Wrócił do domu nad ranem doskonale zdając sobie sprawę z tego, co go czeka. Ojciec nie znosił takich niespodzianek. Zanim Kuba zaczął studia uprzedził go, że dopóki mieszka w jego domu ma się dostosować się do reguł w nim panujących.
Opowiadania w odcinkach są jak życie. Nigdy nie wiadomo co wydarzy się następnego dnia, co nas zaskoczy. Zapraszam na opowiadanie o małżeństwie, z pozoru idealnym. Związku dwójki ludzi o mocnych charakterach. Miłości, która nagle traci siłę i moc…
To opowiadanie pokazuje konflikt i próbę odnalezienia się w trudnej sytuacji – z perspektywy wielu członków rodziny zanurzonych w konflikcie, a nie tylko z punktu widzenia głównych bohaterów.
„A miało być tak pięknie. Ślub z mężczyzną życia, dwoje dzieci, kariera… I nagle coś się stało. I nic nie jest już takie samo! Życie wywinęło fiflaka. Co dalej?”
Wrócił do domu nad ranem doskonale zdając sobie sprawę z tego, co go czeka. Ojciec nie znosił takich niespodzianek. Zanim Kuba zaczął studia uprzedził go, że dopóki mieszka w jego domu ma się dostosować się do reguł w nim panujących.
Babcia była świetna. Nie oceniała, nie dociekała, po prostu akceptowała, a to że miała własne zdanie i zasady? Karolinie to odpowiadało. Jasne reguły były czymś, co pomagało przetrwać. Co dawało oparcie. Gdyby dodać do tego jeszcze racuchy, sernik i kaczkę z jabłkami -byłoby niemal idealnie. Babcia była kimś, z kim od zawsze umiała się dogadać.
Poranek, mimo wyczerpania i zmęczenia był słoneczny i obiecujący. Zrobiły sobie z Zuzką puszyste omlety na śniadanie, wypiły sok ze świeżo wyciskanych pomarańczy. Przeprosiła młodszą córkę, za to, że ostatnio była nieobecna i oschła. Obiecała, że postara sie wszystko zmienić.
Cudowny był ten wieczór, który płynnym ruchem zamienił się w blady świt. Rozmawiał z Joanną jak niegdyś, bez odgrywania scen i aktorskich woltyżerek słownych. Było normalnie, zwyczajnie, zabawnie. Snuli plany, śmiali się, a nawet odrobine sprzeczali- to było bardzo obiecujące. Była dla ich nadzieja.
Skończyli dzień grubo po czwartej. Wcześniej piła wino i rozmawiała z mężem jak kiedyś, na luzie, pogodnie z nadzieją na lepsze jutro i dobre dziś. Kilka razy rozbawił ją nawet na całego, odprężyła się. Nie była tylko pewna czy to zasługa sporej ilości wina czy Igora. A może jednego i drugiego? Zresztą czy to ważne…
Mieli być razem na dobre i na złe. Na zawsze. On miał stać za nią murem, a ona miała wspierać go niezależnie od wszystkiego. I chyba przez moment nawet im się to udawało. Teraz chciał żeby to powróciło. Gotów był zakasać rękawy i zrobić remanent w małżeństwie tym bardziej, że czuł dobrą wolę Joanny.
Karolina wyprowadziła ją z równowagi. Zirytowało ją to, że myśli wyłącznie o sobie, a przecież dobrze wie jaka jest sytuacja. Widzi jak walczą o to małżeństwo, a mimo tego stawia warunki i urządza sceny. Nie rozumiała starszej córki i nie zamierzała przejmować się jej humorami. Zwykle dopasowywała się do rodzinnej układanki. Teraz nie zamierzała.
