Szczerze powiedziawszy zupełnie nie miała teraz nastroju na powrót do rzeczywistości, którą byłaby rozmowa telefoniczna. Zerknęła na wyświetlacz -numer był jej nie znany. – Nic pilnego pomyślała wyłączając wibracje w telefonie. Oddzwoni popołudniu. W końcu nie musi być na wyciągnięcie ręki, przecież może mieć pilną pracę.

Wcisnęła telefon głęboko do torby i wróciła do łóżka. Patrzył na nią z zaciekawieniem nie odrywając wzroku. Śmiały mu się oczy, wyglądał na zachwyconego, szczęśliwego i odprężonego w stopniu najwyższym. Miło było go takim widzieć. Poczuła, że topi jej się serce, że zaczyna myśleć o nim całkiem inaczej niż jeszcze rano. Z każdą chwilą stawał jej się kimś bliższym, szczególnym, zachwycającym. Przestraszyła się tego uczucia. Przeraziła. Ten lęk musiał namalować się na jej twarzy, bo posmutniał. Pochylił się w jej kierunku i delikatnie objął jej dłoń pytając czy coś się stało?

Czy coś się stało? Jasne, że się stało. Co to za pytanie. Jej życie zapętliło się, skomplikowało, zakręciło. Straciła równowagę, zyskała emocje. Czuła, że żyje, czuła każdym fragmentem skóry. Tak bardzo nie chciała oglądać się za siebie. Jedyne o czym teraz marzyła to zawiesić tę chwile w czasoprzestrzeni, by trwała nieskończenie. Wiedziała, że to jednak niemożliwe. Spodziewała się, że za to uczucie przyjdzie jej słono zapłacić. Czuła, że już niedługo gorzko pożałuje tej błogości. Czuła jednak, że właśnie teraz jest we właściwym miejscu w towarzystwie świetnego faceta. Znała go od lat, wiedziała o nim dużo, szanowała, podziwiała, lubiła. Teraz jeszcze pożądała. I czuła, że łączy ich coś jeszcze. Coś na kształt subtelnej, kiełkującej miłości. Młodzieńczej, świeżej, fascynującej. Nie przypuszczała, że kiedykolwiek poczuje jeszcze motyle w brzuchu…

Od dawna zdawała sobie sprawę z tego, że on jest nią zafascynowany, że mu się podoba. On nawet nie usiłował zrobić z tego tajemnicy. Adorował ją, ale tak że było to miłe, a nie namolne, niezręczne czy grubiańskie. Miał wyczucie. Wiedział jak sprawić jej przyjemność, jak rozśmieszyć, wzruszyć, pocieszyć. Teraz też był bardzo delikatny i ostrożny. Badał ją, sprawdzał na ile może sobie pozwolić żeby przypadkiem niczego nie zepsuć. Trochę ja to nawet bawiło, ale bardziej zachwycało.

Odsunęła te myśli na bok. Postanowiła cieszyć się tym, co teraz. Ponownie położyła się i mocno go przytuliła. Powiedziała, że chciałaby zapytać go o to samo. -Czy coś się stało. Co właściwie, w jego odczuciu, się wydarzyło. Co to dla niego znaczy. Czego się boi. Przejechał palcem wskazującym po jej nagim biodrze jakby chciał zyskać trochę czasu na tę odpowiedź, a potem powiedział patrząc jej prosto w oczy, zaglądając do duszy, że dla niego to pasjonująca kontynuacja czegoś, co swój początek miało wiele lat temu. Dodał, że jest ciekaw zakończenia, które, ma nadzieje, będzie nowym początkiem. Uśmiechnęła się. Cały on.

Kiedy wychodząc z hotelu odsłuchała jedną z jedenastu wiadomości głosowych poczuła, że nogi się pod nią uginają. Dzwoniły córki, ojciec Igora, jej matka i sam Igor. Skoro dzwonił- znaczy żył. Pierwsza w kolejce wiadomości oczekujących była informacja od jej matki, która nieco zirytowanym głosem dopytywała co się z nią dzieje i dlaczego nie można się do niej dodzwonić. Igora potrącił samochód, a jej nigdzie nie można namierzyć. Leży w szpitalu na Banacha. Przestraszona zapytała Pawła czy ją do niego zawiezie. Skinął głową i dał jej buziaka mocniej chwytając za rękę. Powiedział, że ma nadzieję, że to nic poważnego. Nie pytał o nic więcej, nic już nie powiedział. Zamówił taksówkę i odstawił ją pod szpital. W samochodzie milczeli, ale w głowie mieli plątaninę myśli. Życie komplikowało ich historię i oboje mieli tego świadomość.

Na zawsze razem (cz. 50a)

 

Photo by Yi Liu on Unsplash

Spodobał Ci się tekst? Zostaw komentarz.