Wrócił do domu nad ranem doskonale zdając sobie sprawę z tego, co go czeka. Ojciec nie znosił takich niespodzianek. Zanim Kuba zaczął studia uprzedził go, że dopóki mieszka w jego domu ma się dostosować się do reguł w nim panujących.
Wrócił do domu nad ranem doskonale zdając sobie sprawę z tego, co go czeka. Ojciec nie znosił takich niespodzianek. Zanim Kuba zaczął studia uprzedził go, że dopóki mieszka w jego domu ma się dostosować się do reguł w nim panujących.
Babcia była świetna. Nie oceniała, nie dociekała, po prostu akceptowała, a to że miała własne zdanie i zasady? Karolinie to odpowiadało. Jasne reguły były czymś, co pomagało przetrwać. Co dawało oparcie. Gdyby dodać do tego jeszcze racuchy, sernik i kaczkę z jabłkami -byłoby niemal idealnie. Babcia była kimś, z kim od zawsze umiała się dogadać.
Poranek, mimo wyczerpania i zmęczenia był słoneczny i obiecujący. Zrobiły sobie z Zuzką puszyste omlety na śniadanie, wypiły sok ze świeżo wyciskanych pomarańczy. Przeprosiła młodszą córkę, za to, że ostatnio była nieobecna i oschła. Obiecała, że postara sie wszystko zmienić.
Cudowny był ten wieczór, który płynnym ruchem zamienił się w blady świt. Rozmawiał z Joanną jak niegdyś, bez odgrywania scen i aktorskich woltyżerek słownych. Było normalnie, zwyczajnie, zabawnie. Snuli plany, śmiali się, a nawet odrobine sprzeczali- to było bardzo obiecujące. Była dla ich nadzieja.
Skończyli dzień grubo po czwartej. Wcześniej piła wino i rozmawiała z mężem jak kiedyś, na luzie, pogodnie z nadzieją na lepsze jutro i dobre dziś. Kilka razy rozbawił ją nawet na całego, odprężyła się. Nie była tylko pewna czy to zasługa sporej ilości wina czy Igora. A może jednego i drugiego? Zresztą czy to ważne…
Mieli być razem na dobre i na złe. Na zawsze. On miał stać za nią murem, a ona miała wspierać go niezależnie od wszystkiego. I chyba przez moment nawet im się to udawało. Teraz chciał żeby to powróciło. Gotów był zakasać rękawy i zrobić remanent w małżeństwie tym bardziej, że czuł dobrą wolę Joanny.
Karolina wyprowadziła ją z równowagi. Zirytowało ją to, że myśli wyłącznie o sobie, a przecież dobrze wie jaka jest sytuacja. Widzi jak walczą o to małżeństwo, a mimo tego stawia warunki i urządza sceny. Nie rozumiała starszej córki i nie zamierzała przejmować się jej humorami. Zwykle dopasowywała się do rodzinnej układanki. Teraz nie zamierzała.
Była wycieńczona psychicznie, całkowicie rozstrojona i pogubiona, ale dobrze wiedziała czego nie chce. Nie chciała dalszych zmian. Nie chciała dojazdów, domu z ogrodem. Pragnęła wolności, a nie klatki. I miała w nosie to, co o tym myśleli wszyscy wokół.
Tego było już za wiele. Kłopoty w szkole, burzliwa miłość, ciągła zawierucha w domu i niepewność, która towarzyszyła jej niemal na każdym kroku. Jeśli jeszcze dodać młodszą siostrę dla której stała się ostatnią deską ratunku, wszystko zaczynało wyglądać niemal abstrakcyjnie. Tyle problemów i tyle trudnych decyzji. Zbyt wiele jak na głowę jednej, drobnej i bardzo zagubionej nastolatki.
Nie wierzył ani w to, co widział, ani tym bardziej w to, co słyszał. To omamy, zwidy? Joanna chciała tego, co on. Była najwyraźniej gotowa zostawić Śródmieście. Porzucić je dla życia pod Warszawą. To brzmiało niczym żart, kpina, kabaret. Był zdumiony. Nie mieściło mu się w głowie, że żona, ot tak porzuci SWOJE ukochane Centrum dowodzenia, jak zwykła mawiać o ich wspólnym mieszkaniu, w samym sercu Warszawy.
Jeśli chcesz otrzymywać ode mnie wiadomości – wpisz poniżej swoje imię oraz e-mail.
