skakali, troszczyli się o niego, martwili. Wreszcie będzie dla kogoś ważny. Ostatnio tego bardzo mu tego brakowało. Nawet nie zauważył kiedy usnął.

Ocknął się w jakiejś sali. Leżał sam. Podłączyli go do kroplówki. Był zaskoczony, że niczego nie pamiętał . Musiał mocno spać. Zawołał pielęgniarkę i poprosił żeby dała mu telefon. Był w torbie. Najpierw zadzwonił do pracy informując, że leży w szpitalu, bo miał drobny wypadek -zmartwili się nie na żarty. Potem wybrał numer Joanny, ale kiedy przypomniał sobie w jakiej atmosferze się rozstali-szybko się rozłączył. Wybrał numer ojca i w krótkich, żołnierskich skowach powiedział mu co zaszło i poprosił żeby po pracy przyjechał go stąd wyciągnąć. Nie zamierzał zbyt długo leżakować w tej przechowalni. Paskudnie czuł się jako pacjent. Kiedy skończył postanowił poinformować swoją nadal jednak, bądź co bądź, żonę -gdzie jest. Nie zamierzał wzbudzać litości -broń cię Panie Boże. Czuł się w obowiązku. No bardzo by to było dziwne gdyby mimo wszystko do niej nie zadzwonił. Nie odebrała. Zostawił wiadomość jednak nie oddzwoniła. Zakładał, że albo jest na niego wściekła, bo nie pojawił się na noc w domu, albo ma jakieś pilne spotkania w pracy, a ponieważ nie podejrzewa, że mogło wydarzyć się coś złego -nie zamierza się od nich odrywać.

Zrobili mu badania, pobrali krew, prześwietlili od stóp do głów. Miał zwichniętą nogę, drobne obrażania wewnętrzne nie zagrażające życiu i lekki wstrząs mózgu. Nic poważnego. Chcieli zatrzymać go na kilkudniową obserwację, ale nie wyraził zgody. Postanowił się wypisać na własne życzenie. Czy to było rozsądne? Miał to gdzieś. Nie czuł się źle, był tylko bardzo zmęczony i lekko oszołomiony. Poprosił o zwolnienie lekarskie na kilka dni i postawił się ordynatorowi, który przyszedł wybijać mu z głowy ten pomysł. Wiedział co robi. W końcu też jest lekarzem.

Kilka godzin leżał w ciszy, a potem zaczęły się pielgrzymki. Pierwsza wpadła matka. narobiła rabanu, rwetesu, gadała i gadała. Miał jej dość. W końcu poprosił żeby sobie poszła. Chyba ją dotknął, ale był zmęczony. Potem wpadła jego starsza córka. Przytuliła go mocno i zapytała kiedy wraca, jak się czuje, co z nim i gdzie do cholery podziewał się w nocy. Wyraźnie zirytowany poprosił żeby przełożyli tę rozmowę na później. O dziwo- nie dyskutowała. Cmoknęła go w czoło i pobiegła. Powiedziała, że musi się spieszyć, bo zaraz do domu wróci Zuzka i chciałaby być przed nią. Wybiegła pośpiesznie. Potem przyjechał ojciec. Wszystko wiedział, bo ordynator był jego kumplem ze studiów. Usiłował przekonać go żeby jednak przez parę dni poleżał w szpitalu. Nawet się ostro ścieli w tej kwestii. W samym środku tej wymiany zdań weszła Joanna. Byłą piękna, promienna, radosna choć teraz chyba mocno zaniepokojona tym, co się wydarzyło. Podeszła do jego łóżka, więc przestali toczyć spór. Jego ojciec przywitał się z nią zaskakująco ozięble. Zastanawiał się o co chodzi. Miłości między nimi nigdy nie było, ale też staruszek nigdy nie okazywał jego żonie takiego braku zainteresowania i oschłości. Przypisał to jednak zdenerwowaniu.

Przekazał Joannie co się wydarzyło. Nie dopytywała o okoliczności. Na szczęście. Nie pytała również gdzie był w nocy. Odetchnął. To nie był moment żeby prać brudy. Poprosił by go spakowała, bo zamierzał zaraz opuścić mury szpitalne. Zapytała czy to oby na pewno rozsądne. Warknął zniecierpliwiony. Nie dyskutowała. Zamówiła taksówkę, a on poszedł załatwiać formalności. Widział, że na korytarzu dopadł ją jego ojciec i coś mówił do niej wzburzonym głosem, ale nie słyszał co. Przypuszczał, że unosi sią na niego, bo nie akceptuje tego, że wychodzi ze szpitala. Może chciał namówić ją by spróbowała go powstrzymać? Był jednak pewien, że Joanna nie podejmie się tego zadania. Znała go dobrze. Wiedziała, że w pewnych kwestiach był nieprzejednany.

Jechali w milczeniu. Był nieco zdziwiony, że nie jest samochodem, ale długo nad tym nie rozmyślał. Nie było nad czym się zastanawiać. Kiedy wchodzili do mieszakania nagle zakręciło mu się w głowie. Zobaczył córki, które biegną w jego stronę i film mu się urwał…

Na zawsze razem (cz. 52)

 

Photo by Zhen Hu on Unsplash

Podziel się tekstem z innymi:
  • 10
  •  
  •  
  •  
  •  
    10
    Udostępnienia

Spodobał Ci się tekst? Zostaw komentarz.